Jak zacząć pracę jako fotograf ślubny, co trzeba mieć, jak wygląda praca na ślubach i ile godzin zajmuje obróbka zdjęć z sesji ślubnej – na te i inne pytania odpowiada Agnieszka Werecha-Osińska, która od 7 lat fotografuje śluby.

Posłuchaj tego odcinka:

Zobacz na Youtubie:

Przeczytaj wersję tekstową

Dzień dobry, tutaj Agnieszka Skupieńska i kolejny odcinek podcastu „To się opłaca!”. Dzisiaj postanowiłam się dowiedzieć, jak wyglądają kulisy pracy fotografa ślubnego freelancera. Jak zostać ślubnym fotografem, co jest potrzebne, od czego zacząć, jak wygląda fotografowanie na ślubach „od kuchni”, jak wyglądają pakiety czy sesje zagraniczne… O tym wszystkim opowie nam fotografka, Agnieszka Werecha-Osińska. Zapraszam do posłuchania naszej rozmowy.

A: Cześć Agnieszko, przedstaw się proszę i powiedz w kilku słowach czym się zajmujesz.

Agnieszka Werecha-Osińska: Cześć Agnieszko-imienniczko :). Witam wszystkich słuchaczy podcastu „To się opłaca!”. Nazywam się Agnieszka Werecha-Osińska i pracuję jako fotografka freelancerka. Głównie zajmuję się fotografią ślubną, sesjami wizerunkowymi, tworzę też bank zdjęć i prowadzę warsztaty dla kobiet pt. „Jestem fotogeniczna”.

A: To sporo tego!

AW: To tak w skrócie!

A: Zacznijmy więc od fotografii ślubnej. Powiedz proszę, od ilu lat się nią zajmujesz i jak to się zaczęło, że zdecydowałaś się fotografować śluby?

AW: W dobrym momencie nagrywamy ten podcast, bo we wrześniu minęło właśnie 7 lat od pierwszego ślubu jaki fotografowałam. Było to dokładnie 10 września 2011 roku, więc już trochę czasu minęło. Urwałam się wtedy z najciekawszych zajęć na swojej podyplomówce, zupełnie niezwiązanej z fotografią. Urwałam się po to, aby zacząć spełniać swoje marzenia na temat innej drogi zawodowej. Pochłonęło mnie to aż do dzisiaj.

A: To był ślub fotografowany na zlecenie czy ślub znajomych? Jak to było?

AW: To był ślub znajomych, ale wzięłam za niego symboliczną kwotę. Pewna osoba doradziła mi wtedy, że jeśli zaczynam fotografować, to od samego początku powinnam za to brać pieniądze, ponieważ to jest praca. Nawet jeżeli jeszcze nie mam doświadczenia w tej dziedzinie, to mimo wszystko, skoro potrafię fotografować i czuję się na tyle silna w tym temacie, żeby się podjąć takiego zadania to powinnam wziąć jakąś skromną kwotę. I faktycznie, to była bardzo skromna kwota jak na ten czas, ale też nie miałam poczucia, że robię to zupełnie za darmo. Myślę, że to było zaletą, bo później mogłam już tylko podwyższać tę stawkę. Z panną młodą znałyśmy się już od kilku lat, obserwowała ona mój rozwój fotograficzny, więc widziała również moje wcześniejsze sesje portretowe czy podróżnicze.

A: Czyli już wcześniej zajmowałaś się fotografią?

AW: Tak, oczywiście, to nie było tak, że z dnia na dzień postanowiłam wskoczyć w paszczę lwa i zacząć robić zdjęcia ślubne :). Z zewnątrz zdaje się to być cudowną, piękną pracą, natomiast jeżeli się zaczyna już to wykonywać, to wtedy zdaje się sprawę z tego, jak odpowiedzialne jest to zajęcie. Szczerze mówiąc, fotografując swój pierwszy ślub nie zdawałam sobie z tego sprawy i nie wiem, czy gdybym zaczynała ze swoją obecną wiedzą, to bym się tego podjęła. Na szczęście jednak pojechałam i  sfotografowałam. Było to małe przyjęcie, a nie wielkie wesele z pompą. Ze względu na to, że znałam kilka osób biorących w nim udział, było mi z tym o wiele łatwiej. Całe szczęście para miała dla mnie zaufanie i nie zawiodłam ich.

