Moje 3 sposoby na mniej zwrotów w sklepie internetowym

utworzone przez | lip 15, 2016 | E-commerce | 10 Komentarze

Jeśli sprzedajesz albo chcesz sprzedawać w sieci, przeczytaj jak to się stało, że w moim sklepie prawie nie ma zwrotów.

Największym sukcesem mojego małego sklepu internetowego z akcesoriami do drinków, stworzonego przy blogu 2drink.pl jest to, że przez cały rok jego działalności, na 880 złożonych zamówień (czyli średnio 2,4 dziennie) był tylko jeden zwrot. JEDEN. Jedna osoba postanowiła odesłać mi to, co kupiła. Pech chciał, że w zestawie prezentowym, który zamówił ten klient, stłukła się szklanka. Chciałam mu tę szklankę za darmo dosłać, ale stwierdził, że woli odesłać całość. W sumie to był zestaw prezentowy, może nie miał czasu, by czekać na brakujący element?

Pozostali klienci nie zdecydowali się na zwrot. Podobnie jeśli chodzi o moje produkty „biznesowe” – kurs online i książkę „Zostań freelancerem” – nikt nie zażądał zwrotu pieniędzy i nie chciał zrezygnować z zakupu.

Jak to się stało? Myślę, że o tak rewelacyjnym wskaźniku zwrotów zadecydowały 3 czynniki. Jestem samoukiem jeśli chodzi o sklep internetowy i kieruję się tylko intuicją w tym, co robię, ale myślę, że moje przemyślenia mogą pomóc czytelnikom, którzy dopiero zastanawiają się nad założeniem swojego sklepu.

Jak ograniczyć zwroty w sklepie internetowym?

Bądź członkiem swojej grupy docelowej

To uwaga nie tylko do właścicieli sklepów, ale właściwie do wszystkich, prowadzących biznes. I nie tylko moja uwaga – czytałam ją w wielu książkach. Szukając pomysłu na biznes zacznij od wypisania grup, w jakich jesteś. Matka, żona, mieszkanka dużego miasta, lubiąca sport, gotowanie, osoba oszczędna, lubiąca komedie romantyczne, lubiąca gadżety elektroniczne itd. Można wymieniać bez końca.

Jeśli sam należysz do grupy docelowej, której chcesz coś sprzedać (albo do której piszesz blog), to w naturalny sposób będziesz bardziej wiarygodnym sprzedawcą i będziesz lepiej wiedział, czego ta grupa docelowa potrzebuje. Tak też jest z własnym sklepem. Ponieważ zakładając mój sklepik wiedziałam, czego poszukuje grupa docelowa miłośników drinków, amatorów, przygotowujących drinki w domu (bo sama jestem z tej grupy), to wiedziałam, jaki towar dla nich sprowadzić.

Sprzedawaj tylko produkty, z których naprawdę sam byś korzystał

W moim sklepie tak podchodzę do wyboru towaru. Kupuję towar, z którego sama bym korzystała. Shakery, które sprzedaję, stoją też w mojej kuchni, podobnie jak miarki i inne akcesoria. Książka, którą napisałam (właściwie obydwie) to książki, które sama chciałabym przeczytać. Mam wrażenie, że w ten sposób jesteś bardziej wiarygodny jako sprzedawca. Wierzysz w te produkty, bo sam z nich korzystasz.

Nie koloryzuj opisu

Dobry opis, piękne zdjęcia to podstawa handlu w internecie. Moje zdjęcia nie są szczytem zdolności fotograficznych, ale za to przedstawiają produkt taki, jaki on jest naprawdę. Opisy nie są pokoloryzowane, nie twierdzę, że coś sprawdzi się przez lata, jeśli wiem, że tak nie jest. Przedstawiam swój towar taki, jaki on jest naprawdę. I to minimalizuje niezadowolenie klientów po zakupie – bo dostają dokładnie to, czego się spodziewali i to, co widzieli na zdjęciu.

To dużo czy mało? Moim zdaniem niewiele. Mając świadomość, że masz w sklepie dobre produkty, że nie są „takie sobie”, „średnie”, „nie najgorsze”, tylko po prostu dobre, możesz spać spokojnie i nie martwić się zwrotami. Podobnie jeśli nie oszukujesz klientów, obiecując im złote góry, a przysyłając produkt średniej jakości.

Nikt przecież nie lubi, jak się go oszukuje, nabiera, zataja wady produktu, prawda?

Pobierz checklistę

W tym krótkim przewodniku mówię m.in.:

  • o tym, jak szukać nowego towaru w mediach społecznościowych
  • o tym, jak analizować strony konkurencji pod kątem nowego asortymentu
  • czy lepiej sprowadzać towar od małych producentów, czy od dużych, od polskich czy zagranicznych.

Mam swój sklep z akcesoriami do drinków od 2015 roku. Mamy siedmiocyfrowe obroty rocznie, więc mam niemałe doświadczenie w e-handlu.

Możesz mi zaufać, bo nie jestem teoretykiem i wiem, o czym mówię 🙂

Zdjęcie Agnieszki Skupieńskiej
O autorce: Agnieszka Skupieńska

Z wykształcenia polonistka, ale nigdy nie pracowałam w szkole. Jako freelancerka zaczęłam pracować w 2009 roku, pisząc teksty na zlecenie. Teraz uczę innych, jak zarabiać, nie wychodząc z domu. Mam też swój sklep internetowy, w którym można kupić akcesoria barmańskie.
Sprawdziłam, że praca w domu może być sposobem na życie. I to na całkiem niezłym poziomie 🙂

Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Olga Nina
5 lat temu

Prawda! 🙂

Pawel
5 lat temu

Święte słowa, gdyby każdy sprzedawca tak podchodził do tematu, a nie że sklep to tylko biznes, na którym trzeba jak najwięcej zarobić, to nie trzeba by się bać, że się trafi na kogoś kto nas może oszukać.
Ze swojej strony dodałbym jeszcze jeden punkt:
– Traktuj klienta tak, żeby chciał do Ciebie wrócić, a nie jak „jednorazową przygodę”.

Marlena Bessman - Paliwoda

Masz bardzo fajne podejście. Taki wniosek nasuwa mi się już od dawna.

Natalia Sławek
5 lat temu

Bardzo zgrabnie to opisałaś Agnieszka! U nas jest podobnie – do tej pory trafił mi się 1 zwrot, na samym początku działalności. Od tamtej pory wszystko przebiega wyśmienicie 🙂

Łukasz Sikora - Mocna Kawka

Ciekawy wpis, myślę, że kiedy z zapałem podchodzi się do swoich zajęć, to efekty takich działań są bardziej pozytywne i wówczas rzadziej zdarzają się wtopy.

Łukasz z Finanseodpodstaw.pl

Z tą wiarą w produkt to chyba trochę na wyrost 😉 O ile prowadzisz mały sklep z bardzo niszowymi produktami dla konkretnej grupy odbiorców – zgadzam się w pełni. Ale szczerze mówiąc ciężko mi wyobrazić sobie sklep z 1000-10000 produktów i „wiarą” w nie wszystkie 😉

Kasia Aleszczyk
5 lat temu

Ja nawet nie dążę jakoś specjalnie, by sklep stał się DUŻY. Lubię to, że mam kontakt z Klientami, że mogę ich sama obsłużyć i dopieścić oraz, że kojarzę ich (niektórych) po nazwisku. Wszyscy piszą o skalowalności biznesu, ale ja nie wyobrażam sobie momentu, kiedy moja sprzedaż miałaby stać się „taśmowa” :O