SEO w sklepie internetowym w 2026 – co robić po aktualizacji Google [case study]

utworzone przez | lut 12, 2026 | Biznes za kulisami, E-commerce | 0 komentarzy

Jeśli Twój sklep internetowy spadł ostatnio w wynikach wyszukiwania w Google, albo nie wiesz, czy spadł, ale od grudnia masz mniej zamówień – to może być wina najnowszej aktualizacji algorytmu. W 2026 Google jeszcze mocniej będzie promował teksty autentyczne, przydatne, eksperckie, a eliminował te, które są niskiej jakości, masowo generowane przez AI.

Ale to nie znaczy, że AI już nam się do niczego nie przyda i że jeśli chodzi o SEO, my właściciele małych sklepów jesteśmy skazani na agencje, które pozycjonują sklepy. I że musimy wydawać miliony monet, żeby utrzymać się na powierzchni.

W tym artykule powiem Ci, co zrobiłam w połowie 2025 roku, żeby poprawić widoczność mojego sklepu i jak Ty możesz zrobić to samo, nie wydając na to ani złotówki.

Jeśli wolisz wersję wideo, obejrzyj tutaj:

Pod filmem z podsumowaniem roku 2025 w moim sklepie pojawiło się pytanie o SEO – co robimy, jak analizujemy, że nasze pozycje na ważne dla nas frazy w zeszłym roku się poprawiły. W tym odcinku opowiem Ci szczegółowo o konkretnych krokach, które dały dobre efekty i które nie wymagają żadnej specjalistycznej wiedzy. Ba, nie wymagają nawet umiejętności pisania, bo będziemy wspierać się AI.

To, co będę opisywać w tym odcinku możesz wdrożyć w swoim sklepie postawionym na platformie Shoper. Ja tej platformy używam i to, co zrobiłam, zrobiłam właśnie na Shoperze.

Ale pewnie też na każdej innej platformie zadziała to podobnie, nie ma tu technicznych ograniczeń. Na końcu tego odcinka pokażę Ci wyniki mojej optymalizacji sklepu, ale już teraz powiem Ci, że przeszły one moje oczekiwania jeśli chodzi o widoczność w Google na ważne dla nas frazy. Bo musisz wiedzieć, że ja nie jestem specką od SEO. Umiem pisać teksty pod SEO, robiłam to zawodowo przez wiele lat, ale zaznaczam, że nie zajmuję się profesjonalnie pozycjonowaniem. A więc to będzie taki poradnik dla osób, które chcą coś zrobić na własną rękę, ale też nie są fachowcami od SEO.

SEO w sklepie internetowym: jak było wcześniej

Zacznijmy od tego, co było w tym sklepie robione wcześniej. Kilka lat temu, jakieś 5 czy 6 zatrudniliśmy agencję od SEO, która specjalizowała się w SEO dla e-commerce. Początkowo byliśmy bardzo zadowoleni z tej współpracy, układała się świetnie, ale mam wrażenie, że z czasem przestała być efektywna. To, co na pewno zrobili ludzie z tej agencji to opisy kategorii, których wcześniej nie było, dali nam też sporo wskazówek jeśli chodzi o różne drobne usprawnienia.

No ale od jakichś 3 lat w SEO nie było robione nic. Dodawaliśmy co prawda nowe produkty, nowe kategorie, ale nie dodawaliśmy opisów kategorii i nie poprawialiśmy tych starych.

W 2025 roku stwierdziliśmy, że te stare opisy już się mocno zdezaktualizowały, algorytmy Google też się zmieniły i biorą pod uwagę inne rzeczy, więc trzeba wrócić do tego tematu i poprawić co nieco. Tym bardziej, że pojawiły się łatwo dostępne narzędzia AI, takie jak chat GPT, które dobrze radzą sobie z pisaniem tego typu tekstów, jak się je dobrze nakieruje.

W 2025 roku, gdzieś tak w kwietniu, przystąpiłam do pracy nad SEO naszego sklepu.

SEO w sklepie internetowym – co zrobiłam w 2025 roku

Oto co zrobiłam po kolei:

  1. Analiza sytuacji – posprawdzałam, ile kategorii w ogóle nie ma opisów, ile ma do zmiany, a przede wszystkim – jakie mamy pozycje w Google i na jakie frazy. Kupiłam abonament w narzędziu Senuto, w którym mogłam na bieżąco analizować, jak wygląda nasza pozycja, jak mają się poszczególne frazy i mogłam też sprawdzać które frazy są popularne i często wpisywane w Google, a które nie są.

Ta wiedza jest bardzo ważna, bo trudno jest optymalizować treść pod wyszukiwarki, nie wiedząc, czego ludzie w tych wyszukiwarkach szukają.

  1. Szybki check wiedzy – czy to, co wiedziałam o SEO i tworzeniu dobrych treści do sklepu nadal jest aktualne

Jak wspomniałam, wiele lat pisałam teksty pod SEO, sama nawet potem uczyłam optymalizacji treści w sklepie internetowym właśnie pod SEO i chociaż przypuszczałam, że dalej wiem, co robić, to uznałam, że nie zaszkodzi się doszkolić.

Poświęciłam miesiąc na czytanie o tym, jak teraz działa Google, jak zmieniło się wyszukiwanie po wejściu w życie AI, na co teraz trzeba zwrócić uwagę, optymalizując treści na stronie.

  1. Plan – co muszę poprawić i jak to rozłożyć w czasie, bo jeśli chodzi o SEO, lepiej działać stopniowo, poprawiać kolejne kategorie i opisy tydzień po tygodniu niż rzucić się i zrobić wszystko w tydzień.

SEO w sklepie internetowym – moje poprawki

  1. Porządek w kategoriach – niektóre były puste, inne się dublowały i wprowadzały chaos, w niektórych przypadkach ja sama nie wiedziałabym, jak coś przypisać do kategorii, więc było jasne, że użytkownik tym bardziej nie będzie wiedział, czego gdzie szukać.
  2. Nazwy kategorii – sprawdziłam w Senuto słowa kluczowe i zweryfikowałam czy wszystkie mają odpowiednie nazwy, pokrywające się ze słowami kluczowymi. Zmiany były kosmetyczne, 1 czy 2 kategorie.
  3. Opisy kategorii – niektóre miały, ale stare i nieaktualne, inne nie miały w ogóle opisów. Poprawiłam w ten sposób ok 40 opisów kategorii.

Zasady, których się trzymałam, jeśli chodzi o opisy kategorii:

– Opis musi być dla człowieka, musi mieć wartość merytoryczną, informacyjną. Traktowałam każdy opis tak, jakby był samodzielnym artykułem, dotyczącym danej kategorii, zawierającym krótki opis, co to za kategoria, co się w niej znajduje, do czego to się przydaje, jak wybrać między poszczególnymi produktami z kategorii (np. shaker barmański).

– Opisy zawierały też informację o tym, dlaczego warto wybrać nasz sklep

– Każdy opis kończy się krótkim FAQ, które powtarza te same informacje, ale w formie pytań i odpowiedzi

– Dbałam o linkowanie wewnętrzne – każdy opis linkował do 2-3 innych podstron w sklepie, np. kategorii drugiego stopnia albo innej kategorii

– Ponieważ opis ma być dla człowieka, dbałam też o odpowiednie formatowanie – wypunktowania, nagłówki (tu też warto wiedzieć, żeby używać nagłówków H3 i H3, bo to z uwagi na SEO się przydaje), ale też obrazki. Każdy opis miał swój obrazek główny, wewnątrz są też grafiki dlaczego warto wybrać nasz sklep, a czasem jeszcze jakiś dodatkowy obrazek. Na grafikach dodatkowo powtarzałam tytuł kategorii.

– A skoro to opis dla człowieka, to zamiast typowego dla SEO sprzed 15 lat pisania o niczym, byle była tylko fraza kluczowa, pisałam teksty językiem korzyści. Czyli mówimy czytelnikowi, co on z tego będzie miał, że to kupi, jakie są zalety naszych produktów, ale też jak wybrać między nimi.

– W Shoperze mamy możliwość dodania opisu też na górze nad listą produktów kategorii, więc wykorzystałam to miejsce na dodatkowe 2-3 zdania, informujące użytkownika co znajdzie w tej kategorii.

– Z innych technicznych możliwości, które mamy w Shoperze i które wykorzystałam są meta title i meta opis i je też zawsze dodawałam, pamiętając znowu, że nie są tu najważniejsze byle jak upchane frazy kluczowe, ale ważne jest, żeby użytkownik chciał wejść na moją stronę i u mnie kupić, czasem na końcu meta description dodawałam jeszcze CTA.

  1. Opisy produktów – wiedziałam, że nie będę miała czasu, żeby poprawiać wszystkie opisy, więc tu skupiłam się na tych produktach, które mają największy potencjał sprzedażowy i też największą szansę, żeby wybić się na top3 w Google.

