Czy freelancerowi potrzebny jest PR? Jak to zrobić, by jako właściciel małego biznesu trafić do mediów? O nawiązywaniu dobrych relacji z dziennikarzami i o tym, czego nie robić w kontaktach z mediami rozmawiam z Justyną Kozioł.

Jak nawiązywać kontakty z mediami? Rozmowa z Justyną Kozioł

Posłuchaj tego odcinka podkastu:

Podkast dostępny też tutaj:

Zobacz na Youtube:

Linki do blogów, o których mowa:

Książki:

Książka „Mity PR-u” do kupienia na Amazonie

Ciekawie zapowiada się też (wg Justyny): The PR Masterclass

Z polskich książek warto zajrzeć do:

„Medialne lwy dla rekinów biznesu”, Aleksandra Ślifirska – to jest bardzo fajna i przystępnie napisana książka, bo w formie wywiadów z dziennikarzami, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami nt. współpracy z biznesem.

Wersja tekstowa podkastu:

Dzień dobry, dzień dobry, tu Agnieszka Skupieńska. Cieszę się, że włączyłeś kolejny odcinek podkastu To się opłaca. Cieszę się podwójnie, dlatego, że dzisiaj nie będę sama, będzie ze mną gość: Justyna Kozioł, która mówi o sobie, że jest specką od PR-u. No więc zapytam ją o PR, zapytam ją o to, czy freelancerowi potrzebne są kontakty z mediami, no i jak takie kontakty właściwie nawiązać. Zapraszam do posłuchania tej rozmowy bo jest bardzo ciekawa.

Agnieszka Skupieńska: Cześć Justyno!

Justyna Kozioł: Cześć Agnieszko!

Agnieszka: Przedstaw się słuchaczom, powiedz coś o sobie, kim jesteś, czym się zajmujesz?

Justyna: Nazywam się Justyna Kozioł. Jestem PR-owcem, tudzież specką od PR-u. Pracuję w tej branży już od ponad 10 lat. Pracowałam do tej pory na etatach w małych firmach, pracowałam w agencji PR-owej obsługując m. in. korporacje, większe firmy, średnie firmy. Natomiast od jakichś 4 lat działam właściwie na własną rękę i buduję własną markę. Pierwsze przymiarki do tego robiłam pod marką „Pani od PR”, może część z was jeszcze kojarzy taką stronę i markę. W zeszłym roku zdecydowałam się postawić na własne nazwisko i budować markę pod własnym nazwiskiem, także jeżeli ktoś by mnie szukał to jeżeli wrzucicie do wyszukiwarki „Justyna Kozioł” to traficie właśnie na mnie.

Jestem PR-owcem, czyli co to znaczy? PR to bardzo szerokie pojęcie i praktycznie każdą rozmowę na temat PR zaczynam od tego. PR-owiec to jest taka osoba, która zajmuje się komunikacją, trochę zajmuje się mediami społecznościowymi, trochę content marketingiem, trochę strategią. Ja z tego całego PR-owego worka najbardziej upodobałam sobie i najmocniej czuję się w kontaktach z mediami. Śmieję się, że jestem trochę takim PR-owym dinozaurem, bo teraz wszyscy już tylko w social mediach i e-mail marketingu i e-marketingu w ogóle.

Agnieszka: Ale to nawet w sumie dobrze, bo chyba masz trochę mniejszą konkurencję jak akurat zajmujesz się mediami, a wszyscy tym content marketingiem itd. Ja się tak zastanawiam, bo mówisz, że pracowałaś dla dużych firm, korporacji i dużych marek – czy w takim razie, jeżeli ja jestem freelancerem i osoby słuchające podkastu to osoby prowadzące małe biznesy, to czy dla nas PR w ogóle powinien być istotny i czy powinniśmy się nim przejmować?

