Trwają zapisy na tegoroczną edycję Załóż Sklep. Zamknięcie o 24:00 w niedzielę 20 czerwca

Co po maturze? Moja największa porażka i co zrobiłam potem

utworzone przez | Cze 7, 2018 | Życie freelancera | 11 Komentarze

Decyzja o tym, co robić po maturze była jedną z najtrudniejszych w moim życiu. I podjęłam wtedy złą decyzję.

Inspiracją do napisania tego tekstu była akcja #CoPoMaturze, zainicjowana przez Dagmarę z bloga Socjopatka.pl i Anię z bloga BlueKangaroo. Przeczytaj więcej o akcji tutaj.

Maturę zdawałam w 2003 roku. Była to oczywiście jeszcze stara matura, czyli zdawało się z dwóch wybranych przedmiotów i języka (z przedmiotów ustnie i pisemnie, z języka tylko ustnie). Potem były egzaminy na studia – a warto dodać, że w Łodzi nie można było złożyć papierów np. na kilka kierunków na ten sam wydział (np. na filologię polską i kulturoznawstwo), bo egzamin był w tym samym czasie i można było pojawić się tylko na jednym. To oznaczało, że sporo z nas, maturzystów, musiało postawić wtedy na jednego konia.

Nie muszę chyba dodawać, że jak większość 18-latków nie miałam pojęcia, co będę robić w przyszłości i nie wiedziałam, na jakie studia iść. Myślałam o dziennikarstwie, ale szybko porzuciłam ten pomysł, bo nie było w Łodzi dziennikarstwa.

Myślałam też kiedyś o prawie. Wiecie, oglądałam filmy w stylu „Ludzi honoru” i wydawało mi się, że prawnik to będzie świetny zawód.

Ale zorientowałam się, że może i świetny, ale na pewno nie dla mnie. Jestem raczej nieśmiałą osobą i trudno mi by było odnaleźć się na sali sądowej. Nie mówiąc o tym, że trzeba by było zdawać egzaminy z historii i WOS-u na to prawo, a WOS to raczej nie była moja mocna strona. Prawo odpadało.

Była jeszcze jedna szansa: politechnika. Chodziłam do jednego z najlepszych liceów w Łodzi (III LO) i jeśli zdawało się maturę chyba z biologii albo z chemii, można było iść na politechnikę bez egzaminów (nie wiem czy na wszystkie kierunki, ale na niektóre na pewno). Ale nie kręciły mnie takie studia, więc nie brałam tego pod uwagę.

Padło – o zgrozo – na kulturoznawstwo. Nie wiem, co mnie podkusiło, naprawdę. Dlaczego nie poszłam na filologię polską, skoro brałam udział w olimpiadzie z polskiego, pisałam chyba najlepsze wypracowania w klasie, a matury ustnej nie musiałam zdawać, bo pisemną bez trudu zdałam na piątkę? NIE MAM POJĘCIA.

Wymyśliłam sobie to kulturoznawstwo i nawet zapisałam się na jakieś dodatkowe zajęcia w domu kultury. Uczyliśmy się tam o Teatrze Kantora i czytaliśmy Becketta i właściwie nic więcej z tych zajęć nie pamiętam. Zdobyłam skądś jakieś materiały, testy z poprzednich lat z kulturoznawstwa (bo był test i egzamin ustny) i się uczyłam.

Uczyłam się kto nakręcił jaki film, kto w czym grał, co to była Nowa Fala, co nakręcił Kieślowski a co Wajda. Serio, nie oglądałam żadnego z tych ważnych filmów, nie interesowałam się tak naprawdę ani filmem, ani teatrem, ani inną sztuką (czytałam tylko książki, ale to nie to samo, co interesować się literaturą) i wkuwałam na pamięć nazwiska, żeby dostać się na te studia.

Efekt nietrudno przewidzieć. Moja rozmowa kwalifikacyjna była klapą, a ja pierwszy raz w życiu poczułam, że jestem naprawdę nie na miejscu.

I było mi zwyczajnie wstyd, bo wiecie – ja zawsze byłam bardzo dobrą uczennicą. W podstawówce czerwone paski na świadectwach, w liceum średnia zawsze powyżej 4. A tu nagle prawie nic nie umiem.

I było mi wstyd też dlatego, że z mojej klasy w liceum chyba ze dwie osoby (z 36) nie dostały się na studia. Dwie – w tym ja. Wyobrażacie sobie, jak się czułam, gdy spotykałam się ze znajomymi ze szkoły i wszyscy byli już studentami?

Planu awaryjnego nie miałam. Bo można było złożyć potem papiery na jakieś kierunki, na które zostały wolne miejsca, ale nic nie znalazłam tam dla siebie.

I co dalej?

Wiedziałam, że za rok spróbuję znowu. Jakoś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie iść na studia. Na zaoczne lub wieczorowe nie było mnie stać. Zresztą chyba nie było nawet kulturoznawstwa zaocznego – i całe szczęście, bo jeszcze bym wzięła kredyt i to by dopiero była porażka 🙂 No więc musiałam zapełnić jakoś ten rok (wśród wiodących talentów z testu Gallupa mam uczenie się, więc sami rozumiecie ;)).

Poszłam do szkoły policealnej. Takiej zaocznej, po której dostawało się tytuł technika. Kierunek: technik informatyk 🙂 Tak, tak, serio mówię: uczyłam się informatyki. I w tej szkole też nie do końca czułam się na miejscu. W grupie miałam 75% facetów (to akurat było fajne), a wśród dziewczyn dwie młode mamy i właściwie prawie nikogo w moim wieku! A wiecie, 18-latka ma trochę inne problemy i zainteresowania niż mama kilkuletnich bliźniaczek czy mama niemowlaka. No i było w mojej grupie też trochę olewusów, którzy zapisali się tylko po to, żeby nie dostać powołania do wojska. I w tym ja, prymuska.

Ale te dwa lata szkoły policealnej to był naprawdę fajny czas, serio. Po kilku tygodniach okazało się, że z niektórymi kolegami całkiem nieźle się dogaduję (i właściwie trzymałam się z nimi, nie z dziewczynami). Zdarzało nam się wspólnie wyskakiwać na imprezy czy na piwko, pomagaliśmy sobie w zaliczaniu egzaminów, to była naprawdę świetna grupa. W szkole policealnej miałam pierwsze poważne zetknięcie z pracą (miesięczne praktyki w serwisie komputerowym i umiejętność składania komputera stacjonarnego, która dziś nie przydałaby mi się kompletnie do niczego). No i przeczekałam rok.

Jeden z moich kolegów z tej szkoły jakoś wiosną miał rozłożone na ławce materiały do przygotowań na studia. Zapytałam go czego się uczy i na jakie studia zdaje. Powiedział: na polonistykę.

I w mojej głowie zakiełkowała myśl: no dobra, może to nie jest zły pomysł?

Bo wiecie, ja zawsze myślałam, że po polonistyce można być tylko nauczycielką, a nie bardzo mi się to uśmiechało.

Ale postanowiłam spróbować. Razem z Michałem poszliśmy na egzaminy (od razu mnie to podniosło na duchu, że nie tylko ja zdaję z rocznym opóźnieniem) i oboje się dostaliśmy na polonistykę.

Dzisiaj muszę powiedzieć, że najważniejsza rzecz, jaką wyniosłam z 5-letnich studiów magisterskich na polonistyce to znajomości. Świetna paczka dziewczyn, z którymi nadal regularnie się spotykam, mimo że od naszej obrony minęło już 9 lat. Dzięki jednej z nich poznałam mojego męża.

A szkołę policealną też skończyłam (co wiązało się z tym, że na pierwszym roku polonistyki od poniedziałku do piątku chodziłam na zajęcia na studiach, a w co drugi weekend – na zjazdy). A więc teraz jestem technikiem informatykiem i polonistką. Kto wiem, może dzięki tej informatyce było mi łatwiej odnaleźć się w pracy zdalnej, przez internet?

Co po maturze?

Na zakończenie tego przydługiego wpisu dwa zdania podsumowania. Jeśli jesteś maturzystą i czytasz to po maturze – nie martw się, że coś może nie pójść tak, jak sobie wymarzyłeś. Naprawdę, jeśli nie dostaniesz się na studia, są jeszcze inne wyjścia, a rok mija naprawdę szybko i można próbować ponownie w kolejnym roku.

Zresztą ten rok przerwy nie jest taki zły, bo można solidnie odpocząć od nauki, zdobyć trochę innego doświadczenia (np. w pracy) i na spokojnie zastanowić się, co ja tak naprawdę chcę w życiu robić.

A studia są fajne, ale czasem bywa i tak, że wiedza, którą tam zdobywasz, w życiu mało się przydaje. Moje studia dziś nie przydają mi się właściwie do niczego. Wszystko, co robię i co jest mi potrzebne w pracy (a prowadzę własną firmę, sprzedaję swoje produkty, mam sklep internetowy, wcześniej przez lata pisałam teksty dla klientów) – wszystkiego tego musiałam nauczyć się sama, już po studiach. I przez te wszystkie lata po maturze, dopóki nie weszłam naprawdę na rynek pracy, nie miałam pojęcia, co będę w życiu robić.

I jeszcze jedno – nie ma takiej decyzji, której nie dałoby się zmienić. Nawet jeśli dzisiaj źle wybierzesz kierunek studiów, zawsze możesz próbować za rok i iść na inne studia. Świat się nie zawali, a przynajmniej nie powinien 🙂

Czy marzysz o założeniu
sklepu internetowego?

