Ile wydałam na książki w 2025? Czy opłaca się rezygnować z LEGIMI?

utworzone przez | sty 14, 2026 | Polecane książki, Relaks po pracy | 0 komentarzy

Przez jakieś 7 czy 8 lat korzystałam z abonamentu Legimi, który w cenie kilkudziesięciu złotych miesięcznie dawał nieograniczony dostęp do ogromnej bazy książek w formie e-booków. Ale w zeszłym roku w Legimi zaszły pewne zmiany, które zmusiły mnie do zastanowienia, czy to na pewno mi się opłaca i czy jest jakaś alternatywa dla Legimi? Dzisiaj opowiem Ci o tym, jak czytałam książki w 2025 roku i ile wydałam na książki, a właściwie to głównie na e-booki.

Jeśli wolisz słuchać lub oglądać zamiast czytać, to obejrzyj odcinek na ten temat:

Jeśli jeszcze się nie znamy, to ja jestem Agnieszka Skupieńska, a na tym kanale opowiadam o pracy na swoim, prowadzeniu sklepu internetowego, ale czasem też o książkach. Czytam raczej dużo, średnio około 60-80 książek rocznie. Najczęściej jest to typowa beletrystyka: czytam dużo thrillerów, czasami kryminały, chętnie też powieści obyczajowe. Rzadziej sięgam po literaturę piękną, chociaż i takie książki w tym roku czytałam, za to sporo pojawia się u mnie tak zwanych książek rozwojowych czy też biznesowych, bo zawsze staram się szukać nowych pomysłów, jak ulepszyć swój biznes.

A tak przy okazji, moja książka Freelancer 2.0 nadal jest dostępna w sprzedaży, można ją kupić u mnie na stronie tosieoplaca.pl/freelancer ale też w wielu księgarniach internetowych.

Co się zmieniło w Legimi

Ale wracając do czytania: ponieważ czytam dużo i najchętniej wybieram e-booki, a nie książki papierowe, to bardzo wiele lat subskrybowałam abonament Legimi. Dla tych, którzy nie wiedzą: Legimi działa tak, jak Netflix, czyli płacisz jedną stałą kwotę miesięcznie i masz dostęp do ogromnej bazy tytułów. Z tym, że od końcówki zeszłego roku Legimi wprowadziło zmiany w swoich abonamentach i to zmiany bardzo niekorzystne dla subskrybentów. Otóż wydzielili w swojej bazie książek tak zwany katalog klubowy, na który składały się książki określonych wydawnictw. I jeśli chciałeś przeczytać coś z tego katalogu klubowego, to za pobranie takiej książki na czytnik trzeba było zapłacić dodatkowo ok. 15 zł.

Stali subskrybenci, którzy mieli uzbierane punkty w programie lojalnościowym, mieli 50% zniżki, ale to nadal oznaczało, że do niektórych książek trzeba było dopłacać ponad 7 zł. Przy czym to była opłata za wypożyczenie tej książki, a nie za jej zakup. Jeśli przestaniesz subskrybować abonament, dostęp do tych książek dodatkowo płatnych też znikał.

Te zmiany dosłownie rozwścieczyły wielu użytkowników platformy, tym bardziej, że zostały wprowadzone z dnia na dzień, bez jakichś wcześniejszych zapowiedzi. Było wiele dyskusji na ten temat i przyznam, że nie widziałam ani jednego głosu na tak, czyli że to dobra zmiana. Za to wiele osób zrezygnowało z Legimi i zaczęły się dyskusje, czy jest jakaś alternatywa dla Legimi. Co zrobić, gdzie się przenieść, jeśli chcesz nadal czytać książki w abonamencie, ale już nie w Legimi.

Mój abonament w Legimi wygasał jakoś na koniec poprzedniego roku, więc sama zaczęłam szukać: czy jest w Polsce inna platforma, która daje podobne możliwości, czyli można czytać ebooki w subskrypcji?

Alternatywa dla Legimi

Są miejsca, w których jest sporo audiobooków, jak Storytel i ebooki są tam dodatkiem, ale jak zagłębiałam się w szczegóły, to w bazach ebooków nie było za wiele tytułów, które by mnie interesowały.

Pod koniec 2024 roku wymyśliłam więc sobie własną alternatywę:

  • zrezygnuję z Legimi,
  • będę kupować na promocjach ebooki, które mnie zainteresują,
  • będę korzystać z Upolujebooka i polować na niskie ceny tego, co koniecznie chcę przeczytać
  • zapiszę się do biblioteki, żeby wypożyczać książki papierowe
  • ale najpierw zacznę od przeczytania tego, co już mam w domu.

Do tego dochodzą jeszcze książki, które od czasu do czasu dostaję w prezencie, czy to od kogoś z jakiejś okazji, czy to od wydawnictwa. Wydawnictwa, które wydają książki biznesowe czasem przesyłają mi nowości do recenzji lub w ramach działań PR. To nigdy nie jest, a przynajmniej do tej pory nie była, taka konkretna, sformalizowana współpraca, gdzie byłabym zobowiązana do recenzji książki i pokazania jej Wam w swoich kanałach, ale czasem trafiają do mnie książki, o których chętnie Wam opowiadam. Mam tu trochę zaległości, ale na pewno opowiem nieco więcej w najbliższym czasie o książce „Moje pierwsze sto milionów” i jeszcze kilku innych wartych przeczytania pozycjach.

A i tu jeszcze muszę wspomnieć o jednej rzeczy: wiem, że w bibliotekach bywają czasem do dostania kody do Legimi, które pozwalają za darmo czytać ebooki. Uznałam jednak, że nie będę ich szukać i korzystać z tej opcji, bo tych kodów zawsze jest ograniczona ilość. Byłam kiedyś w takim miejscu, gdzie nie mogłam sobie pozwolić na kupowanie żadnych książek, z wyjątkiem tych z antykwariatów, więc jedyną możliwością, żeby dużo czytać, były biblioteki. A ponieważ teraz stać mnie na książki, to nie chcę zabierać tego darmowego dostępu komuś, komu on może się przyda bardziej.

Ile wydałam na książki w 2025 roku?

No ale dobra, jak mi poszło, ile wydałam na książki w 2025 roku i czy mój plan się opłacił? Czy wydałam mniej, niż gdybym utrzymała subskrypcję w Legimi?

Spoiler: nie.

Ale po kolei.

Styczeń i luty zapowiadały, że mój plan działa, bo nie wydałam wtedy ani złotówki. Czytałam to, co miałam w zapasach na dysku i kilka papierowych książek, które leżały i czekały na przeczytanie na półce.

W kolejnych miesiącach nie było już tak dobrze, chociaż nadal wydatki były na poziomie kilkudziesięciu złotych. Nie będę tu czytała konkretnych kwot, bo chciałabym wypuścić ten odcinek także w formie podcastu, więc byłoby to całkowicie nie do słuchania, ale jeśli interesują Cię kwoty, to w filmie na Youtube będą w tej chwili wyświetlone na ekranie.

W skrócie mówiąc: w marcu i kwietniu wydawałam na ebooki poniżej 30 zł, w maju już bliżej 100, w czerwcu znowu ok. 40, w lipcu, sierpniu, wrześniu i październiku znów bliżej 100 zł, a w listopadzie i grudniu ponownie koło 30 zł. Tak na marginesie, ponieważ raczej nie kupuję książek na zapas, żeby leżały, tylko czytam na bieżąco, to doskonale widać, w których miesiącach miałam w tym roku więcej czasu na czytanie.

Łącznie wydałam na ebooki w tym roku dokładnie: 569,64 zł. Gdybym subskrybowała ten abonament Legimi, który daje czytanie bez limitu, wydałabym 539,88 zł, czyli o niecałe 30 zł mniej.

Jeśli chodzi o konkretne miejsca, w których kupowałam ebooki, to najwięcej kupiłam w Woblinku i w Publio, ale korzystałam też z ebookpointa, Świata książki, Virtualo i Nexto.

W sumie dość niewiele korzystałam w serwisu Upolujebooka. To taka wyszukiwarka promocji na książki, gdzie możesz sprawdzać, co jest aktualnie w promocji, zapisać się na codzienny newsletter z promocjami i zapisać się na powiadomienie, kiedy cena jakiejś konkretnej książki spadnie poniżej ustalonego przez Ciebie poziomu. Pamiętam, że na początku roku jakieś 2 czy 3 razy coś upolowałam, ale potem po prostu zaglądałam na newslettery księgarni, które mają promocje na te książki i wydawnictwa, które akurat mnie interesowały.

Nie zapisałam się za to w ogóle do biblioteki, co jest taką moją porażką z zeszłego roku, bo mam do biblioteki dosłownie dwa kroki i w sumie nie wiem, jak to się stało, że się tam nigdy nie wybrałam. To zdecydowanie jest mój cel na 2026 rok.

Podsumowując, czy rezygnacja z Legimi mi się opłaciła i czy warto było szukać książek poza aplikacją i kupować je oddzielnie? Finansowo wyszło na to samo, ale mimo wszystko w tym roku nie wrócę do Legimi. Nie tylko dlatego, że do wielu książek, które mnie interesują, trzeba teraz dopłacać, ale też dlatego, że w Legimi jednak nie ma wszystkich ebooków, które są wydawane. Kupując ebooki na własną rękę, mogłam kupić to, co mi akurat wpadło w oko, bo zawsze w którejś księgarni to znalazłam. A dodatkowo miałam jeszcze zwyczajnie radochę jak udało mi się upolować jakieś ebooki po 10 czy 15 zł, chociaż uczciwie muszę przyznać, że zauważyłam pewną prawidłowość: jak ebook w promocji kosztował 10 zł, to na ogół był raczej mierny, takie 3 na 5 w mojej prywatnej skali ocen.

Dajcie znać, czy korzystacie z Legimi, a może macie jakieś inne własne patenty na to, jak tanio czytać książki? Wszystkie pomysły mile widziane.

Zdjęcie Agnieszki Skupieńskiej
O autorce: Agnieszka Skupieńska

Z wykształcenia polonistka, ale nigdy nie pracowałam w szkole. Jako freelancerka zaczęłam pracować w 2009 roku, pisząc teksty na zlecenie. Teraz uczę innych, jak zarabiać, nie wychodząc z domu. Mam też swój sklep internetowy, w którym można kupić akcesoria barmańskie.
Sprawdziłam, że praca w domu może być sposobem na życie. I to na całkiem niezłym poziomie 🙂

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze