Sporo osób dopytuje o zarabianie na blogach, kolejne raporty z moich zarobków, drugą edycję kursu. W jednym miejscu zbieram wszystko, co ważne z ostatnich tygodni.

Co byście powiedzieli, gdyby cykliczny post o nieco bardziej osobistym charakterze zagościł na blogu na stałe? Bez obaw, nie zamierzam tu opowiadać wiele o swoim prywatnym życiu, ale raczej o ważnych dla mnie sprawach, wydarzeniach, a także miejscach, linkach, programach, książkach i wszystkim tym, co warto polecać dalej. Roboczo nazwałam ten cykl „Ważniaki” – i będzie tu mowa o wszystkim, co dla mnie ważne.

Nie wiem, ilu wśród czytelników jest w moim wieku (ok 30 i 30+), ale ci co są z lat 80-tych na pewno pamiętają smerfa Ważniaka. Tego irytującego Ważniaka, który ciągle wszystko wiedział lepiej, chciał narzucić innym swoje zdanie. Nie mówcie nikomu, ale czasem też jestem takim apodyktycznym Ważniakiem 😉 Chociaż staram się z tym walczyć. Ale w sumie Ważniak był jednym z moich ulubionych smerfów 🙂

No ale do rzeczy – lipcowe Ważniaki, czyli co ważnego zdarzyło się, co znalazłam, co opublikowałam w lipcu?

Ważniaki #1

  1. Od początku lipca można już kupić moją książkę „Zostań freelancerem” w formie e-booka (mobi, pub, pdf). Przygotowanie elektronicznej wersji trwało szybko, znacznie dłużej zeszło mi na szukaniu firmy, która konwertuje pliki pdf do mobi. Ze dwa tygodnie zeszło, zanim udało mi się od kilku uzyskać wycenę. Na szczęście Virtualo, które ostatecznie robiło konwersję, uwinęło się z robotą w kilka dni.
  2. Testowałam w lipcu, jak spisuje się moduł BuyBox do zarabiania na polecanych książkach na blogu (wpis z wykorzystaniem BuyBox można zobaczyć tu). Efekt: zarobione kilkadziesiąt złotych, czyli nie ma szału. Ale myślę sobie, że ten program ma jednak tę wadę, że promuje się książki ułożone od najtańszej, dając potencjalnemu nabywcy możliwość zaoszczędzenia na zakupie. To fajne, ale gdy zdamy sobie sprawę, że książka kosztuje ok. 30 zł, a prowizję za zakup mamy jakieś 5%, to łatwo policzyć, że kokosów na polecaniu książek nie zarobimy.
  3. Czyta ktoś z Was magazyn „Własny biznes. Franchising”? Jeśli tak, to na pewno natknęliście się na spory artykuł w lipcowym numerze o zarabianiu na blogach, z moim gościnnym udziałem. To pierwszy raz, gdy moje zdjęcie pojawiło się w drukowanym magazynie. A nie, przepraszam, drugi. Pierwszy raz swoje zdjęcie widziałam chyba w wieku 8 lat, ale nie sądzę, żebym miała kiedykolwiek je komuś tu pokazać 😉
  4. Jeden z ważniejszych i bardziej przydatnych tekstów na blogu – Zarabianie w programach partnerskich bez działalności gospodarczej. Polecam uwadze tych, którzy blogują, ale nie mają firmy.
  5. W życiu tak niestety bywa, że dobre zdarzenia przeplatają się ze złymi. U mnie tak jest jeśli chodzi o zdrowie. Jeśli jeden z moich lekarzy ma dla mnie dobre wieści, to drugi ma gorsze. A potem odwrotnie – ten z gorszymi przynosi dobre wieści. Dobra wieść z końca lipca jest taka, że operacja, na którą się szykuję, będzie szybciej niż się spodziewałam i to do tego na NFZ (prawdziwy cud, załatwić coś na NFZ i to szybko!). Na przełomie września i października będzie mnie trochę mniej w sieci. Ale nie dam się i szybko wrócę 🙂
  6. Jak zdrowie mi pozwoli – pod koniec września ruszam z drugą edycją kursu „Zacznij zarabiać na pisaniu. W lipcu przeprowadzałam ankietę wśród uczestników I edycji i kurs zebrał naprawdę świetne recenzje. Uczestnicy zarabiają już pierwsze pieniądze! W przygotowaniu mam też kurs, który spodoba się blogerom, szukającym pomysłu na monetyzację bloga. Ale to w drugiej kolejności. Mam nadzieję, że uda się skończyć do końca roku – będę potrzebować kopniaków motywacyjnych! 🙂
  7.  Powiedziałam sobie ostatnio, że trzeba próbować w życiu nowych rzeczy. I próbuję, z opłakanym skutkiem. A to wybiorę jakieś danie w knajpie, które kompletnie mi nie podchodzi (czy w innych miastach jest ostatnio taka moda jak w Łodzi, że we wszystkich modnych restauracjach w menu są poliki i kaczka?), a to odważę się przefarbować włosy, by po kilku dniach stwierdzić, że to kolor nie dla mnie, a to wybiorę się pierwszy raz w życiu na masaż (relaksacyjny!), żeby wrócić jeszcze bardziej spięta niż przed wyjściem. Mówię Wam, próbowanie nowych rzeczy jest przereklamowane! 🙂
  8. Początek lipca to koniec Euro 2016, a koniec lipca to start Ekstraklasy. Nigdy nie przypuszczałam, że będę z przyjemnością oglądać piłkę nożną, ale duże zawody sportowe to naprawdę wciągająca sprawa. Ekstraklasę oglądam jednym okiem, bo zawsze jest włączona w domu, ale muszę się pochwalić, że wciągnęłam się w ekstraklasową grę Ustaw Ligę i wcale nie jestem takim najgorszym lamerem! (gra polega na wybraniu ze wszystkich zawodników z wszystkich drużyn 15 piłkarzy – jeśli ci piłkarze zagrają w najbliższej kolejce i np. zdobędą bramkę lub wygrają mecz, dostaje się punkty. Trzeba więc mieć jakąś orientację chociażby w tym, kto wychodzi na boisko). Na mecze na stadion nie bardzo lubię chodzić (chociaż na kilku byłam), ale w TV oglądanie jest całkiem przyjemne.
  9. W lipcu zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do Śląskiego Wesołego Miasteczka w Chorzowie. Nie jestem wielką fanką adrenaliny, więc zdecydowanie lepiej się bawiłam, patrząc, jak inni jeżdżą na kolejkach 🙂
  10. Trafiłam (właściwie to wcześniej, ale znów mi się o nim przypomniało) na fajne narzędzie do robienia darmowego logo: http://www.onlinelogomaker.com/logomaker/ Oczywiście nie jest tak ładne, jak logo wykonane przez profesjonalistę, gdzie tam! Ale może przyda się przy mniej ważnych projektach – ja mam na przykład takie trochę mniej ważne stronki, na których zarabiam i nie widzę potrzeby, żeby zamawiać na nie logo. Takie wykonane własnoręcznie w kilka chwil zastępuje po prostu napisaną nazwę strony.

A jak u Ciebie minął pierwszy miesiąc wakacji?