Moje wtopy – 4 produkty, których NIGDY więcej nie sprzedam

utworzone przez | cze 2, 2026 | E-commerce | 0 komentarzy

Nie każdy produkt, który wydaje się fajnym pomysłem… jest dobrym produktem do sprzedaży. I mówię to jako osoba, która przez lata testowała naprawdę różne rzeczy w swoim sklepie internetowym. Niektóre produkty wyglądały świetnie na zdjęciach. Inne wydawały się „viralowe”, jeszcze inne wydawały się być czymś oryginalnym, niebanalnym i oczywistym hitem.

A potem okazywało się, że było je naprawdę trudno sprzedać albo sprzedawały się, ale było z nimi więcej zachodu niż pożytku.

W tym filmie opowiem o moich produktowych wtopach i przy okazji też o kryteriach, które teraz biorę pod uwagę, szukając nowych produktów do sprzedaży. I żeby było jasne — to nie jest film o tym, że te produkty są zawsze złe. Po prostu w moim sklepie okazały się totalnie nieopłacalne albo problematyczne.

Jeśli wolisz oglądać, oto wersja wideo:

  1. Plakaty zdrapki z drinkami

„To był produkt, który wydawał się IDEALNY pod internet.

Bo:
– wyglądał ciekawie,
– był prezentowy,
– dobrze wyglądał na zdjęciach.

A jeszcze w dodatku był dopracowany w szczegółach i naprawdę fajnie zrobiony graficznie. No i w dodatku był innowacyjny, były już na rynku plakaty zdrapki, np. z filmami, ale z drinkami jeszcze nie.

Tylko był jeden problem: praktycznie nikt tego nie szukał, nikt nie wpisywał w wyszukiwarkę „plakat zdrapka z drinkami”.

I dlatego ten produkt było naprawdę bardzo trudno sprzedać i te 200 sztuk, które zamówiliśmy jako pierwszą partię było tak naprawdę jedyną partią, którą sprzedawaliśmy kilka lat.

Teraz już jestem mądrzejsza o to doświadczenie i wiem, że jak mam innowacyjny pomysł i wpadnę na coś, czego jeszcze nikt nie sprzedaje i czego nigdzie nie ma, to albo dlatego, ze nikt tego nie potrzebuje albo jeśli potrzebuje, to będzie mnie czekać długie tłumaczenie ludziom, co to za produkt, dlaczego warto go kupić, dlaczego jest im potrzebny.

Tego typu produkty, które są innowacją i czymś zupełnie nowym na rynku znacznie łatwiej się sprzedaje, gdy masz już swoją społeczność, zbudowaną wokół marki, masz ludzi, którzy ci ufają i którzy cię lubią i kupią od ciebie kolejne produkty właśnie z sympatii. A gdy tej społeczności nie ma, to znacznie trudniej się sprzedaje takie produkty jak nasz plakat zdrapka.

  1. Tanie e-booki z przepisami

Mamy w ofercie sklepu e-booki z przepisami i przez jakiś czas zwykle sprzedawaliśmy e-booki za 39 zł. Ale kiedyś stwierdziłam, że sprawdzę jak będzie szła sprzedaż, jeśli e-booki będą znacznie tańsze, np. 19 zł.

I tu się okazało, że sprzedaż takich tanich e-booków zupełnie nie ma sensu, a jeśli cena e-booka nie przekracza 50 zł, to właściwie bez znaczenia, czy będzie on kosztował 19 zł czy 39 bo i tak konwersja będzie podobna.

Innymi słowy: nie ma znaczenia, czy sprzedajesz e-booka za 19 zł czy za 39 zł, bo musisz napracować się tak samo nad jego przygotowaniem, wprowadzeniem do sprzedaży, nad kampanią promocyjną, treściami do mediów społecznościowych. A niższa cena wcale nie oznacza, że więcej osób kupi e-booka, kupi go mniej więcej tyle samo co przy wyższej cenie.

