4 rzeczy, które zmieniło wydanie własnej książki

utworzone przez | lt. 24, 2020 | Prowadzenie firmy | 6 Komentarze

W 2015 roku na własny koszt wydałam książkę z przepisami „Proste drinki„. Z drżącym sercem wydrukowałam 500 sztuk, nie mając pewności, czy uda nam się sprzedać ich aż tyle. Po prawie 5 latach książka sprzedaje się nadal i lada dzień będziemy mieć przekroczone 10 tysięcy sprzedanych egzemplarzy „Prostych drinków”. Co zmieniło w moim biznesie wydanie własnej książki? Zmieniło dużo. Jeśli nie wszystko.

1. Książka jest jak mieszkanie na wynajem

Wyobraź sobie, że dostajesz w spadku mieszkanie. Nie musisz w nim mieszkasz, bo masz inne, wygodniejsze, w dogodnej lokalizacji, no i przyzwyczaiłeś się do niego.

Decydujesz, żeby go nie sprzedawać, tylko wynajmować. Znajdujesz najemców i co miesiąc do Twojej kieszeni na czysto wpada powiedzmy 1000 złotych.

Co by zmienił w Twoim życiu i podejściu do zarabiania pieniędzy taki dodatkowy, regularny dochód? Mógłbyś pozwolić sobie na pracowanie mniej godzin tygodniowo i więcej odpoczynku i czasu z rodziną? A może miałbyś większą skłonność do ustalania wyższych stawek za swoje usługi, bo już nie zależałoby Ci tak bardzo na każdym zleceniu? Nowe zlecenia nie byłyby kwestią przeżycia. Może mógłbyś zrezygnować z tego klienta, który bardzo Cię wkurza albo z tej części pracy, której bardzo nie lubisz? A może nie rezygnowałbyś z niczego, tylko odkładał tego tysiaka na konto oszczędnościowe i budował poduszkę finansową?

Książka „Proste drinki” stała się dla mnie takim właśnie mieszkaniem na wynajem. Tyle że z większym miesięcznym dochodem. Dzięki niej znacznie łatwiej było mi budować poduszkę finansową i znacznie łatwiej odrzucać zlecenia, które mnie nie bardzo interesowały, ale dawniej przyjęłabym je, żeby zarobić. Teraz nie musiałam, bo co miesiąc sprzedawały się kolejne książki i co miesiąc ten dodatkowy dochód się pojawiał.

 

2. Od książki zaczął się sklep dla domowego barmana

Dzisiaj w sklepie mamy ponad 260 produktów, ale zaczęło się od jednego – właśnie od książki. Skoro już musiałam ją sama sprzedawać i postawiłam w tym celu własny sklep internetowy, to szaleństwem byłoby nie skorzystać z tej okazji i nie zacząć sprzedawać czegoś jeszcze. Bez żadnej wiedzy o tym, jak prowadzi się sklep, na ślepo, zamówiłam 20 czy 30 shakerów, dodałam do oferty sklepu słomki, potem miarki i kilka innych drobiazgów. Sklep zaczął funkcjonować.

Po kilku latach to właśnie sklep jest naszym głównym biznesem. W sklepie mamy najwięcej klientów (przeciętnie 600 zamówień miesięcznie), stąd mamy największe przychody. A wszystko zaczęło się od „Prostych drinków”!

 

3. Pierwsza książka pokazała mi, że tworzenie własnego produktu nie jest takie trudne

Za pierwszym razem wszystko jest trudne, ale gdy już miałam w ręku pierwsze egzemplarze „Prostych drinków„, gdy już wiedziałam, że produkt podoba się klientom, a emocje związane z początkowym okresem sprzedaży opadły, pomyślałam: hej, udało się! Tworzenie własnego produktu nie jest takie trudne, więc co robimy dalej?

Dalej była książka „Zostań freelancerem”, kurs online „Zacznij zarabiać na pisaniu” i kolejne produkty. Dzięki nim mój domowy biznes nie był już taki sam, jak wcześniej.

 

4. Freelance zmienił się w skalowalny biznes

Pierwsza książka dała mi swobodę decydowania i odrzucania niektórych zleceń, a po wypuszczeniu na rynek kilku kolejnych produktów zaczęłam czuć, że zlecenia są właściwie tylko dodatkiem. Że to już nie jest tak, że utrzymuję się ze zleceń. Utrzymuję się z produktów, które sprzedaję. Stopniowo przestałam przyjmować nowych klientów, bo i czasu na realizowanie zleceń zaczęło być coraz mniej.

Jednocześnie widziałam, że to jest to, o co mi chodziło. Przestałam zarabiać tylko wtedy, kiedy pracowałam. A to doskwierało mi na początku pracy freelancera, bo nie miałam przecież płatnego urlopu. Żeby wyjechać na wakacje musiałam nie tylko nadrobić zlecenia na zapas, ale też odłożyć pieniądze. Dzięki własnej książce i kolejnym produktom, mogłam zarabiać także na urlopie.

I wreszcie miałam biznes, który się skaluje, w którym nie ma sufitu, związanego z liczbą przepracowanych godzin. Własne produkty zaczęły generować przychody nawet 20-30 tysięcy złotych w ciągu jednego miesiąca, a sam sklep jeszcze większe. Wiem, że nigdy nie mogłabym zarobić tyle, jeśli byłabym tylko freelancerką i sprzedawała jedynie usługi.

Dlatego kiedy mówię, że wydanie własnej książki zmieniło w moim biznesie wszystko, nie ma w tym przesady. Chociaż w 2015 roku, gdy oddawaliśmy do druku „Proste drinki” nie planowałam tych zmian i nie miałam pojęcia, że aż tyle może się dzięki tej książce wydarzyć.

„Nie do wiary, że dzielisz się tą wiedzą za darmo!”

 

Dowiedz się, co zrobiłam, żeby ponieść swoją stawkę za zlecenia jako freelancer aż o 450%!

Zebrałam w jednym miejscu swoje doświadczenia z prawie dekady pracy jako freelancer. Dołącz do BEZPŁATNEGO, 5-dniowego kursu, a wyślę Ci wskazówki jak maksymalizować zyski, pracując w domu.

Zdjęcie Agnieszki Skupieńskiej
Agnieszka Skupieńska

Z wykształcenia polonistka, ale nigdy nie pracowałam w szkole. Jako freelancerka zaczęłam pracować w 2009 roku, pisząc teksty na zlecenie. Teraz uczę innych, jak zarabiać, nie wychodząc z domu. Mam też swój sklep internetowy, w którym można kupić akcesoria barmańskie.
Sprawdziłam, że praca w domu może być sposobem na życie. I to na całkiem niezłym poziomie 🙂

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Konrad
Konrad
1 rok temu

Świetny artykuł, bardzo motywujący 🙂

Asp
Asp
1 rok temu

Podziwiam cię. Trzeba mieć odwagę, żeby tak ruszyć od zera.

Oszczędna Polka
1 rok temu

Gratuluję odwagi :)) Domyślam się, że decyzja o wydaniu książki na własny koszt wcale nie należała do łatwych (nie miałaś przecież żadnej pewności jak będzie się ona sprzedawać). A mimo wszystko to zrobiłaś. Podziwiam bardzo!

Z tego co widzę, książka ma bardzo oryginalny wygląd (sztywne karty z przepisami). Czy od samego początku ma ona właśnie taką formę?

z kartonu Dawid
1 rok temu

Bardzo motywujący artykuł. Życzę dalszych sukcesów 😉