Czy w takim biznesie, jak mój (biznes online, polegający głównie na sprzedaży przez internet akcesoriów do napojów i kursów online) da się wyjechać na kilka tygodni na urlop? Czy w czasie urlopu zarabiamy, czy biznes leży i czeka na nasz powrót? Co tak naprawdę jest dochodem pasywnym w naszej firmie? Jeśli temat dochodów pasywnych Cię interesuje, znajdziesz tu coś dla siebie. We wpisie zdradzam też, kiedy pojawi się moja nowa książka o e-sklepie.

Swoją działalność jako freelancerka zaczynałam od pisania tekstów na zlecenie (pisałam o tym w artykule Moje początki copywritera). Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że przydałoby się coś jeszcze poza usługami – coś, co pozwoli mi zarabiać wtedy, kiedy będę chciała (albo musiała) przez chwilę nie pracować. Zaczęłam rozglądać się za dochodami pasywnymi. Trzy lata temu napisałam tekst, w którym opisałam, jak zarabiam na urlopie – wtedy przez miesiąc urlopu firma zarobiła około 3500 zł na czysto.

Jak to wygląda teraz – nasz biznes i dochody pasywne

Od tamtej pory wiele się zmieniło. Przede wszystkim rozrósł się nasz sklep z akcesoriami barmańskimi. Trzy lata temu mieliśmy miesięcznie po 30-50 zamówień, a wysyłką zajmowaliśmy się we własnym zakresie. Dzisiaj mamy 350-400 zamówień, a wysyłkę obsługuje firma logistyczna (tu pisałam więcej na ten temat.)

Więcej zamówień to oczywiście więcej zysku, ale też więcej pracy. Trzy lata temu, przy 50 zamówieniach miesięcznie, pytania i problemy właściwie się nie zdarzały. Raz, dwa razy w miesiącu odbierałam jakiś telefon lub odpowiadałam na maila z pytaniem. Dzisiaj są nie tylko pytania, ale czasem i reklamacje lub zwroty (bo np. coś potłucze się w transporcie lub firma kurierska dostarczy przesyłkę pod zły adres). Zdarzają się problemy z importem zamówień do systemu, z którego korzysta firma logistyczna, żeby nadawać paczki, albo problemy, wynikające z nieuwagi klientów (np. ktoś poda numer telefonu o jedną cyfrę za krótki i już nie można mu wysłać paczki do paczkomatu). Na te wszystkie maile trzeba na bieżąco reagować.

Przy okazji: jeśli jesteś zainteresowany tematyką e-sklepów, to mam dla Ciebie coś wyjątkowego. Już w lipcu premiera mojego nowego e-booka – będzie to duże studium przypadku, w którym pokazuję, jak rozwijaliśmy sklep od startu do pierwszego miliona przychodu ze sprzedaży. Konkrety, liczby, wykresy, informacje o strategiach marketingowych – wszystko, co może się przydać komuś, kto zakłada e-sklep. Już teraz możesz zapisać się na listę zainteresowanych e-bookiem.

Jak działa sklep internetowy, kiedy właściciele są na urlopie?

Mimo że na maile trzeba odpowiadać i niektóre sprawy załatwiać na bieżąco, jakoś nie mogłabym sobie wyobrazić, że z tego powodu mam zrezygnować z urlopu. To, co najważniejsze, czyli wysyłka zamówień, realizowana jest na bieżąco przez magazyn, niezależnie od tego, gdzie my jesteśmy, czy w domu, czy nad morzem, czy 2000 kilometrów od domu.

Pozostają maile i telefony. Telefon na czas urlopu wyłączyliśmy i nagraliśmy informację, że sklep działa, paczki są wysyłane, ale na pytania odpowiadamy tylko mailowo. Przez te 3 tygodnie naszej nieobecności znalazł się jeden sprytny klient, który tak długo szukał, aż znalazł prywatny telefon do mnie i się dodzwonił mimo urlopu 🙂 Pozostali wysyłali maile.

Na te maile Tomek odpowiadał na bieżąco, właściwie codziennie poświęcając im około pół godziny rano i tyle samo wieczorem. Gdybym ja była odpowiedzialna za kontakt z klientem, pewnie robiłabym to rzadziej, ale Tomek jest obowiązkowy i woli, żeby klient nie czekał za długo na odpowiedź 🙂 To oczywiście super, ale to też znaczy, że on nie miał zbyt wielu prawdziwie wolnych dni, bez myślenia o pracy.

Na szczęście tam, gdzie byliśmy (Paryż i Prowansja) nie było problemu z dostępem do internetu. Na kempingach trafiał nam się darmowy, dobry internet, a awaryjnie mieliśmy jeszcze roaming, z którego można było skorzystać.