Justyna: Jasne, że tak! Jak wspominałam, od 4 lat pracuję nad swoją marką i działam na własną rękę i to, co robię na własną rękę to jest głównie praca z mniejszymi firmami albo z całkiem małymi, mikro i jednoosobowymi firmami. Pytanie czy takie osoby powinny przejmować się PR? To jest tak, że ja na pierwszej stronie internetowej miałam hasło: „Wszystko co robisz i mówisz to PR”. To jest to, co powiedziałam na początku – zależy jak sobie zdefiniujemy PR. Firm małych, dużych i tych mikro firm, freelancerów jest tak dużo i wszyscy próbujemy przebić się do naszych klientów, że jeżeli jakkolwiek chcemy wyróżnić się z tego zgiełku to warto pomyśleć o własnej strategii PR. I teraz: jak ten PR będziemy rozumieć, co będzie naszą strategią to już zależy od nas.

To, że nagrywamy dzisiaj ten podkast to też jest działanie PR-owe. To, że prowadzisz grupę na Facebooku to tak naprawdę też jest Twoje działanie PR-owe. To są wszelkie sposoby na uchwycenie uwagi potencjalnego klienta i zbudowanie z nim bliższej relacji. Pojawia się zawsze taka wątpliwość, czy PR sprzedaje, czy warto inwestować w działania PR-owe, bo tak się przyjęło, że PR nie sprzedaje, że to jest wyrzucanie pieniędzy, które nie przekładają się bezpośrednio na sprzedaż. Ja bym powiedziała tak i nawet przeczytałam takie zdanie w książce, którą teraz czytam o PR-owych mitach, że PR jest początkiem sprzedaży, początkiem tego procesu, to jest ten moment, w którym nawiązujemy pierwszą relację, pokazujemy, co mamy do zaoferowania. I to jest początek tego procesu budowania relacji.

Agnieszka: Dobrze, to od czego miałabym zacząć? Powiedzmy, że jestem freelancerem w branży kreatywnej, piszę teksty, robię grafiki, rysunki, strony internetowe – jak ja mam się do tego zabrać? Czy powinnam postawić na internet, czy na kontakty z mediami tradycyjnymi? Jak Ty to widzisz?

Justyna: To jest tak, jak z każdą inną strategią, czyli najpierw zaczynam od pytania: po co Ci to wszystko? Czyli jaki masz w tym cel? Do kogo chcesz dotrzeć? Gdzie są ci Twoi klienci? Jak oni się zachowują? Gdzie ich możesz złapać, czy właśnie w internecie, czy może na żywo, na jakichś spotkaniach, gdzieś w offlinie, bo poza internet też istnieje świat, uwaga! 🙂 Czy właśnie może w mediach tradycyjnych, czy gdziekolwiek.

Wybór strategii PR-owej będzie zależał od tego, gdzie są Twoi klienci, w jakim momencie życia, czy rozwoju swojego biznesu są i od tego najlepiej zacząć. Często to mówię, jak ktoś do mnie przychodzi i pyta mnie o PR w rozumieniu współpracy z mediami, obecności w mediach to ja wbrew pozorom strzelam może sobie w kolano, ale wcale tak do tego PR w mediach nie zachęcam. Uważam, że to biznes musi być gotowy na to, żeby pokazać się w mediach.

Pierwszą rzeczą to jest w ogóle zadbanie o to, żeby jak najszybciej, jak najprościej i jak najtaniej pozyskać pierwszych klientów, żeby ten biznes zaczął w ogóle zarabiać. Nie zawsze jest to obecność w mediach, czasami są potrzebne strategie bardziej związane z e-marketingiem, czyli strategią w social mediach, ze strategią budowania listy mailingowej, budowania społeczności. I dopiero, kiedy mamy zabezpieczone tyły to ja dopiero później bym myślała o tym, żeby wyjść gdzieś szerzej i szukać nowych klientów, budować sobie markę, wiarygodność już za pośrednictwem mediów tradycyjnych. Oczywiście to wszystko zależy od biznesu i od strategii.

Tak się na przykład wydarzyło w przypadku Latającej Szkoły Agaty Dutkowskiej, Latającej Szkoły dla kobiet, która była moim króliczkiem doświadczalnym jeżeli chodzi o współpracę z małymi firmami – to był mój taki pierwszy case. Latająca Szkoła funkcjonowała już 2 albo 3 lata, nie więcej na pewno i działała bardzo lokalnie w Krakowie. To były warsztaty stacjonarne, właściwie taki kilkumiesięczny kurs dla kobiet w Krakowie. Agata Dutkowska, właścicielka Latającej Szkoły, w którymś momencie uznała, że jest gotowa, by wyjść ze swoim komunikatem do mediów tradycyjnych. Bardzo zależało jej na tym, żeby trafić do Wysokich Obcasów. I to był bardzo dobry moment, bo ona już miała zbudowane podstawy, miała już jakąś historię, którą mogła się podzielić w mediach, miała potwierdzenie tego, że to, co robi jest skuteczne. Miała klientki, które mogły, wypowiadając się w tym artykule, opowiedzieć swoją historię, czyli co się zmieniło dzięki współpracy z Agatą. Okazało się, że to był też bardzo dobry moment i bardzo dobrze dobrane medium.

Trzeba podkreślić, że zabierając się za współpracę z mediami trzeba sobie dobrze dobrać to, gdzie się chcemy pokazać. Faktycznie po tym artykule Latająca Szkoła Kobiet rozwinęła się. Nie znam liczb, nie znam statystyk Agaty, ale to było kilkukrotne albo kilkunastokrotne wzrostu wejść na stronę, zapisów na newsletter, zapisów na kolejne edycje Latającej Szkoły itd.

Agnieszka: Faktycznie nieźle.

Justyna: Tak, to był taki bardzo spektakularny sukces, dzięki któremu Latająca Szkoła działa tak prężnie do tej pory. Ale może to też być inna strategia. Jeżeli na przykład masz bardzo innowacyjny produkt i uwaga – kontaktując się z dziennikarzami nigdy nie używajcie słowa „innowacyjny”.

Agnieszka: Nie lubią?

Justyna: To jest jedno z takich słów, które są już nadużwane i nic nie znaczą. Pewnie można by wymyśleć takich słów więcej, ale powiedzmy, że na potrzeby tej rozmowy użyję tego słowa. Jeżeli masz jakiś produkt, który jest zupełnie nowy na rynku to wtedy warto jak najbardziej wziąć pod uwagę kontakty z mediami na sam początek swojej obecności w mediach.

Chciałabym posłużyć się konkretnym przykładem. Otóż od jakiegoś czasu współpracuję z taką marką Annie Sloan. To jest marka farb kredowych. W tym momencie jest to jedna z wielu marek farb kredowych na rynku, natomiast kiedy pojawiała się w Polsce, tych produktów praktycznie nie było. I moja klientka, która zwróciła się wtedy do mnie z prośbą o pomoc we wdrożeniu marki, wprowadzeniu jej na rynek polski my od razu zdecydowałyśmy, że naszym głównym punktem będzie obecność w mediach – dlatego, że miałyśmy szansę zagarnąć, zbudować skojarzenie, że farba kredowa to jest Annie Sloan. Po prostu nie było w ogóle żadnego skojarzenia. Jak powiedziałaś 4 lata temu „farba kredowa” to w Polsce mało kto wiedział czym jest farba kredowa. To jest taki case „adidas-buty sportowe” albo „Pampers-pieluszki”. Muszę powiedzieć, że w dużej części to się udało. W ślad za marką Annie Sloan pojawiły się, a może już nawet wtedy zaczęły wchodzić na polski rynek inne marki farb kredowych, ale przez to, że my dość aktywnie zaczęłyśmy od obecności w mediach to wydaje nam się, że bardzo nam się udało zbudować takie skojarzenie, że farba kredowa to jest farba właśnie Annie Sloan. I właśnie dlatego, że wyszłyśmy z tym komunikatem jako pierwsze do mediów.

Agnieszka: Marka Annie Sloan miała Twoją pomoc, Ania Dutkowska też miała Twoją pomoc, kogoś kto się na tym zna. Powiedzmy, że ktoś chciałby to zrobić sam, na własną rękę, po prostu spróbować swoich sił. Jak dotrzeć do dziennikarzy? Od czego w ogóle zacząć jakbym chciała coś takiego zrobić?

Justyna: Trzeba na to poświęcić trochę czasu. To jest powód, dla którego usługi agencji PR-owych są tak koszmarnie drogie – po prostu płaci się za czas. Płaci się również za kontakty w redakcjach, z dziennikarzami, ale głównie za czas.

Przede wszystkim radziłabym zacząć od pewnej autorefleksji, zastanowienia się „co ja takiego mam w sobie, czym mogę zainteresować media, dziennikarzy i na końcu czytelników?” Pamiętajmy, że na końcu tego wszystkiego są czytelnicy albo słuchacze radia albo widzowie programu. Czy to jest jakaś wiedza ekspercka, która komuś może się do czegoś przydać? Pomoże mu rozwinąć horyzonty, pomóc rozwiązać jakiś problem? Czy to jest jakiś produkt, który ktoś poszukuje do domu albo do ubrania? Czy to jest na przykład jakaś historia, która jest na tyle inspirująca i tak niesamowita, pełna zwrotów akcji, że warto się tym podzielić, bo wzbudza to emocje? Co to w ogóle jest? Od tego zawsze zaczynamy, czyli od siebie. I warto tutaj być, szczerze mówiąc, trochę samokrytycznym.

To jest coś, co zawsze mówię – w kontaktach z mediami potrzebna jest i pewna doza odwagi, a nawet dużo tej odwagi i bezczelności, żeby zgłosić się do tych redakcji i też się przypominać im co jakiś czas. Ale też dużą dozę samokrytycyzmu i zadać sobie kilka razy pytanie, czy to jest naprawdę temat, którym ja mogę kogoś zainteresować. Powiedzmy, że uznajemy, że tak – mamy fajną historię do opowiedzenia, mamy fajny produkt do pokazania, fajne zdjęcia tego produktu – to kolejnym krokiem jest research. To jest też coś, na czym nie warto oszczędzać jeżeli chodzi o nakład czasu, bo dobry research to jest podstawa naszego sukcesu. Kiedy mówię research mam na myśli zorientowanie się jakie magazyny mamy na rynku albo jakie są programy radiowe, w telewizji – ale takie dokładne przeglądnięcie.

Wrócę do tego, kiedy zaczynałam pracować z marką Annie Sloan. To jest marka, która pasowała do magazynów wnętrzarskich. Mi się wydawało, że wszystkie magazyny wnętrzarskie to są magazyny wnętrzarskie, koniec kropka. Wszystkie piszą o wnętrzach i pokazują meble, dywany i takie tam inne rzeczy. Jak zaczęłam w to wchodzić głębiej to okazało się, że magazyn wnętrzarski magazynowi wnętrzarskiemu nierówny. Każdy ma troszeczkę inny styl – jeden jest trochę bardziej nowoczesny, inny bardziej tradycyjny. Jeden jest bardziej w stylu posh, ekskluzywny, a drugi jest bardziej dopasowany do osób, które mają mniejsze budżety na wyposażenie domu. Nie wpadajmy w taką pułapkę, że wszystkie magazyny wnętrzarskie, czy wszystkie magazyny z jednej branży są dokładnie takie same. One wszystkie mają swój specyficzny klimat i mówią do troszeczkę innego czytelnika, mają inną grupę docelową, więc upewnijmy się, co to znaczy magazyn wnętrzarski. Oczywiście dla każdej branży będzie to coś innego – czym ten magazyn jest i jakie treści się w nim znajdują. I kolejny etap tego researchu to znalezienie odpowiedniej osoby, czyli odpowiedniego dziennikarza, z którym będziesz się kontaktować.

Agnieszka: Czyli konkretne nazwisko?

Justyna: Konkretne nazwisko, dlatego, że mówimy ogólnie o kontaktach z mediami, ale pamiętajmy, że to są tak naprawdę kontakty z ludźmi – to jest zawsze człowiek, z imieniem i nazwiskiem, któremu proponujemy swoją historię, ciekawy materiał – który z tym materiałem później coś zrobi i przetwarza go na artykuł, materiał, czy na wywiad, reportaż, cokolwiek. Także zawsze dążmy do tego, żeby dotrzeć do konkretnej osoby i raczej unikać pisania maili na adres typu: redakcja@cośtam.cośtam. Czasami nie ma innego wyjścia, czasami jest tak, że mimo że staję na rzęsach to nie zawsze udaje mi się znaleźć nazwiska konkretnej osoby w redakcji – co się zawsze dzieje w przypadku portali internetowych – więc czasami piszę na ten ogólny adres, ale robię to już w ostateczności.

Zawsze starajmy się ustalić, kto może być najbardziej zainteresowany naszym tematem i też trzeba czegoś więcej się o tej osobie dowiedzieć. Ja lubię wykorzystywać do tego media społecznościowe, lubię sobie czasami sprawdzić, czy ta osoba ma profil na Facebooku albo na Instagramie i jeśli jest jakoś otwarty – to jest może podglądanie trochę – ale to się bardzo, bardzo sprawdza i przydaje w mojej pracy. Dzięki temu wiem, jeżeli mogę treści publikowane przez tą osobę, czym ona się interesuje, jaką osobą jest, czy jest ekstrawertyczna, czy ma poczucie humoru, czy jest raczej zdystansowana, czy jest refleksyjna i ja też wiem jak z tą osobą komunikować. Także zwracam uwagę na to, że to zawsze relacje z konkretną osobą, która jest „jakaś” i my musimy się troszeczkę dopasować do tej osoby. Natomiast jeżeli chodzi już o sam kontakt to dziennikarze generalnie preferują kontakt mailowy. Jak za pomocą ankiety chcę się zapytać dziennikarzy jaką formę kontaktu Pan/Pani preferuje to zawsze odpowiedzą, że to e-mail i oczywiście mailem można bardzo dużo zdziałać jeżeli jest on fajnie napisany – w taki sposób, że ta osoba po drugiej stronie ma poczucie, że jest pisany bezpośrednio do niej, a nie jest to kopiuj-wklej rozesłane do wszystkich redakcji. To się zawsze da wyczuć i to też mi zawsze powtarzają dziennikarze, że nie zawsze wiedzą, czy mail jest pisany bezpośrednio do nich, czy wysłany do wszystkich redakcji.

Bardzo też polecam szukanie okazji do kontaktu bezpośredniego. Ja najlepsze relacje mam z takimi dziennikarzami, osobami, z którymi udało mi się spotkać, uścisnąć dłoń, popatrzeć sobie w oczy, opowiedzieć sobie nawzajem czego potrzebujemy, czyli jakie ja mam ciekawe materiały dla nich, które mogą ich zainteresować, a z drugiej strony ja też od nich muszę uzyskać informację, czego oni w swojej pracy potrzebują. To nie jest relacja urzędnik-petent, że ja jestem petentem i przychodzę do pana dziennikarza-urzędnika: „Proszę mi tutaj coś zrobić, napisać, opublikować”, tylko ja muszę dowiedzieć się czego ten dziennikarz potrzebuje i w jaki sposób ja mogę ułatwić mu sprawę dostarczając materiały.

Agnieszka: Taka relacja, w której obie strony uzyskują korzyści i wtedy to ma sens?

Justyna: Tak, absolutnie! Wtedy to ma sens, wtedy budujemy wartościową relację, w której jest szansa, że nie zamknie się po jednorazowej publikacji, tylko kiedy dziennikarz znowu będzie potrzebował jakiegoś materiału to prawdopodobnie sobie nas zapamięta – bo dobre źródło jest na wagę złota dla dziennikarza – i on będzie do nas wracał.

Agnieszka: Czy to wszystko co powiedziałaś to zależy od branży, w której działam? Czy w jednej branży robi się to jakoś w inny sposób? Czy to zależy, czy nie zależy od branży? Czy w każdej branży możesz to zrobić w ten sam sposób?

Justyna: Zależy o czym mówimy. Jeżeli mówimy o mediach i dziennikarzach i budowaniu relacji to pewnie działa to jakoś podobnie.

Agnieszka: Czy działanie jakie może podjąć powiedzmy freelancer czy osoba z małym biznesem w jednej branży będą takie same w innej branży? Mówisz o tej branży związanej z farbami, a na przykład na drugim biegunie mamy fryzjera – czy podobne działania może podjąć fryzjer, czy to jest coś innego?

Justyna: To znowu zależy – ulubiona odpowiedź wszystkich specjalistów! Trochę znowu zależy od tego do kogo chcemy dotrzeć i jaki mamy też zasięg. Najczęściej z fryzjerem jest tak, że jest to zasięg lokalny – jest to salon fryzjerski na konkretnej ulicy, w konkretnym mieście. Teraz jest pytanie: na ile strategii PR-owej, obecności w mediach ta osoba potrzebuje? Być może jakoś lokalnie tak, ale być może w ogóle to będzie strata czasu i bardziej opłaca się prowadzić działania zakrojone lokalnie. Ale z drugiej strony, można mieć taką ambicję, żeby wyjść szerzej z wiedzą ekspercką. Jak myślę o tej branży remontowej to jest bardzo fajny case. Też by się mogło wydawać, że to jest rzecz bardzo lokalnie ograniczona – i tak jest tak naprawdę w przypadku mniejszych firm – ale jeżeli chcemy sobie budować jakąś pozycję jako eksperta, wizerunek ekspercki to w ogóle w takiej branży to jest fantastyczna wiedza ekspercka. I w takich czasopism branżowych, w sensie wnętrzarskich czy budowlanych, jest miejsce właśnie na to, by taką wiedzą się pochwalić i zaprezentować.

Także powiedziałabym, że to się różni w zależności od wybranej strategii. Jeżeli chodzi o samo budowanie relacji z mediami, czy dziennikarzami to pewnie to wygląda podobnie za każdym razem – zawsze sprowadza się do jednego mianownika, jakim jest kontakt z konkretną osobą. To może być dziennikarz, ale może być ilustrator, który chciałby pokazać swoje ilustracje w magazynach to może będzie się to różniło tym, że niekoniecznie kontaktujemy się z dziennikarzem, bo dziennikarz to osoba, która już wytwarza jakąś treść. A w tym momencie ilustrator to też jest osoba, która wytwarza jakąś treść, tylko innego rodzaju. Wtedy może to różnić się tym, że kontaktujemy się raczej albo z redaktorem prowadzącym albo sekretarzem redakcji albo redaktorem naczelnym. To już w zależności od tego jak ta redakcja jest zorganizowana i kto odpowiada za pozyskiwanie takich treści, za nawiązywanie współpracy ilustratorami, grafikami, czy fotografami. Zależy do kogo chcemy dotrzeć, ale zawsze powinna nam przyświecać chęć, czy dążenie do tego, żeby poznać właściwą osobę i skontaktować się z nią.

Agnieszka: Czy jest jakaś jedna, szybka, prosta rzecz, którą ja jako freelancer mogę zrobić, by przybliżyć się, czy to do pojawienia się w mediach, czy w ogóle, żeby mój wizerunek wyglądał profesjonalnie, na eksperta? Czy jest jedna rzecz, którą radziłabyś zrobić?

Justyna: Mam trochę z tym problemem, bo ja czuję, że budowanie takiego wizerunku to jest taka regularna praca. To jest tak naprawdę codzienna praca. To jest to, co na przykład Ty robisz, czyli pisząc bloga, prowadząc grupę, udzielając eksperckich komentarzy – to jest wszystko, co małymi kroczkami budujesz i co działa. Natomiast wracając do naszego głównego tematu o te kontakty i obecność w mediach to ja bym powiedziała tak: być może można to sprowadzić do małych rzeczy, ale jednak trzeba sobie wcześniej przygotować to przedpole o którym mówiłam, czyli zrobić ten research jednak porządny. Nie radziłabym przeskakiwać tego etapu i nie radzę pisania maili w ciemno gdziekolwiek, bo to jest po pierwsze trochę strata czasu, a po drugie możemy sobie, zupełnie niepotrzebnie, spalić mosty, kontakty, a nie o to nam chodzi, bo chcemy mieć dobre kontakty. Po przygotowaniu sobie tych osób, jeśli już do których magazynów chcemy dotrzeć albo wiemy już, które programy nas interesują to warto później zbudować sobie taki nawyk podtrzymywania relacji z tymi osobami, czy redakcjami.

Mam taką fajną historię, kiedy moja znajoma, Gabriela Kuca, prowadzi też taki projekt: Kobieca Siła, budowała w bardzo ciekawy sposób relacje z dziennikarką, która wówczas prowadziła audycję „Matka, Polka, Feministka” w Trójce. Teraz tej audycji nie ma, „Matka, Polka, Feministka” funkcjonuje online, jako książka, ale to zupełnie inna historia. Ale wtedy był to program w Trójce, który raz w tygodniu pojawiał się na antenie. I Gabrysia Kuca była słuchaczką, taką autentycznie zaangażowaną słuchaczką. Ta audycja zawsze lądowała później na stronie jako podkast i była wrzucana na Facebooku, na profilu tej audycji i Gabrysia była jedną z takich osób, która zawsze miała coś do skomentowania. I zawsze to było coś wartościowego, jakieś pogłębienie tematu, wartościowy komentarz do tego, co zostało wyemitowane. I zapewne nie zajmowało jej to zbyt wiele czasu, ale w ten sposób ona bardzo fajnie budowała relacje z dziennikarką, która prowadziła tą audycję i była jej pomysłodawczynią. I kiedy Gabrysia miała taki moment, że chciała z jakimś tematem wyjść do mediów i zaproponować pewien temat tej redaktorce to było jej dużo łatwiej, bo była już rozpoznawalna przez to, że była aktywna w social mediach.

Jeżeli miałabym polecić jakąś jedną, małą rzecz to sprawdzenie, gdzie są ci dziennikarze, te audycje i podtrzymywanie kontaktu, nawet w tych social mediach, w których i tak jesteśmy na co dzień, w których większość z nas zapewne jest. I próbować coś komentować – oczywiście też nie w sposób nachalny. Chodzi o takie komentarze, które znowu pokazują nas jako ekspertów. Jeżeli mamy jakieś produkty i co jakiś czas pojawiają się nowe rzeczy to też wtedy, gdy mamy przygotowaną jakąś bazę dziennikarzy i ich maili, to raz na jakiś czas wysłać maila z informacją, co nowego się u nas pojawiło, co się dzieje tak, żeby dać znać tym redakcjom, że coś nowego, fajnego mogą u nas znaleźć. To nie musi zajmować dużo czasu – tak jak mówię, o ile sobie wcześniej przygotujemy grunt do tego – ale takie budowanie nawyku podtrzymywania relacji z dziennikarzami i redakcjami.

Agnieszka: Chciałam Cię zapytać jeszcze o książki, które polecasz dla kogoś, kto chciałby o ten PR trochę bardziej zadbać albo się w temat wgryźć – mogłabyś jakąś taką książkę polecić?

Justyna: Z tymi książkami to ja mam jednak problem, bo mam wrażenie, że więcej nauczyłam się jednak z własnej praktyki tak naprawdę niż z książek, więc tak z czystym sumieniem to mało co mogłabym polecić. Ale książka, którą czytam teraz to „Myths of PR”, czyli „Mity PR-u”. Jest całkiem fajna, rozbija różne mity PR-owe. Ale polecam generalnie szukanie różnych blogów na temat PR, kontaktów z mediami. W Polsce jest ich mało, ja trochę próbuję pisać, ale prawdę mówiąc to zawsze brakuje mi czasu. Natomiast jest w języku angielskim sporo blogów poświęconych stricte budowaniu relacji z mediami. Za granicą, zwłaszcza w krajach anglosaskich, status media relations, czyli kontaktu z mediami jest troszeczkę inny, ma spore znaczenie, więc tam ten rynek jest całkiem niezły.

Agnieszka: Czy możemy się umówić, że podeślesz mi jakieś dwa, trzy linki blogów, których czytasz, a ja je zamieszczę w notatkach?

Justyna: Jasne!

Agnieszka: To już tak zupełnie na koniec chciałabym Cię zapytać o to nad czym teraz pracujesz? Wiem, że jakiś czas temu wypuściłaś swój kurs online – będzie druga edycja? Jak to u Ciebie wygląda?

Justyna: Tak, pierwszy kurs online na temat tego jak budować relacje z mediami odbył się w marcu tego roku. Plany są takie, żeby powtórzyć ten kurs. Pracuję w tym momencie nad jego nową formułą, bo mam po pierwszej edycji różne wnioski, przemyślenia – jak to w przypadku takich produktów. Zapraszam do tego, żeby zaglądać na moją stronę. Będę się starała pracować nad tym, żeby ten kurs był jak najbardziej uniwersalny: i dla kobiecych biznesów, i dla nie-kobiecych biznesów, i dla startup-ów, i być może też dla samych PR-owców, którzy pracują gdzieś na etatach w firmach, czy w agencjach i potrzebują dodatkowych informacji na ten temat. Na mojej stronie: www.justynakoziol.com nie ma jeszcze informacji, ale jeżeli tam wejdziecie i pojawi się tam gdzieś okienko do zapisu na newsletter, to po prostu zapraszam do zapisania i w newsletterze na pewno będę o tym informować jak kurs się pojawi albo będzie już prawie gotowy.

Agnieszka: Dziękuję bardzo za wyczerpujące informacje. Sama się bardzo dużo dowiedziałam, myślę, że słuchacze też. Znaleźć Cię można na stronie www.justynakoziol.com?

Justyna: Tak, dokładnie. Zapraszam! Dziękuję Ci bardzo Agnieszko za zaproszenie.

Agnieszka: Dziękuję!

To znowu ja, dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie tego odcinka, mam nadzieję, że forma wywiadu też Ci się podoba. Jeżeli tak jest, zachęcam Cię do powiedzenia mi o tym, do zostawienia komentarza na tosieoplaca.pl, oczywiście w zakładce podkast (tosieoplaca.pl/podcast) jest lista wszystkich dotychczasowych odcinków podkastu i link do najnowszego odcinka, czyli do tego odcinka, są też linki do blogów, o których mówiła Justyna. Będzie też zapis tej rozmowy, no i będzie też informacja, gdzie można znaleźć Justynę. Jeżeli masz jakieś pytania do Justyny, też możesz zostawiać je w komentarzu, mam nadzieję, że Justyna zajrzy i na te pytania odpowie. A dzisiaj dziękuję Ci już za uwagę i do usłyszenia w następnym odcinku.