Pierwsze 1500 spakowanych i wysłanych paczek za nami i w tym odcinku powiem Ci, co było łatwiejsze, a co trudniejsze niż się spodziewałam, jeśli chodzi o samodzielne pakowanie paczek w sklepie internetowym.
Jeśli wolisz oglądać niż czytać, zapraszam do obejrzenia tego odcinka na Youtube:
Partnerem kanału jest Shoper – najczęściej wybierana platforma do zakładania i prowadzenia własnych sklepów internetowych w Polsce. Jeśli myślisz o rozpoczęciu dochodowego biznesu online lub chcesz przenieść swój sklep na wyższy poziom, skorzystaj z mojego kodu rabatowego TOSIEOPLACA10, a otrzymasz 10% rabatu na pierwszy rok abonamentu. Zarejestruj się tutaj: sklep na Shoper
Tylko 1500 paczek? Przecież masz sklep od 10 lat!
Na początek małe wyjaśnienie dla tych, którzy nie śledzą mnie regularnie w mediach społecznościowych – powiedziałam o pierwszych 1500 wysłanych paczkach, a przecież od lat wam tu mówię, że prowadzę sklep internetowy i coś tu się może nie zgadzać.
I słusznie, więc już tłumaczę, jak to u mnie wygląda. Przez ostatnie 9 lat w naszym sklepie 2drink.pl korzystaliśmy z usług firmy logistycznej, więc tak naprawdę ostatni raz paczki samodzielnie wysyłaliśmy bardzo dawno temu. To było tak dawno, że prawie nie było jeszcze wysyłek paczkomatowych, nie było tak dużo paczkomatów jak teraz i do najbliższego paczkomatu musiałam jeździć do Lidla jakieś 1,5 km, a musicie wiedzieć, że mieszkam prawie w centrum Łodzi i teraz w odległości spacerowej mam 4 czy 5 paczkomatów, w których mogłabym nadawać paczki.
No więc po 9 latach zrezygnowaliśmy ze współpracy z tamtą firmą i na razie przenieśliśmy towar do własnego magazynu, skąd wysyłamy paczki samodzielnie. A mówiąc samodzielnie mam na myśli, że ja i Tomek je pakujemy, nie mamy żadnych pracowników, pracujemy we dwoje.
To jest taki nowy start, czuję się, jakbyśmy zaczynali od nowa i pomyślałam, że może moje wnioski z pierwszych tygodni, kiedy wysłaliśmy 1500 paczek, pomogą komuś, kto dopiero startuje z własnym sklepem albo planuje rozpocząć taką działalność. Albo komuś, kto wysyła np. kilkadziesiąt paczek miesięcznie, czyli jest na początku drogi do rozwinięcia sklepu.
Opowiem o tym, co było trudniejsze, a co łatwiejsze niż się spodziewałam.
Wysyłka paczek – to było łatwiejsze niż myślałam
Najpierw to, co łatwe.
Dużo łatwiejsze niż myślałam było zabezpieczanie towarów do wysyłki. Sprzedajemy całkiem sporo syropów, bywały takie dni, że szło kilkadziesiąt, sto butelek i te butelki trzeba zabezpieczyć, żeby się nie stłukły. Podobnie jak szklanki i kieliszki, które też mamy w swojej ofercie.
I teraz nasze doświadczenia były takie, że syropy się co jakiś czas tłuką, że trzeba się z tym oswoić, że kilka butelek w tygodniu przy takiej ilości się stłucze. Ale okazało się, że nie, że mocne owinięcie folią bąbelkową każdej butelki wystarczyło. Przez cały grudzień stłukły się zdaje się 3 butelki i 2 kubki w kształcie papug, więc to jest naprawdę świetny wynik.
Druga sprawa, która była łatwiejsza niż się spodziewałam to było przyjmowanie dostaw. Nasz magazyn to nie jest pomieszczenie przystosowane do bycia magazynem, do którego można wjechać samochodem dostawczym i postawić paletę na środku, żeby można był łatwo ją rozpakować. Ten magazyn był wcześniej sklepem spożywczym, ma wejście po jednym schodku, więc nie ma opcji, żeby podjechać paletą pod same drzwi, a czasem nawet nie ma opcji, żeby ją postawić blisko wejścia, więc musieliśmy sporo paczek po prostu wnosić do budynku. Ale to okazało się zupełnie niekłopotliwe, nawet kiedy przyjechała duża dostawa, 1,5 tony syropów, to rozładowanie całej dostawy zajmowało godzinę z przeliczeniem wszystkiego i rozstawieniem gdzie trzeba. Więc zdecydowanie przyjmowanie dostaw jest łatwiejsze niż się spodziewaliśmy i totalnie nie było się czego bać.
Wysyłka paczek – to było trudniejsze niż się spodziewałam
Te dwie rzeczy: zabezpieczanie towarów do wysyłek i rozpakowanie dostaw zaskoczyły mnie na plus. A co zaskoczyło na minus?
Trudniejsze niż się spodziewałam było oszacowanie ile kartonów i materiałów opakowaniowych do wysyłek będziemy potrzebować. Musicie wiedzieć, że sprzedajemy produkty o różnych gabarytach, od całkiem małych rzeczy, jak korkociągi czy paczki słomek, które spokojnie można wysłać gabarytem A, do dużych i ciężkich syropów, wiaderek do lodu, kieliszków czy mat barmańskich, które co prawda są płaskie, ale za to mają 60 cm długości, więc ledwo mieszczą się do paczkomatu na długość. Plus oczywiście klienci biorą po kilka czy kilkanaście towarów w jednym zamówieniu i trzeba to spakować jakoś rozsądnie, ale i w najmniejszy możliwy gabaryt, żeby zapłacić za wysyłkę jak najmniej.
Do tego dochodzi folia bąbelkowa, której w najgorętszych dniach zużywaliśmy nawet 3 wielkie belki, do zabezpieczania syropów. Zaskakująco dużo taśmy klejącej też zużywaliśmy, czasem bywały takie dni, że do południa schodziły 3 rolki taśmy. Jak ktoś nie miał wcześniej z tym do czynienia, to może być zaskoczony, że tego aż tyle potrzeba.
I druga rzecz, która była dużo trudniejsza, niż myślałam, że będzie, to jednoczesne pakowanie i tworzenie contentu na media społecznościowe. Jakoś naiwnie myślałam, że content stworzy się sam, że będę pokazywać jakieś zamówienia, pakowanie itd., ale okazało się, że kompletnie nie było na to czasu. Bywały takie dni, że pakowaliśmy we dwoje przez 6-7 godzin, jak do tego doliczysz jeszcze jakieś przerwy na jedzenie i kawę to już nie ma czasu na nic innego.
Na szczęście to akurat wyjątkowa sytuacja, bo grudzień w naszym sklepie zawsze jest bardziej pracowity, więc od stycznia tego czasu na social media i inne tematy będzie zdecydowanie więcej.
Wysyłka paczek – czy to się opłacało?
Także podsumowując, pracy w grudniu było bardzo dużo, ale czy to nam się opłaciło? Patrząc na statystyki, wygląda na to, że tak. Na szczegółowe dane, dotyczące zysków z tego miesiąca musimy jeszcze poczekać, aż Tomek z księgową wszystko policzą, ale patrząc gołym okiem, wygląda na to, że to była dobra decyzja i że wchodzimy w ten 2026 rok na nowych zasadach, które mają sens.
A dodatkowo powiem Wam, że pakowanie i taka praca fizyczna, po tych kilkunastu latach pracy wyłącznie przy komputerze było dla mnie całkiem miłą odmianą i bardzo to polubiłam.
I to tyle chciałam Wam dziś powiedzieć. Jeśli jest coś, co chcecie wiedzieć o prowadzeniu sklepu internetowego, to dajcie znać w komentarzach. DO zobaczenia i do usłyszenia w kolejnym odcinku!