A: Opowiedz teraz proszę o tym, jak wygląda praca „od kuchni”. To znaczy: zgłasza się do Ciebie para, której wcześniej nie znałaś, pytają o termin i jak dalej taka współpraca wygląda, krok po kroku?

AW:  Jeśli dany termin jest wolny to przesyłam swoją ofertę, w której para może zapoznać się z rodzajami pakietów, które oferuję. Mogą też sobie te pakiety modyfikować według własnych oczekiwań, jeżeli mają taką potrzebę. Jeżeli moja oferta i cena im się spodoba i chcą, abym była fotografem na ich ślubie, to wtedy w najlepszym wypadku spotykamy się na żywo, jeśli jest taka możliwość. Później wszystko zależy już od tego, czy para mnie polubi i czy zdobędę ich zaufanie. Jeśli tak, to podpisujemy umowę. Później najczęściej spotykamy się na sesji narzeczeńskiej, przed ślubem, żeby poznać się jeszcze bliżej i po to, aby para mogła sprawdzić, jak wyjdzie na zdjęciach i jakie te zdjęcia zrobię. Śmieję się, że ewentualnie mogą jeszcze w ostatniej chwili zrezygnować, chociaż jeszcze nigdy to się nie zdarzyło. Niemniej jednak ta sesja narzeczeńska jest bardzo fajnym momentem na bliższe poznanie się. Wtedy też mogę się dowiedzieć nieco więcej na temat ślubu, bo to zwykle wypada tuż przed nim. Później spotykamy się już na ślubie i często na sesji poślubnej.

A: Dopytam jeszcze o te pakiety, o których wspomniałaś. Chciałabym dowiedzieć się co jest w tych pakietach i na które z nich pary najczęściej się decydują.

AW: Najmniejszy pakiet u mnie to ceremonia + 3 godziny przyjęcia weselnego. Pakiety są zróżnicowane pod względem rozbudowania, czyli tego, ile czasu spędzam z parą w dniu ślubu, ile zdjęć para dostaje oraz jakie fotoprodukty sobie wybiera. Może się zdarzyć, że działam już od momentu przygotowań, czyli na przykład od chwili, gdy panna młoda się czesze i maluje aż do oczepin, które są pewnego rodzaju punktem kulminacyjnym całego programu. Zwykle nie zostaję już dłużej na weselach, no chyba że dzieje się coś naprawdę nietypowego, na przykład ognisko o drugiej w nocy, które jest wcześniej zaplanowane. Należy to jednak do rzadkości.

A: Czyli od momentu przygotowań do północy to mniej więcej ile godzin?

AW: Czasami to jest nawet 13-14 godzin. Na początku swojej działalności przyjeżdżałam faktycznie na początek czesania, jednak z czasem zdałam sobie sprawę, że jednak panny młode tak naprawdę często nie chcą tych zdjęć, kiedy jeszcze są „nie zrobione” :).

A: Czyli: mam wyglądać na zdjęciach, tak jakbym się czesała, ale mam być już uczesana?

AW: Mniej więcej! W tej chwili zaczynam około 2-3 godzin przed samą ceremonią ślubu, czyli w takim momencie, w którym panna młoda najczęściej jest już uczesana, a wizażystka kończy makijaż. Wtedy wkraczam do akcji. Następnie znajduję sobie czas na fotografowanie różnych detali ślubnych, takich jak bukiety, obrączki, suknia ślubna i tak dalej. W międzyczasie fotografuję również wszystko, co się dzieje w domu panny młodej, czyli wszystkie smaczki typu: mama patrząca wzruszonym spojrzeniem na córkę, tata wchodzący do pomieszczenia, który widzi córkę pierwszy raz w sukni… W domu odbywa się też często błogosławieństwo. Popularny zrobił się również tzw. „first look”, czyli moment, w którym przyjeżdża pan młody i po raz pierwszy widzi pannę młodą. To też najczęściej aranżujemy w jakiś fajny sposób. Później jest już ceremonia i wesele. Tak to wygląda. Jak już mówiłam, po ślubie, w innym dniu, najczęściej umawiamy się jeszcze na sesję poślubną w plenerze.

A: Pary najczęściej wybierają bogate pakiety?

AW: Tak, w tej chwili panuje moda na wybieranie pakietu od przygotowań do oczepin wraz z sesją ślubną. Chociaż coraz częściej zdarzają się śluby w bardziej amerykańskim, zachodnim stylu, gdzie pary rezygnują z pleneru w innym dniu, a wybierają raczej krótką mini-sesję w dniu ślubu, która nie wymaga wielu godzin przygotowań i organizacji. Wiele par więc rezygnuje z tej dodatkowej sesji plenerowej.

A: Czy są jeszcze jakieś trendy, które na przestrzeni lat się zmieniły i coś wygląda obecnie inaczej niż w momencie, w którym zaczynałaś?

AW: Z tego, co obserwuję, to głównie zmienia się ilość zdjęć oddawanych przez fotografów.

A: Jest ich więcej, czy mniej?

AW:  Jest ich zdecydowanie więcej. Więcej i szybciej. Żyjemy w czasach, w których młodzi ludzie są przyzwyczajeni do tego, że wszystko jest na już, że zdjęcia robi się telefonem i od razu można je obejrzeć. Kiedyś było zupełnie inaczej bo jeszcze wielu fotografów pracowało na kliszach, więc zanim wywołali te zdjęcia to trzeba było poczekać. Teraz młodzi są przyzwyczajeni do tego, żeby zdjęcia dostać i obejrzeć jak najszybciej, żeby zdjęć było dużo, a najlepiej, żeby oddawały one wszystko. W idealnej sytuacji więc fotografuję z asystentką, wtedy faktycznie możemy oddać tych zdjęć więcej. Kiedy jestem sama jednak mój zakres jest ograniczony.

A: Pierwszą częścią pracy jest to, że w weekend ślubu jesteś z parą i fotografujesz, ale druga część pracy, czyli obróbka, pewnie również zajmuje sporo czasu?

AW: Tak, to prawda i w zależności od pakietu i tego, ile zdjęć oddaję, różni się czas obróbki. Ważne są również warunki, jakie były na ślubie – światło, i ogólny poziom estetyki różnych miejsc.

A: Czyli chodzi o to, że w jednych warunkach jest łatwiej zrobić zdjęcie i wtedy jest mniej obróbki?

AW: Tak, dokładnie. Jeśli więc materiał zdjęciowy jest w miarę „równy”, równie naświetlony i z podobną kolorystyką, to wtedy o wiele łatwiej i szybciej obrabia się zdjęcia. Jeżeli każdy z elementów przygotowania odbywał się na przykład w ciemnym pomieszczeniu, kościół miał żółte ściany i milion różnych żarówek, a na sali pełno jest świateł didżeja, czy zespołu to każdy z tych etapów muszę obrabiać osobno i zupełnie inaczej podejść do każdego zdjęcia.

A: Sporo pracy!

AW: Czas obróbki zależy też od tego, czy mam dużo poprawek w Photoshopie, na przykład czy muszę popracować nad skórą pary młodej, czy poprawiać niedociągnięcia.

A:  Rozumiem. Jakbyś mogła oszacować, ile czasu zajmuje obróbka?

AW:  Szczerze mówiąc, próbowałam to policzyć. Zdarzają się króciutkie śluby, gdzie wystarcza mi ok. 10 godzin na całkowitą obróbkę, a są takie śluby, gdzie potrzebuję aż 40 godzin, czyli właściwie całego tygodnia pracy. Przy czym w idealnej sytuacji po prostu siedzę i obrabiam, ale tak zdarzyłoby się tylko jeśli fotografowałabym tylko śluby. A ponieważ w tygodniu mam jeszcze inne sesje i zajęcia, no to oddanie materiału się rozciąga w czasie. W umowie mam zapis, według którego na oddanie zdjęć mam 8 tygodni od daty ślubu, ale zostawiam sobie margines czasu, aby równocześnie móc robić coś innego. Zwykle staram się oddawać zdjęcia parze wcześniej, więc oni się spodziewają dwóch miesięcy, a zdjęcia dostają na przykład po miesiącu i są jeszcze bardziej zadowoleni.

 A: A to sprytne! A czy praca fotografa ślubnego jest częściej pracą w pojedynkę, czy częściej z kimś współpracujesz na stałe?

AW: Na stałe niestety nie, ale mam pakiet, w którym oferuję parze fotografowanie we dwójkę. Najczęściej decydują się na niego pary, którym zależy na bardzo dużej ilości zdjęć i bardzo różnorodnych ujęciach, czyli zależy im na tym, abyśmy złapały te momenty  z różnych perspektyw albo równocześnie sfotografowały zarówno parę, jak i reakcję gości. Kiedy jestem sama nie zawsze mam taką możliwość, więc zdecydowanie łatwiej pracuje mi się w duecie. Najczęściej zabieram ze sobą swoją przyjaciółkę, z którą dzielimy się pracą i rozumiemy bez słów. Wtedy ona fotografuje na zupełnie innych ogniskowych niż ja i jest trochę bardziej z tyłu, ale dzięki temu jest w stanie uchwycić takie momenty, których sama nie byłabym w stanie, bo staram się być blisko pary młodej.

A: Widziałam, że masz w swojej ofercie również sesje zagraniczne. Czy często pary młode decydują się na zagraniczne sesje? Jak to wygląda? Czy Ty lecisz z nimi, czy dolatujesz na miejsce wcześniej? Ile czasu z nimi spędzasz? Opowiedz trochę o kulisach takich sesji.

AW: W sumie nie ma jednej reguły, bo miałam takie sytuacje, w których para leciała na swój miesiąc miodowy, na przykład na Maltę albo do Anglii i wtedy ja po prostu dolatywałam do nich na weekend. Udawało się tak zrobić, że z Poznania były tanie loty w te miejsca, więc oni kupowali mi bilet, ja przylatywałam, robiliśmy fajne sesje i później wracaliśmy – razem, albo ja wracałam wcześniej, a oni zostawali. Były też takie sesje, gdzie para przylatywała na cały ślub i później też robiliśmy sesję. Na przykład w zeszłym roku fotografowałam w ten sposób dwa śluby na Sardynii. Było to przy współpracy z konsultantką ślubną, która zajmuje się wyłącznie ślubami właśnie na Sardynii.

A: Czy to jest polska konsultantka?

AW: Tak, to Karolina, która ma agencję Karla Events, więc mogę ją polecić pannom młodym, które to słuchają.

A: Bardzo wąska specjalizacja!

AW: Tak, to znaczy ona może oczywiście zorganizować też ślub w innym miejscu we Włoszech, natomiast sprecyzowała się na Sardynię, ponieważ kocha tę wyspę i wcale jej się nie dziwię bo będąc tam też się w Sardynii zakochałam. Zdarzyło mi się też jechać z parą do Wenecji. Wtedy jechałam z nimi samochodem, do Polski sama wróciłam autobusem, a oni jechali gdzieś dalej, chyba do Francji.  Miałam też sesje w Barcelonie, ale to była zupełnie moja inicjatywa. Na swoim fanpage’u ogłosiłam, że tam przyjadę i będę w określonym terminie i jeżeli ktoś będzie miał ochotę na sesję to jestem do dyspozycji. W ten sposób właśnie zgłosiły się dwie pary. Polecam zatem własną inicjatywę jeżeli ktoś chce zacząć takie sesje zagraniczne, to warto uderzyć do takich osób, które lubią podróżować, albo które już mieszkają w danym mieście za granicą.

 

 

A: Wspomniałaś o tym, że na Facebooku ogłosiłaś, że będziesz w Barcelonie i przyszło mi do głowy pytanie: skąd najczęściej pozyskujesz klientów? Czy oni trafiają do Ciebie z poleceń, czy właśnie z Facebooka, czy z jakichś innych źródeł?

AW: Dwa główne źródła pozyskiwania klientów to Facebook i polecenia tych par, które już fotografowałam i powiedziałabym, że w proporcji 50/50. Najczęściej jest tak, że znajomi znajomych widzą zdjęcia na fejsie, i to, że ci znajomi byli na nich oznaczeni. Sami nie byli na danym ślubie, ale po prostu spodobały im się zdjęcia i w ten sposób do mnie trafiają. Inne pary to takie, które były na tych weselach, widziały też jak pracuję i zdążyły mnie trochę poznać. Takim osobom jest zdecydowanie łatwiej nawiązać ze mną kontakt i później łatwiej mi się z nimi pracuje, ponieważ znają oni moje możliwości.

 

A: A teraz takie pytanie związane z zaczynaniem pracy jako fotograf ślubny. Wiem, że słuchają nas osoby, które dopiero chciałyby być freelancerami, może właśnie w branży ślubnej. Jakbyś mogła powiedzieć, jakie cechy musi mieć ktoś, kto chciałby być fotografem ślubnym, ale też jaki podstawowy sprzęt będzie mu potrzebny?

AW: Jeśli chodzi o takie cechy, to myślę, że taka osoba powinna lubić ludzi i sama dać się lubić. Ważna jest komunikatywność, emocjonalność – żeby w dniu ślubu być empatycznym. Z drugiej strony, oprócz ludzkiej twarzy, trzeba mieć bardzo dużą samodyscyplinę do tego, aby później wiele, wiele godzin móc wysiedzieć przy komputerze, obrabiając zdjęcia, projektując albumy, tworząc galerie i tak dalej… bo to jednak jest ta dłuższa część pracy.

A: I taka raczej żmudna i powtarzalna.

AW: Tak, dokładnie. Myślę, że to takie najważniejsze rzeczy. Pewnie mogłabym jeszcze tutaj dużo wymieniać, ale to chyba najbardziej potrzebne cechy.

A: A w kwestii sprzętu?

AW: Nie jestem w tym przypadku żadnym świrem sprzętowym, ale takie zupełne minimum to lustrzanka, najlepiej pełnoklatkowa plus jasny obiektyw. Dobrze by było gdyby to był zestaw podwójny, czyli żeby mieć taki backup, aby w razie nieprzewidzianych okoliczności mieć zapasowy sprzęt. Zdarzają się różne sytuacje, więc warto się tak zabezpieczyć. Osobiście, gdy szłam na pierwszy ślub, miałam lustrzankę (choć nie była to pełna klatka), a jako back-up zabrałam sobie zwykłą, malutką cyfrówkę :). Nie miałam nic innego, nie miałam też od kogo pożyczyć sprzętu, więc stwierdziłam, że w razie czego będą chociaż takie zdjęcia. No ale nie było to zbyt mądre.

A: Jeśli rozmawiamy już o kwestiach technicznych, jaką kartę pamięci trzeba zabrać na ślub?

AW: To jest dobre pytanie!

A: A może powinnam zapytać: ile tych kart pamięci?

AW: Ja biorę sporo, ponieważ moja lustrzanka posiada podwójne wejście na karty, z tego względu że się w ten sposób zabezpieczam. Na jednej karcie jest zapis zdjęć w formacie RAW, a na drugiej karcie zapisują się JPG-i. Już w tym momencie mam taki back-up, że w razie gdyby coś się stało z jedną kartą, to jeszcze druga będzie w zapasie. Więc te karty trzeba by liczyć podwójnie, ale też w zależności od tego, ile godzin zamierza się spędzić na tym reportażu ślubnym. Trudno mi powiedzieć tak wprost bo to też zależy od wielkości zapisywanych zdjęć…

A: No tak, wiele parametrów trzeba wziąć pod uwagę.

AW: Dokładnie.

A: A propos samych zdjęć na ślubach, kiedyś słyszałam o czymś takim, że trzeba mieć pozwolenie na fotografowanie w kościele. Jak to wygląda z formalnego punktu widzenia?

AW: Jest coś takiego jak upoważnienie. To jest taka „licencja” na fotografowanie wystawiana przez kurię metropolitalną i faktycznie, wypadałoby to mieć, ponieważ nie każdy ksiądz zgodzi się na wejście fotografa do kościoła, który jej nie ma.  A niektórzy księża mogą być trudni w negocjacjach, jeżeli nie ma się zgody. Nie jest to jednak duży koszt – w Poznaniu za taki kurs zapłaciłam 30 zł. Trwał on ok. 3 godzin i tego samego dnia dostaje się legitymację zaświadczającą o jego odbyciu. Odbywa się jednak tylko raz w roku, więc trzeba dobrze śledzić, gdzie i kiedy można na niego pójść. Te kursy mają miejsce zazwyczaj w okolicach października, listopada i grudnia, czyli poza sezonem ślubnym, więc łatwo można się na nie załapać. Jeżeli nie uda się we własnym mieście, to można pojechać też do innego miasta i tam taką zgodę dostać.

A: Taka zgoda jest ważna w całej Polsce, czy tylko w jednym, konkretnym obszarze czy mieście?

AW:  Teoretycznie tylko w jednej archidiecezji, ale w praktyce jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby księża w innych województwach nie zgodzili się na wejście. Myślę więc, że dobrze jest ją mieć jako taką podkładkę niezależnie od tego, gdzie się ją zrobiło, ale mieć.

A: Wracając jeszcze do tych początkujących. Jakbyś miała powiedzieć co jest ważniejsze, kiedy się zaczyna: dobry sprzęt czy doświadczenie z innych sesji?

AW: Dobry sprzęt z pewnością pomaga i wielu przypadkach może uratować początkującą osobę, ale myślę, że doświadczenie będzie tutaj zdecydowanie ważniejsze. Mam na myśli tutaj również obycie się ze ślubami i ich schematycznością. Bo jednak śluby rządzą się własnymi prawami i one zwykle, w 90% są do siebie podobne i można się spodziewać, że po jednej sytuacji nastąpi inna. Obycie się ze schematem ślubnym zatem bardzo się przydaje. Ważna jest również komunikacja, o której wcześniej wspomniałam – w trakcie ślubu trzeba umieć dogadywać się z ludźmi. I to nie tylko z parą, ale też z gośćmi, żeby chcieli współpracować chociażby przy zdjęciu grupowym, z księdzem, bo zawsze przed ceremonią ślubu wypada podejść do księdza, przedstawić się, pokazać legitymację i powiedzieć, że będzie się robiło zdjęcia. Niektórzy księża mają swoje różne zasady, więc trzeba umieć trochę z nimi ponegocjować. Tak samo z urzędnikiem – chociaż urzędnicy są zwykle dużo bardziej wyluzowani. Później, na weselu, trzeba umieć rozmawiać praktycznie z każdym – z menedżerem sali, z didżejem czy zespołem… Trzeba dogadywać się, w którym momencie co zorganizować, czy w danej chwili mogę zabrać parę młodą na mini-sesję, czy nie mogę, bo coś innego jest zaplanowane… Myślę, że warto mieć tutaj jakieś doświadczenie, nawet nie tyle fotograficzne (które oczywiście się bardzo przydaje), co doświadczenie w pracy zespołowej, byciu z innymi ludźmi.

A: Wiele osób wyobraża sobie fotografa ślubnego jako kogoś, który przyjdzie i porobi trochę zdjęć, a z tego co mówisz, trzeba umieć rozmawiać z ludźmi, trzeba wiedzieć co i gdzie robić, kiedy do kogo podejść i znać organizację imprezy. Nie jest to zatem tylko robienie zdjęć.

AW: Dokładnie. Chociaż przydatne jest wcześniejsze doświadczenie w innych sesjach zdjęciowych: portretowych, krajobrazowych czy fotografii makro… Tak naprawdę fotograf ślubny jest taką osobą, która musi umieć sfotografować wszystko – czyli od detali, typu obrączki, kwiaty, suknia ślubna po sesje plenerowe, które wymagają ukazania miejsca. Trzeba umieć pracować ze światłem w naprawdę różnych sytuacjach, czasami kryzysowych, kiedy tego światła bardzo brakuje. Dobrze jest więc ćwiczyć nie tylko w ślubnych sytuacjach, ale i również w innych. Jeżeli ma się taką możliwość, warto rozpocząć  fotografowanie ślubów jako drugi fotograf, na którym ciąży mniejsza odpowiedzialność.

 A: Czyli wypadałoby zacząć od znalezienia kogoś kto nas „wpuści” jako swojego pomocnika na śluby?

AW: Tak, jak najbardziej, Nawet jest taka grupa na facebooku, gdzie można dodać swoje ogłoszenie, że szuka się zlecenia jako drugi fotograf. Również fotografowie dają swoje ogłoszenia, jeżeli szukają kogoś do pomocy.

A: Czy polecasz jakieś książki albo kursy, dzięki którym można rozwinąć swoje fotograficzne umiejętności? Wiadomo, że treningu nic nie zastąpi, ale jeśli chciałabym nauczyć się fotografii, to skąd?