Jest na to idealny moment:
  • jeśli zaczniesz teraz, to Twój sklep może zacząć zarabiać już pod koniec wakacji
  • e-commerce w Polsce w ciągu ostatniego roku eksplodował, ale będzie coraz trudniej zacząć
  • lato jest okresem zastoju dla większości branż i najlepszym czasem na zmiany

Możesz zrobić to samemu lub skorzystać z mojego programu, do którego właśnie trwają zapisy. Wtedy wspomogę Cię w całym procesie, dzięki czemu zrobisz to sprawnie i skutecznie, unikając setek błędów. Poniżej dowiesz się szczegółów na temat programu.

Zapisy do programu zamkną się o godzinie 24:00 w niedzielę 20 czerwca

Zdjęcie Agnieszki Skupieńskiej
Agnieszka Skupieńska

Z wykształcenia polonistka, ale nigdy nie pracowałam w szkole. Jako freelancerka zaczęłam pracować w 2009 roku, pisząc teksty na zlecenie. Teraz uczę innych, jak zarabiać, nie wychodząc z domu. Mam też swój sklep internetowy, w którym można kupić akcesoria barmańskie.
Sprawdziłam, że praca w domu może być sposobem na życie. I to na całkiem niezłym poziomie 🙂

Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
kamila otulove
3 lat temu

U mnie było trochę podobnie. Tylko ja od dziecka chciałam być dentystą. Ale jakoś mi przez myśl nie przeszło, że dentystą nie zostaje się ot tak. Podstawówka – czerwone paski. Potem liceum, bo jak inaczej? Zimny prysznic przyszedł dopiero w klasie maturalnej, kiedy po wyborze przedmiotu maturalnego trafiłam do innej klasy i dowiedziałam się, że przez trzy lata, u nas to nie była biologia tylko pic na wodę i tak naprawdę ja nic nie wiem. I co gorsza nie umiem się uczyć! A egzaminy były i z biologii i z chemii i z fizyki. No i jeszcze konieczność wyjazdu do… Czytaj więcej »

Pomysłowa
3 lat temu

Zawsze twierdziłam, że cała ta idea wymyślania, co chcemy robić w życiu w takim wieku, jak 18 lat, jest głupia – bo wtedy jeszcze nie wiemy. Ledwo co wyszliśmy ze szkoły średniej, gdzie wciąż uczyliśmy się wszystkiego i nagle mamy wybrać tę jedną „specjalizację”. Ja też nie wiedziałam. Wybrałam pracę i dzięki temu zyskałam dobre parę lat doświadczenia. Kiedy moi znajomi dopiero wkraczali na rynek pracy, ja się już po nim całkiem sprawnie poruszałam i łatwo mi było się dostać na upragnione stanowiska. Cały system edukacji jest trochę zbyt mało elastyczny i nie daje nam możliwości „sprawdzenia”, czy faktycznie chcemy… Czytaj więcej »

MissUnderstood
3 lat temu

Świetny i bardzo odważny (szczery?) wpis. Są ludzie, którzy w życiu nie przyznaliby się do porażki (bo była to w końcu porażka), a przecież to są ważne lekcje „z życia”. Ja praktycznie nie pamiętam swojego procesu decyzyjnego. Dostałam się na studia i tyle, ani mnie to nie ziębiło ani nie grzało. Szłam przekonana, że będę nauczycielką (!). Po pierwszych zajęciach ze specjalizacji nauczycielskiej wszystko się rozpłynęło. Never. Studia wspominam dobrze, ale bez szału. Jeśli czegoś żałuję to braku mgr z drugiego kierunku. Wydawało mi się, że najważniejsze to iść do pracy i zarabiać, co tam mgr, jednego mam… Czasem może… Czytaj więcej »

Dagmara | socjopatka.pl

Agnieszka, bardzo Ci dziękuję za podzielenie się swoją historią w ramach akcji. Kurczę, jak tam czytam, to to były trudne czasy, z tego względu że nie można było składać papierów na dwa kierunki w tej samej uczelni. Fajnie natomiast, że ten pierwszy rok mimo wszystko poświęciłas na rozwój 🙂 Jakkolwiek by nie było – uważam, że to bardzo pozytywna opowieść i odbieram ją jako – mimo iż krętą drogą to jednak – prowadzącą do celu 🙂

Marta Szyszko
Marta Szyszko
3 lat temu

Inspirująca historia. Teraz sama jestem w tym miejscu, postanowiłam wybrać coś bardziej praktycznego niż oferują uczelnie publiczne, idę na psychologię w biznesie ze specjalizacją HR business partner na WSB, mam nadzieję, że studia + doświadczenie zawodowe przyniosą efekty…

Szymon Owedyk
2 lat temu

Zawsze po maturze można zamiast na studia przejść ciekawe kursy, także online. Już dzięki nim możemy okazać się specjalistami w pewnej dziedzinie.

Ciekawym wyjściem są również studia w formie e-learningowej. Uczymy się online, a 2-3 razy na semestr wybieramy się do szkoły na zaliczenie przedmiotów 🙂 Oczywiście w grę wchodzą tutaj koszty, ale za wygodę trzeba płacić.