W opisach produktów skupiłam się na:

– poprawie zdjęć – nie wszystkie produkty miały więcej niż jedno zdjęcie, nadal wiele nie ma, ale jak już poprawiałam opis, to dodawałam kolejne zdjęcia. Jeśli nie miałam więcej zdjęć od producenta, to starałam się podejść do tematu kreatywnie: np. nie miałam więcej zdjęć jakiejś szklanki, ale miałam drinka w tej szklance, więc dodałam drinka. W kilku przypadkach wspomagałam się AI, a konkretnie Canvą, w której generowałam obrazek na podstawie zdjęcia, jakie miałam. Zdjęcia dodawałam nie tylko w galerii, ale też wewnątrz opisu.

– poprawie nazw tych zdjęć, które były. U nas one czasem miały nazwy złożone z liter i cyfr, dość przypadkowych, a z punktu widzenia SEO dobrze jest zadbać o to, by w nazwach też były słowa kluczowe.

– poprawie nazw produktów – podobnie jak w przypadku kategorii, sprawdzałam, czy faktycznie mam najlepszą możliwą nazwę oraz czy jest ona czytelna dla użytkownika

– przygotowanie opisu tak, by mówił językiem korzyści, ale też zawierał nagłówki H2 i H3, słowa kluczowe w różnej formie, ale był też czytelny, łatwy do przyswojenia, zachęcający do zakupu.

– jeśli nie wiesz, co napisać o produkcie, podzielę się z Tobą moją ściągą – opisanie każdego lub przynajmniej kilku z tych punktów załatwia sprawę i jak będziesz się tego trzymać, to będziesz mieć wyczerpujący i dobrze napisany opis produktu:

  • Opis wyglądu, stylu, zastosowania.
  • Dla kogo jest produkt (początkujący, pasjonaci, prezenty).
  • Przykłady użycia (przyjęcia, wieczór panieński, grill).
  • Jak używać – instrukcja krok po kroku
  • Faq – min. 3 pytania i odpowiedzi, zoptymalizowane pod wyszukiwania głosowe
  • CTA – zachęta do zakupu lub obejrzenia całej kategorii

– w opisach znowu dbałam o linkowanie wewnętrzne, linkowałam do całych kategorii lub podobnych produktów, zwykle 2-3 linki w jednym opisie.

  1. Linkowanie

Oprócz tej optymalizacji kategorii i opisów produktów zrobiłam jeszcze 2 rzeczy: linkowałam do ważnych dla mnie kategorii z mojego bloga z przepisami, ale też dodawałam obrazki z kategorii do Pinteresta. Tak jak wspomniałam – opisy kategorii to teraz samodzielne poradniki jak wybrać jakąś rzecz, więc uznałam, że same w sobie mają wartość i warto do nich kierować ludzi, którzy szukaliby tego typu treści na Pintereście.

Jaki był efekt tych działań? Pokazać wyniki

Czy te moje działania optymalizacyjne coś zmieniły? Wygląda na to, że tak i to sporo.

Powiedziałam, że na początku moich działań włączyłam sobie narzędzie Senuto i zaczęłam śledzić konkretne frazy, które mnie interesowały. Po kilku miesiącach można zobaczyć, że wiele z tych fraz mocno poszło do góry – nie chcę tu podawać szczegółowo informacji, które konkretnie, bo wiem, że konkurencja z branży lubi sobie oglądać moje filmy, ale mogę pokazać ogólny wykres, dotyczący liczby fraz w top10 jeśli chodzi o moją domenę.

Na tym wykresie widać duży spadek na początku roku, kiedy zrobiliśmy dużą wyprzedaż i pozbyliśmy się ze sklepu nierotujących i nierentownych produktów, więc sporo produktów w ogóle wyleciało. A przełom kwietnia i maja to już ten moment, kiedy zaczęłam zajmować się optymalizacją i pracowałam nad nią miesiąc w miesiąc do końca wakacji, co też widać, bo mniej więcej wtedy wykres przestał rosnąć. W październiku i listopadzie znowu wpadło do sklepu trochę nowych produktów, więc znowu było sporo nowych, dobrych treści, jeśli chodzi o opisy i znowu jest wzrost.

To tyle, jeśli chodzi o optymalizację treści w sklepie internetowym. Jak widać, można zadbać o SEO niezależnie od tego, na jakiej platformie mamy sklep.

Zdjęcie Agnieszki Skupieńskiej
O autorce: Agnieszka Skupieńska

Z wykształcenia polonistka, ale nigdy nie pracowałam w szkole. Jako freelancerka zaczęłam pracować w 2009 roku, pisząc teksty na zlecenie. Teraz uczę innych, jak zarabiać, nie wychodząc z domu. Mam też swój sklep internetowy, w którym można kupić akcesoria barmańskie.
Sprawdziłam, że praca w domu może być sposobem na życie. I to na całkiem niezłym poziomie 🙂

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze