Kończy się sezon letni, niebawem pozamykane zostaną lodziarnie, narzędzia pochowają do piwnicy ogrodnicy, zamkną swoje sklepiki sprzedawcy sprzętu plażowego. Co zrobić z działalnością po sezonie? Można rozważyć kilka opcji.

Z działalnością sezonową problem jest taki, że gdy przestajemy zarabiać, nie mamy pieniędzy, a składki płacić trzeba. Jeśli jesteś jeszcze na ulgowym ZUS-ie, to pół biedy, żeby znaleźć te ok. 400 zł na składki. Ale gdy trzeba już płacić pełny ZUS, czyli ok. 1100 zł, to już boli. Do tego pewnie księgowość, jakieś 100 zł netto i pewnie jeszcze kilka innych wydatków, związanych z prowadzoną działalnością. Jak te wydatki choć trochę przyciąć i jak przeżyć okres po sezonie? Niektóre z tych rozwiązań są łatwiejsze, inne wymagają większych kombinacji.

1. Poszukać nowych źródeł dochodu

Wiem, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ale tak naprawdę poszukanie dodatkowych źródeł zarobku w firmie na czas po sezonie przyniesie najwięcej korzyści – nie tylko nie trzeba martwić się składkami, które taki właściciel lodziarni musi płacić zimą, ale też nie trzeba martwić się o to, z czego właściwie będziemy żyć. Ogrodnik zimą może zająć się odśnieżaniem albo wykorzystać samochód, który ma do usług transportowych, właściciel lodziarni może sprzedawać inne słodkości. Można też próbować zarobić na wiedzy, którą się ma – specjalista od uprawy roślin może na przykład zarabiać na blogu tematycznym. Wiem, nie będzie to łatwe, ale jeśli masz całą zimę przesiedzieć przed telewizorem, to może warto spróbować?

2. Zawiesić działalność na zimę

Prawo daje nam taką możliwość, że działalność gospodarczą możemy zawiesić. Można to zrobić na okres od miesiąca do dwóch lat, ale tylko wtedy, gdy nie zatrudniamy pracowników. Gdy nasza firma jest zawieszona, nie płacimy ZUS-u ani podatku dochodowego. Ale też niestety nie jesteśmy ubezpieczeni, więc trzeba dodatkowo wykupić sobie ubezpieczenie zdrowotne – chyba że możemy skorzystać z ubezpieczenia żony/męża.

Trzeba tylko pamiętać, że zawieszenie działalności nie jest sposobem na ucieczkę od płacenia ZUS-u wtedy, gdy nasza firma faktycznie działa – jeśli działalność jest zawieszona, nie wolno nam pracować, wystawiać faktur czy rachunków.

3. Sezonowa firma na pracującego członka rodziny

To zupełnie inny pomysł na to, jak ogarnąć sezonowy biznes, o którym wiemy, że będziemy go wykonywać tylko przez określone miesiące w roku. Możemy właścicielami firmy uczynić pracującego członka rodziny – takiego, który ma już etat gdzie indziej. Na przykład jesteś studentem, chcesz jechać nad morze i sprzedawać drożdżówki na plaży. Zyskowny interes, ale będziesz się tym zajmował tylko przez 2 godziny każdego dnia – idziesz z pudłem bułek, sprzedajesz i koniec roboty. Wykonywanie tej działalności bez posiadania firmy będzie nielegalne (więcej na ten temat przeczytaj w artykule: Sezonowy biznes – inspiracje i formalności). Umawiasz się więc z mamą czy tatą, który ma stabilną pracę w budżetówce, że to on zakłada firmę, a Ty będziesz pracownikiem na 1/4 etatu (w końcu chodzisz z bułkami tylko przez dwie godziny). Tata nie płaci składek ZUS jako etatowy pracownik (robi to za niego jego pracodawca), płaci jedynie składkę zdrowotną. Za Ciebie, jako za pracownika musi płacić składki, ale tylko od 1/4 najniższego wynagrodzenia – bo masz 1/4 etatu. W sumie wyjdzie to mniej niż ulgowy ZUS. Jeśli jesteś studentem to nawet możesz mieć umowę-zlecenie, bo i tak masz ubezpieczenie zdrowotne jako student.

A co zrobić po sezonie? Firmy nie zawieszamy, ale zwalniamy jedynego pracownika, czyli Ciebie. Zresztą można ją też zawiesić, bo przecież tacie, który i tak ma etat, nie jest ta działalność do niczego potrzebna.

4. Zakładamy spółkę z o.o.

To rozwiązanie omawiałam ostatnio szczegółowo jako sposób na optymalizację ZUS, czyli na płacenie nieco mniejszych składek. W skrócie zalety są podobne jak w przypadku firmy założonej na tatę/mamę/małżonka, który ma etat. Czyli: szukamy wspólnika, który mógłby w naszej spółce wziąć niewielki pakiet udziałów. Szukamy też 5 tysięcy złotych na kapitał zakładowy (ale nie musi to być gotówka, można wnieść kapitał w postaci sprzętu). Zakładamy spółkę z o.o. i dopóki nie zatrudnimy w niej pracowników, nie musimy płacić żadnego ZUS-u. Latem zatrudniamy się na 1/4 etatu do sprzedaży tych bułek na plaży i wtedy płacimy składki jak za 1/4 etatu. Po sezonie zwalniamy się i nie płacimy wcale ZUS-u. Minus taki, że księgowość w spółce z o.o. jest znacznie droższa niż w jednoosobowej działalności. Ale jeśli masz do wyboru płacić pełny ZUS w jednoosobowej działalności lub posiadać spółkę, w której nie musisz nikogo zatrudniać po sezonie, gdy nie ma pracy, to może się okazać, że prowadzenie spółki jest bardziej opłacalne. Zresztą – ja nie mam sezonowego biznesu, a i tak bardziej opłaca mi się prowadzenie spółki, o czym pisałam w podlinkowanym wyżej tekście.

Ze wszystkich tych rozwiązań chyba najłatwiejszym jest zawieszenie firmy, ale jeśli ktoś nie ma możliwości skorzystania z ubezpieczenia społecznego małżonka, to w ten sposób pozbawia się ubezpieczenia. Z tego punktu widzenia najkorzystniej jest mieć chociaż jakąś małą część etatu (moja księgowa mówi, że spotkała się nawet z 1/16 etatu w jakiejś firmie;) ) – wtedy płacisz niewielkie składki, ale do lekarza możesz iść bez problemu. Takie rozwiązanie jest możliwe, gdy posiadasz spółkę albo gdy właścicielem jednoosobowej działalności będzie pracujący na etacie rodzic. Gdy będzie to pracujący na etacie małżonek – będzie jeszcze lepiej, bo można firmę zawiesić na czas po sezonie, a samemu ubezpieczyć się w ramach ubezpieczenia małżonka 🙂

A może ktoś z Was ma inne sposoby na to, jak ogarnąć sezonową działalność po sezonie i jak poradzić sobie z ZUS-em w tym okresie? Wszystkie pomysły mile widziane 🙂