Czy zatem sklep jest dochodem pasywnym? Niestety nie jest, ale też okazuje się, że można go spokojnie na jakiś czas zostawić i nic się nie stanie, jeśli tylko ktoś w naszym imieniu ogarnie temat wysyłek. Dlatego właśnie cieszę się, że współpracujemy z firmą, która magazynuje i wysyła nasze towary. Możemy pozwolić sobie na dłuższe i krótsze urlopy kilka razy w roku, a klienci tego nie zauważą 🙂

Co więcej, podczas naszego urlopu sklep naprawdę nieźle się kręcił. W maju było 415 zamówień, to o kilkadziesiąt więcej niż w kwietniu. No i co za tym idzie – zysk też większy 🙂

Urlop czy nie, zawsze trochę rozglądamy się za tym, co mogłoby nam się przydać w biznesie. Tu gadżety związane z czaszkami ze sklepu przy paryskich katakumbach.

 

To jak z tymi dochodami pasywnymi?

Trzy lata temu pisałam o różnych dochodach pasywnych, do których zaliczyłam m.in. afiliację, reklamy AdSense na blogach, a także sprzedaż e-booka i kursów online. Jak sprawy się mają dzisiaj z tymi źródłami dochodu?

  • afiliacja jako dochód pasywny zarabia u mnie raczej na waciki. Mam co prawda kilka artykułów w różnych miejscach, w których są linki partnerskie, ale ponieważ większość to dość stare materiały, to i z roku na rok coraz mniejsze zyski przynoszą. W całym maju przychody z afiliacji to jakieś 160 złotych. Szału nie ma 🙂
  • AdSense – z tej formy zarabiania zrezygnowałam już jakiś czas temu. Tzn gdzieś na którejś naszej stronie chyba jeszcze jakiś baner mamy, ale to są jeszcze mniejsze waciki niż z afiliacji. Faktycznie kiedyś AdSense zarabiał nam sporą sumkę (bywało, że i 3000 zł miesięcznie), ale potem strony, które dobrze „żarły” straciły swoje pozycje w Google i nie dało się już tego drobić. Tak więc AdSense jako źródło dochodu pasywnego to u mnie też już raczej historia.
  • sprzedaż produktów To się opłaca. Tu widzę mocną zależność między moją aktywnością na blogu i w mediach społecznościowych, a wielkością sprzedaży. E-book „Zostań freelancerem” sprzedaje się regularnie, zwykle każdego dnia wpada chociaż jedno zamówienie, ale z kursami już jest tak, że jak mnie nie ma, to i sprzedaż jest niewielka. Co ostatecznie przekonuje mnie, że kursy online, które mocno związane są z marką osobistą, nie są tak całkiem pasywnym dochodem. Niestety potwierdza się to, że samo się nic nie sprzedaje i nie wystarczy zrobić produkt i pokazać go ludziom, żeby się sprzedawał. Ale i tak zysk ze sprzedaży produktów cyfrowych w maju, mimo tak długiego urlopu, przekroczył 3000 złotych, więc naprawdę nie mogę narzekać 🙂

Wniosek z tego taki, że mimo szczerych chęci, przez te kilka lat nie bardzo udało mi się znaleźć „świętego Graala” dochodów pasywnych (jeśli coś takiego istnieje). Nie udało mi się znaleźć takiego źródła dochodów, które będzie naprawdę samo działało, przynosiło dobre pieniądze, nawet jeśli nie kiwnę palcem przez dłuższy czas.

Ale nie składam broni, może jeszcze się uda 😀

Jak zarabiać na urlopie?

No i na koniec wracam do pytania z tytułu: jak zarabiać na urlopie? Czy w ogóle się da?

Porównując swoją sytuację do tej z początków mojej freelancerskiej „kariery”, jak to można by było szumnie powiedzieć, widzę naprawdę spory postęp. Kiedyś zarabiałam wyłącznie na usługach, więc zarabiałam tylko wtedy, gdy pracowałam. Moja „wypłata” zależała od tego, ile godzin poświęcę na pracę. Jeśli chciałam wyjechać na urlop, musiałam zabezpieczyć sobie pieniądze nie tylko na wyjazd, ale i na czas po powrocie, zanim się „rozkręcę” i znowu coś zarobię.

Włączenie do swojej działalności sklepu internetowego – a właściwie obu sklepów, tego z akcesoriami i tego z produktami cyfrowymi – pozwoliło mi uniezależnić się od zleceń. A w kolejnych latach całkiem z nich zrezygnować. Teraz to, ile pieniędzy pojawia się na firmowym koncie nie jest związane z tym, ile czasu spędzimy przed komputerami. Dlatego posiadanie sklepu jest takie fajne 🙂 I jakby nie patrzeć, sklep może być całkiem niezłym sposobem na to, żeby zarobić na urlopie, choć mając mały sklep i małą, rodzinną firmę, raczej nigdy nie odpoczywa się od myśli o pracy.