W ciągu ostatnich dwóch tygodni kilka osób powiedziało mi, że są pod wrażeniem ile rzeczy robię jednocześnie. Fakt, sporo się tego nazbierało, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że naprawdę nie pracuję długo każdego dnia. Jak mi się udaje realizować tyle planów? Ostatnio pomaga mi w tym świetna koncepcja 12-tygodniowego roku.

Posłuchaj tego odcinka:

12-tygodniowy rok – o co chodzi?

Koncepcja została opisana w książce Briana Morana i Michaela Lenningtona pod tytułem „12-tygodniowy rok”. Ja czytałam ją w abonamencie Legimi, ale tu możesz zobaczyć, gdzie kupić ją najtaniej.

Autorzy tej książki, pracując z różnymi zespołami, zauważyli, że największą mobilizację do pracy mamy pod koniec roku, kiedy zbliża się termin osiągnięcia założonych w styczniu celów. Kiedy ten termin jest tuż przed nami, zdajemy sobie sprawę, że nie ma czasu do stracenia:

Koniec roku to symboliczna granica – punkt, w którym decydujemy o tym, czy osiągnęliśmy sukces, czy też ponieśliśmy porażkę. – czytamy w „12-tygodniowym roku”

Jednocześnie przełom roku to takie nowe otwarcie. Niezależnie od tego, czy mijający rok był dobry czy nie, w styczniu czujemy ekscytację tym, co nadchodzi i wierzymy, że w kolejnym roku uda nam się osiągnąć zamierzone cele. Ale: jeśli planujemy w ujęciu rocznym i zakładamy sobie, jakie cele chcemy osiągnąć przez cały rok, szybko tracimy z oczu to, co najważniejsze – fakt, że te cele osiąga się tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. I że trzeba setek małych kroczków i drobnych działań, które zajmują czas.

U podstaw myślenia w ujęciu rocznym tkwi niewypowiedziane na głos przeświadczenie, że w ciągu roku jest mnóstwo czasu, by wszystko zrobić. Z perspektywy stycznia może się wydawać, że grudzień to bardzo odległa przyszłość. Zastanów się nad tym: choć zaczynamy rok z wielkimi planami, pod koniec stycznia z reguły dostrzegamy, że trochę odstajemy od przyjętych założeń. Chociaż nie wywołuje to naszego zadowolenia, nie jest to również powód, by się specjalnie martwić, gdyż każdy z nas mówi sobie: ‚Wciąż mam czas. Przede mną jeszcze jedenaście miesięcy na nadrobienie opóźnienia’.(…) Przyjmujemy błędne założenie, że mamy jeszcze bardzo wiele czasu, a potem działamy w myśl tego przekonania. Nie czujemy potrzeby pilnego przejścia do czynów i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że liczy się każdy tydzień, każdy dzień i każda chwila. Skuteczne działanie to tak naprawdę coś, co zachodzi dzień po dniu i tydzień po tygodniu!

Brzmi znajomo? Dla mnie bardzo.

I chociaż nie mogę powiedzieć, że do tej pory czas przeciekał mi przez palce, bo od 2015 roku wydałam 3 książki, 4 e-booki i 3 kursy online (w tym jeden to ponad 15-godzinna kobyła), to czułam, że sporo jeszcze mogłabym zrobić, gdybym tylko umiała się lepiej zorganizować.

12-tygodniowy rok – co zmienia planowanie w takim ujęciu?

Autorzy książki wychodzą z założenia, że znacznie więcej osiągniemy, gdy skupimy się na krótszych przedziałach czasowych niż rok. Swój pomysł zaczerpnęli ze świata sportu i periodyzacji w treningach sportowców:

Periodyzacja w sporcie odwołuje się do intensywnego reżimu treningowego, który przez określony czas (z reguły od czterech do sześciu tygodni) skupia się na jednym zagadnieniu. Po każdym takim kilkutygodniowym okresie sportowiec zajmuje się kolejną kwestią stanowiacą element całego cyklu, co pozwala osiągnąć maksymalną skuteczność rozwijania poszczególnych czynników składających się na formę sportowca. („12-tygodniowy rok”)

Bazując na doświadczeniu sportowców, autorzy „12-tygodniowego roku” proponują, by właśnie w takim ujęciu planować swoje cele. Żeby zapomnieć, że rok ma 12 miesięcy, a skupić się na krótszym okresie. W ten sposób co trzy miesiące będziemy mieć symboliczną końcówkę roku i towarzyszącą jej ekscytację, co trzy miesiące możemy zaplanować sobie podsumowanie mijającego okresu, co trzy miesiące zaplanować krótki odpoczynek, nagrodzić się za ciężką pracę.

Co jest dla mnie kluczowe w takim podejściu?

Po pierwsze: to, że skupienie się na takim krótkim przedziale czasu nie daje przestrzeni, żeby ten czas marnować. Jak piszą autorzy „12-tygodniowego roku” (i ja się z tym zgadzam), jeśli masz cel do osiągnięcia przez 12 tygodni, to ile z nich możesz zmarnować na rzeczy, które nie popychają Cię do przodu i nie przybliżają do osiągnięcia celu? Tydzień, maksymalnie dwa, bo potem już może zrobić się trudno. Musisz cały czas koncentrować się na pracy tu i teraz, zamiast myśleć, że masz jeszcze dużo czasu – bo go nie masz.

Po drugie: 12 tygodni to moim zdaniem świetny czas na przetestowanie nowych pomysłów i rozwiązań. To jednocześnie niedługi i niezbyt krótki okres na zobowiązania i postanowienia. Z tym miałam wcześniej problem, bo np. postanowienie, że od teraz będę na Instagramie publikowała co tydzień serię #BiznesowePuzzle pewnie by mnie przytłoczyło, gdybym nie dała mu konkretnego przedziału czasowego (nieprzypadkowo pierwsza seria miała 12 odcinków i druga też będzie miała 12).

Przejście na dietę – tak samo przytłaczające, jeśli nie masz ram czasowych. Ale jeśli je sobie wytyczę i postanowię, że np. przez najbliższe 12 tygodni sprawdzam, czy mogę być na diecie, przez 12 tygodni sprawdzam, jak to jest chodzić codziennie 10 tysięcy kroków, przez 12 tygodni publikuję regularnie filmy na YT czy podcasty – takie ograniczenie zmienia wszystko.

12 – tygodniowy rok w praktyce

Książkę Morana i Lenningtona przeczytałam w połowie zeszłego roku, więc miałam sporo czasu, żeby przetestować ich pomysł. Właśnie kończy się pierwszy kwartał 2020, a w tym kwartale pracowałam według koncepcji 12-tygodniowego roku, do której dodałam własne zasady:

  • w całym kwartale chcę zrealizować jeden duży projekt
  • w każdym miesiącu w sklepie tosieopłaca.pl będę sprzedawać jakiś nowy produkt lub zorganizuję promocję na jeden z tych, które już mam
  • sprawdzę jeden kanał w mediach społecznościowych lub jedną nową formę promocji, której jeszcze nie sprawdzałam

12 tygodni to nie jest zbyt wiele, więc nie planowałam nie wiadomo ilu projektów. Trzy ważne rzeczy to wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, czym się zajmować, a wystarczająco mało, żeby była szansa, że uda się te cele zrealizować.

Co tak naprawdę udało mi się zrobić w ciągu I kwartału 2020?

  • opracować nową książkę z przepisami „Drinki świata” (przepisy, zdjęcia, zlecenie składu itd.) – książka w kwietniu będzie już w sprzedaży. A na początku stycznia nie miałam nawet listy drinków, które się w niej znajdą!
  • opracować i wprowadzić do sprzedaży inny nowy produkt – plakat-zdrapkę „Drinki świata”
  • zorganizować promocję na e-booka „Pierwszy milion z e-sklepu” (styczeń), wypromować kurs „Własny produkt w 7 krokach” przed zamknięciem sprzedaży (luty) oraz uruchomić pierwszą rundę płatnych konsultacji 1 na 1 (marzec)
  • nagrać, zmontować i opublikować 20 (!!!) filmów  przepisami na drinki na moim kanale na YT
  • opublikować 6 przepisów na drinki na blogu i podmienić zdjęcia w kilkunastu starych oraz zmienić wygląd bloga (nie był zmieniany już z 5 lat, należało mu się małe odświeżenie)
  • napisać i opublikować 6 artykułów na blogu To się opłaca
  • napisać i opublikować 10 odcinków serii #BiznesowePuzzle na instastories
  • nagrać i opublikować 2 odcinki podcastu To się opłaca, 3 odcinki podcastu Placebo i jeden gościnny wywiad w podcaście Eweliny Mierzwińskiej, a także 1 film na kanale YT o prowadzeniu sklepów internetowych
  • napisać i wysłać 23 newslettery
  • przeczytać 27 książek (z czego 8 to tzw. książki rozwojowe, reszta to powieści)

Dużo? Dla mnie naprawdę sporo! Jak widać zrobiłam znacznie więcej niż to, co obejmował plan. Zgodnie z planem najważniejsze w tym kwartale były dla mnie: jeden duży projekt (książka), sprzedaż w sklepie TSO co miesiąc czegoś konkretnego, a także sprawdzenie nowego kanału promocji (tym razem były to filmy na YT). Pozostałe działania to dodatki, niektóre połączone z głównymi projektami, inne nie do końca, ale też ważne z jakichś względów.

To, co jest dla mnie kluczowe, żeby wyrobić się ze wszystkim, to działanie tydzień po tygodniu.

Co tydzień w niedzielę siadam nad kalendarzem i najpierw planuję zadania, które są związane z moimi 3 głównymi projektami. Jeśli się da, najlepiej je grupować i robić hurtem – tak nagrywamy filmy (my, czyli ja i Tomek. Spośród wszystkich tych zadań z listy, nad filmami i książką pracowaliśmy wspólnie, nad plakatem pracowałam z graficzką, a przy pozostałych pracowałam sama, bez pomocy wirtualnych asystentek itp.). Nagrywanie filmów wymaga rozłożenia lamp i przygotowania miejsca, co z kolei robi niezły kipisz w całym mieszkaniu, więc łatwiej nagrać kilka jednego dnia, niż codziennie po jednym.

Gdy już zaplanuję zadania, związane z głównymi projektami, wpisuję do kalendarza inne stałe elementy mojego planu działań (np. w czwartek wysłać newsletter, a w środę opublikować #BiznesowePuzzle). Potem jak widzę, że będę miała jeszcze czas, wpisuję inne bzdurki, jak podmiana zdjęć czy publikowanie czegoś w mediach społecznościowych.

Arkusze, które ułatwiają planowanie

W tym roku do zapisywania zadań używam zwykłego kalendarza książkowego, takiego za kilka złotych z marketu. Tam wpisuję i wykreślam zadania na każdy dzień.

Ale moim centrum dowodzenia jest segregator, do którego wpięłam moje wydrukowane arkusze Rok w firmie. W tym roku mają ładne, pogodne kolory i znacznie przyjemniej się w nich pisze 🙂 W ten sposób zapisuję cele kwartalne, rozpisuję co jest do zrobienia w którym miesiącu, a w widoku kalendarza wpisuję wszystko, co ma związek z datami i mogę spojrzeć na kalendarz z lotu ptaka. No i zapisuję statystyki (media społecznościowe i sprzedaż), które potem mogę porównywać ze sobą.

Pomysły na tematy na blog, kanał YT i podcast – to wszystko też ląduje w specjalnych arkuszach, a potem w segregatorze. I wszystko jest w jednym miejscu 🙂

View this post on Instagram

➡️ Liczenie się opłaca! Mam taką zasadę, że nie przyjmuję żadnych wskazówek za pewnik. Coś, co sprawdziło się w czyimś biznesie, niekoniecznie musi się sprawdzić w moim. A nawet więcej: coś, co mi się wydaje, że powinno jakoś zadziałać, wcale może tak nie działać. Dlatego właśnie przez cały rok zapisuję różne statystyki, przygotowuję na swoje potrzeby raporty i potem wyciągam wnioski. Na zdjęciu jest arkusz do podsumowań sprzedaży (z mojej paczki arluszy Rok w firmie). Uzupelniłam dziś sprzedaż z grudnia i podsumowałam rok. Jak na dłoni widać, który kwartał był najlepszy (ostatni), ale widać też, że nie był aż tak dużo lepszy niż trzeci itd. Wiem, że niełatwo robi się takie podsumowania, bo trzeba pogrzebać w statystykach, ale dopiero one dają realny obraz tego, jak Ci idzie biznes. Bo może np. masz wrażenie, że kiepsko, mało osób kupuje w Twoim sklepie, ale jak policzysz współczynnik konwersji, to okaże się, że jest świetny, tylko po prostu mało osób było na stronie? Są tu jacyś fani excela i liczenia wszystkiego, co się da? A może działacie na czuja i nie prowadzicie regularnych podsumowań? #rokwfirmie #notatki #plannernerds #rozwojosobisty #podsumowanie #organizacja #pracamarzeń #planowanie #domowebiuro #studygrampl #nabiurku #szefowa #zarabiajonline #biznes #biurko #sklepinternetowy #sprzedaz #biznesonline #mojebiurko #sklepinternetowy #rekodzielo #sklepdladzieci #pracawdomu #pracaonline #sklepodzieżowy #pracaprzezinternet #tosieopłaca #hakerkisukcesu #kobiecybiznes #sukces #sukcespisanyszminka

A post shared by tosieoplaca.pl (@aga.skupienska) on

12-tygodnowy rok – co w kolejnych 12 tygodniach?

W najbliższym czasie kluczowe będą u mnie dwie rzeczy: promocja i sprzedaż nowej książki z przepisami oraz wprowadzenie kilku nowych produktów do sklepu tosięopłaca.pl. W pierwszej kolejności będą to kalkulatory, które pomogą wyliczyć, za ile trzeba sprzedawać produkt, żeby wyjść na swoje (to już w kwietniu).

Nowa forma promocji, której jeszcze nie sprawdzałam, a która bardzo chodzi mi po głowie to jakaś forma „wystąpień” na żywo. Nie wiem jeszcze, czy to będą webinary, czy raczej coś mniej formalnego (ta druga możliwość bardziej mnie kusi), ale mam trochę czasu, by się nad tym zastanowić. Całe 12 tygodni 🙂

Ciekawa jestem, czy planujecie w takim ujęciu, czy spotkaliście się wcześniej z tą koncepcją? Jeśli nie, co o niej myślicie po przeczytaniu tego artykułu?