Po czym poznać lipną ofertę, kiedy mamy do czynienia z niezbyt wiarygodnym zleceniodawcą i jakie jeszcze zagrożenia czyhają na szukających pracy zdalnej? Zapraszam do posłuchania o 11 sytuacjach, w których powinna Ci się zapalić w głowie czerwona lampka ostrzegawcza.

Posłuchaj tego odcinka:

Zobacz na Youtubie:

Przeczytaj wersję tekstową

Dzień dobry, tutaj Agnieszka Skupieńska, a Ty słuchasz podcastu „To się opłaca”.

To już 42 odcinek, a będzie w nim mowa o tym, na co uważać, szukając pracy zdalnej. Często trafiam w sieci na opinie, że nie da się zarabiać w domu i zawsze się z tego trochę śmieję bo ja już zarabiam w domu od dziewięciu  lat z hakiem, a mój mąż od ponad czterech. Prowadzimy razem firmę i jesteśmy najlepszym przykładem na to, że można pracować z domu i zarabiać zdalnie. Zresztą mam też wielu znajomych, którzy pracują w domu i to są zarówno znajomi „internetowi”, jak i ci, których znałam przed tym, jak zaczęli pracować w domu. A więc z pewnością się da, chociaż na początku, szukając pracy zdalnej możemy trafić na wiele dziwnych i trochę podejrzanych ofert, dlatego dzisiaj opowiem o tym, na co uważać, szukając pracy zdalnej, ale także o tym, jak się zabezpieczyć, aby nie zostać oszukanym przez nieuczciwych klientów.

Zapraszam do posłuchania tego odcinka,, a jeżeli znasz kogoś, kto chciałby pracować w domu, ale ma pecha do takiej pracy, poleć mu ten odcinek podcastu. Można go znaleźć nie tylko w Podcastach, ale i na Youtubie – na moim kanale, który nazywa się tak jak ja – czyli Agnieszka Skupieńska. Właśnie tam najłatwiej jest znaleźć odcinek z tym odcinkiem, pobrać link i przesłać znajomemu. A teraz już jedziemy z tematem – na co uważać, szukając pracy zdalnej?

Po pierwsze: nie szukaj po haśle „praca w domu”. Kiedy szukasz po takim haśle to tak naprawdę nie znajdziesz niczego konkretnego, bo zlecający pracę raczej nie zawrze w swoim ogłoszeniu stwierdzenia, że to jest praca zdalna, a będzie szukał konkretnego specjalisty: copywritera, specjalisty od WordPressa, wirtualnej asystentki, wirtualnego menedżera projektów… ale raczej nie zawrze w ogłoszeniu informacji, że jest to praca zdalna. Dlatego więc, jeżeli szukasz pracy w domu to skup się na wyszukiwaniu konkretnych kompetencji, zleceń – konkretnej pracy do wykonania. Szukaj ogłoszeń, w których ktoś zleci postawienie strony internetowej dla firmy, przygotowanie tekstów czy logo itd., a nie „zlecę pracę w domu”, bo tak raczej ciężko będzie Ci cokolwiek znaleźć.

Druga sprawa – nie płać nikomu żadnych pieniędzy. Były kiedyś takie ogłoszenia w prasie, w któryś ktoś Ci obiecywał, że zapewni Ci pracę w domu, tzw. „pracę chałupniczą”, i będzie to np. składanie długopisów (wiem, że sporo osób nawet teraz szuka pracy polegającej na składaniu długopisów – nie  wierz jednak w to, że na składaniu długopisów można zarobić). Pojawiały się zatem takie ogłoszenia, w których ktoś szukał osoby do składania długopisów czy biżuterii, ale nadmieniał w ogłoszeniu, że musisz mu wysłać pewną sumę pieniędzy, a on wyśle Ci zestaw startowy, z którym możesz zacząć pracę. Czyli np. za pewną kwotę wysyła Ci np. paczkę biżuterii, za którą po złożeniu dostaniesz wynagrodzenie.

Nie wierz w to. Takie ogłoszenia to naciąganie, było o tego typu oszustwach kiedyś bardzo głośno i wiele osób zostało na nie naciągniętych. Ludzie wysyłali pieniądze i oczywiście nie otrzymywali nigdy żadnej „paczki startowej”. Nie płać więc nikomu żadnych pieniędzy – to ktoś ma zapłacić pieniądze Tobie za wykonaną pracę, a nie Ty komuś za otrzymanie tej pracy. Oczywiście wyjątkiem jest, jeśli zapisujesz się na kurs online czy kupujesz książkę dotyczącą kompetencji zawodowych – wtedy oczywiście wiadomo, że kupujesz jakiś produkt i go otrzymujesz. Jest jeszcze jeden wyjątek od tej zasady, na przykład jeżeli trafisz na jakiś serwis z ogłoszeniami, na którym musisz zapłacić za przeglądanie ogłoszeń. I tutaj musimy się zastanowić – nie płacimy tutaj konkretnej firmie, oferującej nam jakąś pracę, tylko płacimy serwisowi ogłoszeniowemu za np. lepszy dostęp. Zazwyczaj jest jednak tak, że płaci się za umieszczenie, a nie odczytanie ogłoszenia, ale takie rzeczy mogą się pojawić. Osobiście doradzam, aby nie płacić. Mnie samej udawało się znaleźć pracę nie płacąc za nic, ani za ogłoszenie, ani za odczytanie ogłoszeń.

Zasada trzecia – wystrzegaj się niekonkretnych ogłoszeń, w których nie jest napisane o co chodzi. Zdarza się, że widzę ogłoszenia „dam pracę trzem osobom, kontakt na priv”, zwłaszcza na grupach Facebookowych.  I nie jest napisane co to jest za praca, tylko „praca w domu”, „poszukuję kobiet do mojego zespołu”, „poszukuję trzech nowych, ambitnych osób, które chcą pracować na swoim” itd. Nikt poważny nie szuka pracownika w taki sposób, że nie daje żadnych informacji, o co tak naprawdę chodzi. Jeżeli szukam pracownika, kogoś, kto ma mi pomóc w moim biznesie, to chcę go znaleźć jak najszybciej. A więc zależy mi na tym, aby zawrzeć możliwie jak najwięcej informacji w ogłoszeniu, aby ta osoba, która się do mnie zgłosi, pasowała do tego, czego potrzebuję. Zatem gdy szukam grafika, to piszę do jakich projektów go potrzebuję, jeżeli szukam kogoś do tekstów, to wspominam, jakie to będą teksty do napisania: czy będą proste, czy z konkretnej branży, gdzie ktoś musi mieć wiedzę. I absolutnie nigdy nie szukałabym kogoś do pomocy w mojej firmie i pracy zdalnej w taki sposób, że napisałabym tylko: „szukam trzech osób do mojego zespołu”. To jest kompletna strata czasu i nikt poważny nie szuka ludzi w ten sposób, bo to jest bez sensu. A więc Ty też, z drugiej strony, nie odpowiadaj na takie ogłoszenia, bo jest bardzo prawdopodobne, że nie znajdziesz tak konkretnej pracy, a już na pewno nie znajdziesz klienta, który ma pojęcie o prowadzeniu firmy. Zatem wystrzegamy się niekonkretnych ogłoszeń, w których Ty dopiero musisz się dowiadywać, co to jest za praca i na czym ona polega.

Po czwarte – są takie hasła, pojawiające się w ogłoszeniach o pracę w domu, które warto omijać szerokim łukiem. Znajdziesz takie ogłoszenia na wielu grupach Facebookowych, w których często pojawia się np. zdjęcie mnóstwa banknotów – przeważnie setek lub dwusetek – rozłożonych w harmonijkę, a pod nim opis typu „jest to praca całkowicie legalna, nic nie inwestujesz, brak wkładu własnego, pracujesz zaledwie godzinę dziennie/tygodniowo” (i tu jest bardzo często podkreślany bardzo krótki czas pracy). Następne z informacji: „zarobisz 500 zł / 1000 zł / 3000 zł w tydzień” – zawsze podawane są konkretne kwoty, które są raczej „okrągłe” i często dość duże. Następne zdanie: „natychmiastowe wypłaty” –  albo „wypłata raz dziennie” czy „kilka razy dziennie”. Kolejne: „wystarczy mieć 18 lat i konto bankowe”. Następne: „jeżeli jesteś zainteresowany, napisz na priv.

Tego typu zdania pojawiają się w ogłoszeniach od osób szukających niby współpracowników do pracy zdalnej. Zastanów się, ile z wymienionych wyżej haseł znalazłeś w zwykłych ofertach pracy? Czy ktoś w tych ogłoszeniach o pracę wspomina, że praca jest legalna? Czy ktoś wymaga od Ciebie inwestycji? No nie, bo jak szukasz pracy, to jest to oczywiste, że nie inwestujesz. Czy ktoś podkreśla w zwykłych ogłoszeniach o pracę, że możesz pracować zaledwie godzinę dziennie? Albo czy kiedykolwiek widziałeś, żeby podane były takie duże kwoty, które można zarobić bez żadnego wysiłku w ciągu dnia czy tygodnia? Nigdy nie spotykamy się także z tym, żeby ktoś w normalnej pracy obiecywał Ci wypłatę raz dziennie albo raz w tygodniu. Są oczywiście wyjątki – jeżeli np. roznosisz ulotki, to czasem się zdarzają „dniówki” – chociaż być może coś się już w tym zakresie zmieniło. Tak samo warunek ukończenia 18 lat – w ogłoszeniach o pracę na pracuj.pl w ogłoszeniach nikt nie pisze, że musisz mieć jedynie skończone 18 lat i konto bankowe.

Co do zdjęć banknotów – mają one za zadanie przykuć wzrok i są bardzo charakterystyczne. Wszystkie te „lipne” ogłoszenia zawierają właśnie zdjęcia banknotów, najczęściej przy komputerze. No i jeszcze ten „kontakt na priv” – to jest też niepoważne. Dlaczego jednak mówię o tym, że należy uważać na takie ogłoszenia? Ogłoszenia te „psują” sławę pracy dodatkowej i zdalnej w ogóle. Ktoś, kto kilka razy trafi na te oferty, nawiążę kontakt, dowie się, o co chodzi i spróbuje w ten sposób popracować, to dowie się, że jest to opcja piramidy finansowej, w którą trzeba coś wpłacić, albo marketingu MLM – czyli marketingu sieciowego, wielopoziomowego. Polega on na wstąpieniu do jakiejś sieci i sprzedaży pewnych produktów – np. kosmetyków – ale musisz jednocześnie wciągać nowe osoby, które również będą w Twojej sieci sprzedawały te produkty. Dzięki temu, że oni sprzedają, to Ty od każdego ich zakupu masz prowizję. Jeżeli oni wprowadzą kogoś nowego do sieci, to Ty masz prowizję od sprzedaży także tej osoby itd. Budujesz sobie więc całą sieć kontaktów, którzy sprzedają i zarabiają dla Ciebie prowizję. Nie mówię, że jest to zła praca – sama znam osoby, które w ten sposób pracują i chwalą to sobie. Niemniej jednak to nie jest nigdy opisane w ogłoszeniu. Jeżeli byłoby jasno napisane, że ta praca polega na budowie sieci kontaktów, sprzedaży i prowizji – spoko, nie mam nic do tego, ale musi być to otwarcie powiedziane w ogłoszeniu. Dlatego więc jeśli ktoś szuka pracy przez internet i trafi wyłącznie na takie oferty, to pewnie się zniechęci. Oprócz piramid finansowych i marketingu sieciowego, jest jeszcze trzeci układ: zakładanie kont bankowych. Polega to na tym, że ktoś jest w programie partnerskim banku czy wielu banków i szuka osób, które założą konta w tych bankach czy karty kredytowe. Za każde utworzone konto czy kartę taka osoba dostaje prowizję. Może zdarzyć się tak, że osoba, która założyła te konta sama znajdzie osoby, które założą swoje konta w bankach – w takim przypadku ona też będzie dostawała prowizję. Nie jest to żadna praca, ani coś, na czym można budować swoją działalność przez wiele lat. Jeżeli marzysz, aby utrzymać się z pracy w domu przez lata – to nie jest dobry sposób na pracę. Banki te zmieniają oferty – raz jest taka oferta, a raz inna, raz jest prowizja, a potem jej nie ma. Absolutnie nie jest to żaden sposób na biznes bo to nie jest nic pewnego. Jeżeli więc trafisz na takie ogłoszenie, w którym wymagane jest od Ciebie kont bankowych, to weź pod uwagę to, że tak naprawdę to nie jest „praca w domu”, tylko zajęcie polegające na zakładaniu kont.

Punkt piąty to zlecenia na wczoraj. Czyli: jeżeli znajdziesz faktycznie zlecenie na napisanie tekstu, zrobienie logo czy cokolwiek innego i jest ono „na wczoraj”, czyli ktoś potrzebuje tego na dzisiaj wieczorem czy na jutro, to raczej uważaj na takie zlecenia. Jeżeli zdarzało mi się, że ktoś mi nie zapłacił za wykonane zlecenie, to były to właśnie takie zlecenia „na wczoraj”. Gdy dwa razy nie dostałam pieniędzy za takie zlecenie, to przestałam je brać pod uwagę. Oczywiście jeżeli jest to stały klient, z którym mam dłuższą umowę, lub o którym wiem, że jest wypłacalny, to czasami zdarzało mi się brać tego typu zlecenia, bo dlaczego mam komuś nie pomóc? Jak ktoś zapłaci Ci z góry to oczywiście też nie ma problemu. Ale jaki jest zazwyczaj powód, że ktoś chce mieć logo czy tekst „na już”? Poważny człowiek tak nie podchodzi do tematu i wie, że logo czy tekst wymaga pracy i nie jest to coś, co dzisiaj zamówię i jutro będę miała. Uważaj zatem na tego typu zlecenia.

Punkt szósty – uważaj na tych, którzy piszą z prywatnej skrzynki mailowej, czyli np. skrzynki na Gmailu, WP, Onecie itd., a już najbardziej na tych, którzy proszą o kontakt „na priv” na Facebooku. Oczywiście to nie jest tak, że trzeba mieć maila na własnej domenie, ale jest mniejsza szansa, że oszuka Cię ktoś piszący z domeny firmowej, niż ktoś kto pisze z domeny na Onecie. Wynika to z mojego doświadczenia, że jeżeli ktoś ma firmę i pisze z domeny firmowej, to jest to ktoś, kto poważnie podchodzi do tematu. Uważaj więc na tych, którzy piszą z prywatnej skrzynki mailowej.

Siódmy punkt: Nie bierz zleceń od ludzi, którzy w ogóle nie podpisują się imieniem i nazwiskiem. To zaskakujące, że nawet w korespondencji internetowej, w której teoretycznie dobija się interesów, wiele osób się nie podpisuje imieniem i nazwiskiem. Niektórzy się w ogóle nie podpisują, a niektórzy podpisują się jedynie inicjałem. Z takimi osobami raczej nie współpracuję, a jeżeli zaczynam współpracę, to pytam: „ale jak się Pan nazywa, bo nie podpisał się Pan w mailu?”.  Miałam też takiego klienta, który nie podpisał się w mailu, ale potem dobrze nam się współpracowało, bo faktycznie dopytałam o jego dane i je sprawdziłam. A więc warto dopytać, zamiast rezygnować, ale faktycznie trzeba zwrócić uwagę na to, aby wiedzieć, z kim tak naprawdę współpracujemy.

Punkt numer osiem: sprawdzaj firmę, w której masz pracować. Zwłaszcza jeśli chodzi o dłuższą współpracę. Najlepiej jest spotkać się osobiście, podpisać umowę i porozmawiać o szczegółach. Nie zawsze możemy czy chcemy spotkać się osobiście, no ale dobrze jest wcześniej sprawdzić firmę. Najpierw sprawdzamy w Google, bo to jest najłatwiejsze. Czasami natknąć możemy się na serwisy, które mogą nam powiedzieć, że dana praca jest nieuczciwa – np. serwis Praca do kitu piętnuje nieuczciwych czy kiepskich pracodawców. Czasami na forach internetowych można trafić na cenne informacje o pracodawcach, gdzie możemy dowiedzieć się, czy dana firma jest w porządku. Możemy też sprawdzić w rejestrach działalności gospodarczej, po numerze NIP czy dana firma jest zarejestrowana, zawieszona, czy istnieje, kto ją prowadzi… Sporo tych danych możemy o przyszłym kliencie z internetu wyciągnąć, więc zawsze warto robić.

Kolejny punkt, dziewiąty, czyli pilnuj formalności – tu przechodzimy do tego, jak się zabezpieczyć przed nieuczciwymi klientami. Pilnuj formalności, czyli jeżeli masz działalność, to podpisuj z klientem umowę o współpracę, albo wysyłaj formularz zamówienia. Taki formularz możesz znaleźć na tosieoplaca.pl. Po zapisaniu się na newsletter wysyłam Wam taką paczkę przydatnych narzędzi i jest tam m.in. mój formularz zamówienia, którego używam przy podpisywaniu umowy o współpracę czy zamiast niej. Jeżeli nie masz działalności, możesz podpisać z klientem umowę o dzieło lub umowę zlecenie. Nawet jeżeli zarówno Ty, jak i Twój klient jesteście osobami fizycznymi, to taką umowę można podpisywać. Zawsze pilnujmy tych formalności. W umowach niech będą wszystkie dane, zarówno nasze, jak i drugiej strony: NIP, adres, na co się umówiliśmy, dokładny tego opis, termin realizacji, jakie będą sposoby płatności: przelewem czy gotówką, czy będzie to może płatność w ratach, czy zaliczka, czy płatność po zakończeniu zlecenia – wszystkie te informacje zawierajmy w umowach, i niech będą one podpisywane przed rozpoczęciem zlecenia, żebyśmy w razie niewypłacalności klienta czy innych problemów mogli podeprzeć się tą umową w sądzie czy w trakcie formalnych dochodzeń naszych spraw.

Następny punkt, dziesiąty: unikaj tych, którzy są niezdecydowani, którzy kręcą, niejasno się tłumaczą. Jeśli ktoś szuka pracownika zdalnego to ta osoba musi wiedzieć co pracownik będzie dla niego robić, jak często, czy to będzie zlecenie jednorazowe czy regularne i oczywiście jakie to będą pieniądze. Nie wszyscy klienci są do końca zdecydowani, czasem trzeba im poradzić. Zdarza się, że klient jest mądry i wie, że jak przychodzi do fachowca, to ten fachowiec może mu coś doradzić. Niemniej jednak klient powinien wiedzieć jaki ma budżet i co będziesz dla niego robić, a nie kręcić. Jeżeli na samym początku on nie chce ustalić stawki ani zakresu obowiązków, obiecuje niejasne prowizje od przyszłych zarobków itd., to uciekaj. Jeżeli ten klient boi się formalności, nie chce zawierać umów, ani w żaden sposób tej transakcji formalizować, to też uciekaj. Oczywiście może być tak, że ustalenia mailowe mogą być wiążące, ale wolę podpisać umowę i mieć to na papierze, więc jeżeli ktoś nie chce jej podpisać, to zapala mi się czerwona lampka. Ewentualnie, jeżeli jest to fajne zlecenie, i chciałbyś je wziąć, to możesz wynegocjować zapłatę z góry i wtedy nawet jeżeli ktoś nie chce podpisać umowy, to bierzemy wynagrodzenie z góry, rozliczamy się z podatku  i nie ma tutaj problemu. W niektórych branżach się tego nie praktykuje, np. w copywritingu to jest rzadkość, żeby brać pieniądze z góry, ale tak naprawdę w internetowym biznesie to zapłata z góry nie jest niczym dziwnym. W każdym sklepie internetowym płacimy z góry (oczywiście oprócz sytuacji, w której płacimy za pobraniem) i nie jest to nic niezwykłego, więc de facto klienci też są przyzwyczajeni do zapłaty z góry, tylko za usługi za bardzo nie chcą tego robić. Można jednak spróbować wynegocjować taką formę płatności. Jeżeli nie, a klient jest niezdecydowany, kombinuje, tłumaczy, czegoś nie chce – wtedy uważajmy na takiego człowieka, ponieważ może być z nim więcej problemów niż pożytku.

Jedenasty punkt – unikaj tych, którzy chcą zbyt bardzo zbić cenę. Jeżeli ktoś jedzie do warsztatu samochodowego, żeby naprawić coś w swoim aucie i słyszy cenę „600 zł”, to nikt normalny nie powie mechanikowi, że najwyżej to on może dać 200 zł. Części kosztują, praca kosztuje. Jeśli jesteś freelancerem, pracujesz zdalnie i świadczysz jakieś usługi, np. piszesz teksty i mówisz, że za tekst bierzesz 100 zł, a ktoś Ci mówi, że on za tekst może wziąć najwyżej 20 zł, no to raczej takiemu klientowi trzeba podziękować. Wiem, że są tacy, których nie stać na moje usługi. Jeżeli ich nie stać, nie namawiam ich, niech szukają czegoś za niższą cenę. Nie chcę obniżać moich stawek aż tak bardzo, bo potem okaże się, że z polecenia od tego klienta przyjdzie inny klient, który będzie chciał to samo zrobić za pieniądze, które zaoferowałam tamtemu. Może się też okazać, że przyjdzie klient, który będzie chciał zapłacić Ci 100 zł zamiast 20 zł, ale Ty nie będziesz miał wtedy mocy przerobowej, bo będziesz pracował dla klienta za 20 zł. A więc to się raczej nie opłaca, nie ma co zbijać cen, bo trzeba trzymać się pewnego poziomu. Może się zdarzyć, że damy klientowi sygnał, że jeśli chcieliśmy za coś 100 zł, a godzimy się na 20 zł, to ta moja usługa nie była warta 100 zł. A więc nie zbijamy cen, a także unikamy klientów, którzy chcą tę cenę tak bardzo zbić. Bardzo często jest tak, że ci klienci nie mają pojęcia, ile pracy to wymaga, nie stać ich na to. Jeżeli taki klient zgodzi się ostatecznie na zapłacenie 100 zł, to też może być potem problem, bo może być on niezadowolony i nie będzie chciał zapłacić. Uczulam więc przed takimi klientami.

To wszystkie wskazówki, jeśli chodzi o szukanie pracy zdalnej. Myślę, że stali czytelnicy mojego bloga To się opłaca i podcastu wiedzą, że można znaleźć normalną pracę w domu, która nie będzie oglądaniem reklam czy wypełnianiem ankiet, za które zarobić można dosłownie grosze. Kluczem do znalezienia pracy w domu są dwie rzeczy. Po pierwsze to uświadomienie sobie, że prawdopodobnie nie będziemy mieć jednego pracodawcy, który zapewni nam tyle pracy, że będziemy się z tego w stanie utrzymać. Raczej trzeba nastawić się na poszukiwanie wielu klientów, wielu zleceń, i dopiero to wiele zleceń złoży nam się w pracę, która da nam sensowne przychody. Po drugie: najważniejsze jest uświadomienie sobie, że jest jakaś rzecz, którą robimy szczególnie dobrze, mamy jakieś umiejętności, za które ktoś chciałby nam zapłacić. Czy umiesz dobrze pisać, projektować, znasz się na montażu filmów czy dźwięków, czy może dobrze ogarniasz różne tematy i sprawdzisz się jako wirtualna asystentka – jest naprawdę dużo prac zdalnej na polskim rynku. Jest to jednak praca dla specjalistów, osób, które umieją coś konkretnego, a nie dla tych, którzy nie wiedzą co umieją, ale po prostu chcą pracować w domu. Szukając pracy w domu po haśle „praca w domu” nie znajdziemy niczego konkretnego, musimy szukać po kluczu umiejętności: wiedzieć jakie umiejętności posiadamy, jak je wykorzystać i kto będzie chciał zapłacić.

Po więcej informacji na temat pracy w domu zapraszam na mój blog: tosieoplaca.pl, gdzie znajdziesz ok. 200 artykułów na ten temat. Zapraszam również do słuchania kolejnych odcinków podcastu, bo temat pracy zdalnej będzie się jeszcze wielokrotnie pojawiał. A dzisiaj dziękuję za uwagę i do usłyszenia w kolejnym odcinku!