A może się okazać nawet, że niższa cena będzie sugerowała potencjalnemu klientowi kiepską zawartość, treść niskiej jakości i wcale nie będzie tą ceną zachęcony.

I chociaż nadal mam w ofercie e-book, który kosztuje 19 zł to zdecydowanie nie zamierzam rozszerzać oferty tanich treści cyfrowych, bo to po prostu nie ma już dzisiaj sensu.

  1. Plastikowe naczynia

W ramach testowania różnych typów produktów mieliśmy kiedyś sporo plastikowych naczyń, które świetnie się nadawały na jakieś przyjęcia w ogrodzie i tego typu historie. To były jakieś plastikowe kieliszki do wódki, do wina, ale też większe naczynia, np. plastikowe słoje na lemoniadę czy wieże do piwa.

I te wieże do piwa to jeszcze jakoś się sprawdzały, ale cała reszta to była totalna porażka.

Na zdjęciach te produkty wyglądały całkiem w porządku, ale w rzeczywistości ten plastik był naprawdę słabej jakości. Pamiętam jedną taką partię kieliszków, zamówiliśmy je chyba drugi i ostatni raz, bo tak z połowa kieliszków z 200 sztuk była porysowana jeszcze w pudełkach i wyglądała jak używane a nie nowe.

Z kolei plastikowe dyspensery na lemoniadę wyglądały w pudełku bardzo dobrze, ale jak wlało się do nich coś z cytryną, np. właśnie lemoniadę, to zachodziła jakaś reakcja i ten plastik się niszczył i naczynie właściwie nie nadawało się do użytku.

Od tej pory zdecydowania wykluczam sprzedaż czegokolwiek z plastiku, nawet jeśli klienci o takie rzeczy czasem pytają, to wiem, że naprawdę szkoda pieniędzy, naszych i klientów na takie plastikowe badziewie.

 

  1. Zestawy trzech słojów

I na koniec jeden z tych produktów, który naprawdę dobrze się sprzedawał, ale którego nie sprzedamy już i nie wrócimy do niego, ze względów logistycznych.

Tak jak opowiadałam w jednym z ostatnich odcinków, nie korzystamy już z usług firmy logistycznej, mamy własny magazyn i w związku z tym dość ograniczoną powierzchnię magazynową. I produktem, który na pewno na tej powierzchni się już nie zmieści jest zestaw 3 słojów na stojaku.

To taki produkt, który swego czasu sprowadzaliśmy z Wielkiej Brytanii i sprzedawaliśmy nawet 20 czy 30 zestawów w ciągu miesiąca. No ale jeden zestaw to pudło sporej wielkości, pewnie z 60 cm długości i dzisiaj już zupełnie nie mielibyśmy gdzie tych zestawów trzymać.

Przejście na własny magazyn zresztą też pozwoliło mi inaczej patrzeć na produkty, które sprzedajemy. Zanim zamawiam coś nowego, zastanawiam się od razu, ile to miejsca zajmuje, ile możemy na tym zarobić na sztuce i ile miesięcznie można tego sprzedać. I muszę się zastanawiać, czy warto przeznaczać na to miejsce, czy nie lepiej wprowadzić jakieś drobniejsze akcesoria, które zajmują mniej miejsca, a dadzą podobny zysk.

A jakie jeszcze kryteria biorę pod uwagę, gdy wprowadzam nowe produkty do sklepu? Nagrałam osobne wideo na ten temat i możesz je zobaczyć klikając bezpośrednio na ekran.

 

Zdjęcie Agnieszki Skupieńskiej
O autorce: Agnieszka Skupieńska

Z wykształcenia polonistka, ale nigdy nie pracowałam w szkole. Jako freelancerka zaczęłam pracować w 2009 roku, pisząc teksty na zlecenie. Teraz uczę innych, jak zarabiać, nie wychodząc z domu. Mam też swój sklep internetowy, w którym można kupić akcesoria barmańskie.
Sprawdziłam, że praca w domu może być sposobem na życie. I to na całkiem niezłym poziomie 🙂

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze