9 typów klientów freelancera – znasz ich z seriali i filmów

utworzone przez | Gru 22, 2014 | Praca w domu | 7 Komentarze

Co mają wspólnego Fox Mulder i Sheldon Cooper z freelancingiem?

Mam to szczęście, że na ogół z jednym klientem pracuję długo – przez kilka tygodni, miesięcy, a niektórych mam od kilku lat. To sporo czasu, by kogoś poznać, nawet jeśli współpraca polega tylko na wymianie maili. To także sporo czasu, by wypracować sobie sposób na danego klienta, wiedzieć, jak z nim rozmawiać, jak ustalać cenę, czego się spodziewać. Odkąd pracuję na swoim stykam się z różnymi typami klientów. Z jednymi pracuje się łatwiej, z innymi praca to droga przez mękę, a z niektórymi bywa nawet zabawnie. Z klientami jest jak z bohaterami filmów i seriali – jest kilka typów, które się powtarzają.

Klienci freelancera – 7 typów

1. Red Forman z „Różowych lat 70-tych” – tylko on najlepiej wie, jak powinno być zrealizowane to zlecenie, tylko jego pomysły są dobre, daje Ci milion wskazówek co do każdej pierdoły i właściwie prościej byłoby, żeby sam napisał ten tekst. Do gotowego tekstu będzie miał setki uwag i poprawek, nawet gdyby to były poprawki polegające na zamianie dwóch słów miejscami, która to zmiana z punktu widzenia językowej poprawności nie jest najszczęśliwszą zmianą. On po prostu wie lepiej i musi Ci to pokazać. I nigdy nie będzie zadowolony. Bardzo ciężki typ do współpracy, po kilku zleceniach mam go dosyć i na sam widok maila od kogoś takiego od razu mam ochotę kliknąć „Usuń” bez czytania.

2. Fez z „Różowych lat 70-tych” – miły, sympatyczny, na co dzień można się z nim dobrze dogadać, ale czasem jak napisze maila, to czytasz, czytasz i nie wiesz o czym ten człowiek właściwie pisze. I czy na pewno w Twoim języku. Czasem napisze maila z jednym zdaniem, innym razem z połową zdania lub jednym słowem. Jak się już nauczysz kodu, w którym taki klient się porozumiewa i rozgryziesz jego język, to współpraca idzie całkiem sprawnie.

3. Fox Mulder z „Z Archiwum X” – wszystko chce mieć szybko, nic nie może zaczekać do jutra. Myśli, że inni tak jak on nie mają życia i mogą spędzać całe wieczory, a nawet weekendy na pracy. Czekanie na coś dwa dni to dla niego jak wieczność. A potem i tak często okazuje się, że w czasie tych dwóch dni zmienił koncepcję i właściwie to, co zrobiłeś wcale nie jest mu tak szybko potrzebne.

4. Dr House – zanim uda się z nim ustalić coś konkretnego, sto razy zmieni zdanie i co do słuszności każdego jest równie mocno przekonany. Trzeba się nieźle nagłówkować, żeby podążyć za jego tokiem myślenia i trafić z pomysłem, który zaakceptuje. Ale czasem się udaje i jak się uda, będzie zadowolony, choć nie będzie zbyt wylewny jeśli chodzi o pochwały.

5. Ted z „Jak poznałem waszą matkę” – rzadko ma swoje zdanie, najczęściej można mu coś narzucić, ze wszystkim się zgadza. Ugodowy, bezproblemowy, nigdy nie ma uwag do zleceń, uznaje, że coś wiesz lepiej od niego i zdaje się na ciebie. To wbrew pozorom typ klienta, z którym niełatwo się pracuje, bo rzadko podaje konkrety.

6. Sheldon Cooper z „Teorii wielkiego podrywu” – przewidywalny, zawsze działa tak samo, według ustalonych schematów, czasem od lat niezmienianych. Z kimś takim z kolei dobrze i łatwo mi się pracuje, bo z góry wiesz, czego się spodziewać – także jeśli chodzi o przelewy i ich regularność. Mój „najstarszy” klient to właśnie taki przewidywalny Sheldon – jak już coś raz wymyślił, to od 3 lat robimy to samo w ten sam sposób, a po realizacji zlecenia płatność wpływa na moje konto najpóźniej po 3 dniach.

7. Penny z „Teorii wielkiego podrywu” – sympatyczny, miły, fajnie się z nim współpracuje, tylko gdy przychodzi do płacenia, to nigdy nie pamięta, żeby zrobić przelew na czas. Dobrze, że nie jestem dostawcą kablówki, bo już nie mógłby oglądać ulubionych programów. Ale te opóźnienia w przelewach to w sumie jego największa wada, poza tym współpraca układa się całkiem dobrze.

8. Siara z „Killera” – miły, sympatyczny, płaci i to nawet sporo, ale gdy przychodzi do ustalania szczegółów zlecenia, to nie bardzo jest w stanie podać konkrety. Mniej więcej powie Ci, o co mu chodzi, jakiego efektu końcowego się spodziewa, ale co musisz zrobić, żeby ten efekt osiągnąć, jakich działań spodziewa się od Ciebie, a jakie podejmuje już sam – trudno to z nim ustalić. Na szczęście w związku z tym nie jest też bardzo wymagający – jak efekt jest osiągnięty, to nie zadaje pytań.

9. Hinduski przedsiębiorca – nie jest to co prawda bohater serialu ani filmu, ale nie przychodzi mi do głowy nikt odpowiedni. To typ osobny, która zawsze się targuje, próbuje wynegocjować rabat. W ekstremalnych sytuacjach proponuje cenę, która jest niedorzecznie mała w stosunku do Twojej wyjściowej propozycji (wszyscy to znamy: „100 zł za coś takiego? Student mi to zrobi za 2 dychy!”).

Muszę powiedzieć, że najłatwiej pracuje mi się z kimś, kto jest jak Sheldon Cooper, bo zlecenia od takich osób należą do najłatwiejszych. Z kolei gdy zdarza mi się współpracować z jakąś agencją, zwykle trafiam na takich Redów Formanów – wszystko wiedzą lepiej i mają setki uwag i poprawek. No i mam wśród klientów jednego „hinduskiego przedsiębiorcę” – on zawsze negocjuje rabat, więc ja zawsze daję nieco wyższą wyjściową cenę i koło się zamyka 😉 Mam też swojego Feza, ale na szczęście jest on jednocześnie trochę jak Ted – czyli pisze zupełnie niezrozumiałe maile, więc ja robię tak, jak mi się wydaje, że będzie dobrze, a on zwykle jest zadowolony i nie ma uwag 🙂

A jakich klientów Wam udaje się spotkać? Może freelancerzy z innych branż – graficy, programiści – mają inne spostrzeżenia jeśli chodzi o typy klientów?

„Nie do wiary, że dzielisz się tą wiedzą za darmo!”

 

Dowiedz się, co zrobiłam, żeby ponieść swoją stawkę za zlecenia jako freelancer aż o 450%!

Zebrałam w jednym miejscu swoje doświadczenia z prawie dekady pracy jako freelancer. Dołącz do BEZPŁATNEGO, 5-dniowego kursu, a wyślę Ci wskazówki jak maksymalizować zyski, pracując w domu.

Zdjęcie Agnieszki Skupieńskiej
Agnieszka Skupieńska

Z wykształcenia polonistka, ale nigdy nie pracowałam w szkole. Jako freelancerka zaczęłam pracować w 2009 roku, pisząc teksty na zlecenie. Teraz uczę innych, jak zarabiać, nie wychodząc z domu. Mam też swój sklep internetowy, w którym można kupić akcesoria barmańskie.
Sprawdziłam, że praca w domu może być sposobem na życie. I to na całkiem niezłym poziomie 🙂

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Magda Kosinska
6 lat temu

Redów Formanów najczęściej spotykam wśród naukowców, którym tłumacze artykuły 🙂 mimo wszystko jest to dla mnie dobra zabawa i często dzięki takiej współpracy uczę się wielu ciekawych rzeczy, zarówno z danej dziedziny, jak i o ludziach.

magda
6 lat temu

świetne 🙂 ja nie z branży, ale myślę, że typy te można spotkać we wszystkich rodzajach biznesów.Ja najczęściej (niestety) spotykam dr House’a – zmieniających po 100 razy zdanie klientów.

Kuba
6 lat temu

Niesamowite porównanie, chyba najgorsi są ci Z Archiwum X 🙂 Dodał bym że Ci klienci mają często spotkania 3 stopnia z obcymi.

Waldek
6 lat temu

Uwielbiam różowe Lata 70 🙂 Niestety mam szefa w typie Reda Formana 🙂 Brakuje tylko jeszcze żeby wyzywał nas „Dumbass!” 🙂

e-leasing.org
6 lat temu

Ha, dobre 🙂 Porównanie klientów do postaci z filmów- nigdy sam bym na to nie wpadł. Z opisów wynika, że naprawdę najłatwiej pracowałoby się z Sheldonem (chociaż jestem fanem Big Bang Theory i sądzę, że Sheldon łatwy we współżyciu być nie może), to jednak zawodowo taki typ naprawdę może się sprawdzić. Najbardziej nie lubię „Redów Formanów”. Takich ludzi jest wiele i nic tylko się przed takimi chować.

www.clskredyt.pl
6 lat temu

Ciężko jest i z Rodem Formanem i z takim Tedem- bo ja na przykład lubię konkrety, ale nie lubię jak ktoś coś zleca, a koniec końców wychodzi na to, że wykonuje wszystko sam, bo wszystko chce poprawić lub mówi nam jak należy to zrobić. Ludzie są przeróżni i na pewno do tych typów można by było kilka dodać. Ważne, żeby nie zapominali płacić 😉

trackback

[…] i niby wiesz, że powinieneś szukać nowych zleceń, ale masz serdecznie dość współpracy z klientami, którzy czasem są jak Sheldon albo Doktor House. I robi się niebezpiecznie, bo zamiast zarabiać, zaczynasz konsumować […]