AW: Jeśli chodzi o takie obserwowanie innych to osobiście spędziłam bardzo dużo czasu na stronie Creativelife.com. To jest strona z kursami, które odbywają się również na żywo i bardzo często są tam tez powtórki, więc można obejrzeć sobie kursy, które odbywały się wcześniej. Ogólnie można znaleźć tam wiedzę dla kreatywnych freelancerów z różnych dziedzin. Takich kursów fotograficznych jest tam bardzo dużo, i to nie tylko dotyczących fotografii ślubnej, ale też portretowej, podróżniczej… Można znaleźć tam wszelkie inne tematy. Myślę, że bardzo fajnie jest się uczyć poprzez obserwację tego, jak robią to inni, a zwłaszcza za granicą, ponieważ tam jest trochę inny system pracy niż u nas. Można więc coś fajnego „przemycić” do siebie. W kwestii lektur, moją ulubioną książką na temat fotografii ślubnej jest publikacja autorstwa Jose Villa o tytule „Artystyczna fotografia ślubna”. Bardzo dużo inspiracji wyciągnęłam z tej książki, poruszone zostały w niej niezwykle interesujące tematy również na temat pracy z drugim fotografem i z parą, więc z pewnością tę książkę mogę polecić. Dobrze by było znaleźć też takiego fotografa, którego styl nam się podoba, zapytać, czy on robi swoje autorskie warsztaty fotograficzne i zgłosić się do takiej osoby. Myślę, że to też jest bardzo fajna forma nauki, bo takie warsztaty często polegają na tym, że najpierw się trochę rozmawia, uczy, a potem już eksperymentuje na sesji. Jest to zatem takie połączenie teorii i praktyki.

A: Świetnie! Ja jeszcze tylko dodam, że linki do miejsc, o których mówiłaś dodamy w notatkach do tego odcinka podcastu do transkrypcji, a ja jeszcze chciałabym zapytać, czy jest jakieś narzędzie, bez którego nie wyobrażasz sobie pracy? Mówiąc: narzędzie, mam na myśli ulubiony aparat, program do obróbki czy cokolwiek innego.

AW: Bez aparatu trudno byłoby zrobić zdjęcia, ale nie wyobrażam sobie pracy bez Lightrooma, czyli programu do wywoływania i obróbki zdjęć. Lightroom potrafi uratować niejedno nieudane zdjęcie, co zdarza się nawet profesjonalistom. Poza tym, dzięki obróbce jesteśmy w stanie wypracować sobie nasz indywidualny styl, który później jest kojarzony z nami. Uważam, że Lightroom króluje u mnie w kwestii niezastąpionego narzędzia.

A: Powiedz jeszcze, jaką radę byś dała komuś, kto chciałby zostać fotografem ślubnym?

AW: Myślę, że mogłabym poradzić to samo, o czym wspomniałam już wcześniej, czyli żeby zacząć od bycia drugim fotografem – nie brać na siebie tak ogromnej odpowiedzialności na sam początek. Sama świadomość tego, że to jest tak odpowiedzialny temat może sprawić, że nasz poziom stresu będzie tak duży, że nie damy rady odpowiednio wykonać takiego zlecenia. Często obserwuję osoby, które tak jakby „zachłysnęły się” tym posiadanym świetnym sprzętem, na przykład z dotacji, i myślą, że już mogą zacząć robić zdjęcia. Ale trzeba mieć świadomość, że fotografia ślubna to bardzo duża odpowiedzialność i tych zdjęć nie da się powtórzyć. Dlatego dobrze jest najpierw się trochę nauczyć i nabrać praktyki jako drugi fotograf i dopiero później pracować samodzielnie.

A: Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz. Wiem, że ostatnio sama brałaś ślub. Czy miałaś trudność z wyborem fotografa ślubnego dla siebie?

AW: Wszyscy o to pytają! Oczywiście podobało mi się wielu fotografów, wiele zdjęć obejrzałam, zanim wybrałam. Miałam jednak takie szczęście, że nasza fotografka przyjechała do nas na Sardynię, kiedy byliśmy na wakacjach i zrobiła nam sesję narzeczeńską, a po tej sesji byliśmy tak zachwyceni, że nie było innej opcji, aby ktoś innym robił nam zdjęcia. Udało nam się więc bezstresowo wybrać. Na szczęście nasza fotografka miała wolny termin… zresztą nasz termin ślubu trochę dopasowaliśmy pod nią. Na ślubie mieliśmy dwie fotografki – druga z nich była moją znajomą, którą poznałam na warsztatach fotograficznych. Też mieszka w Poznaniu i dopiero zaczyna, więc dla niej była to dobra sytuacja, ponieważ mogła sobie poćwiczyć jako drugi fotograf. Jedne zdjęcia już dostaliśmy, na drugie jeszcze czekamy, ale nie możemy się już ich doczekać.

A: Powiedz jeszcze, co to jest Foto do kwadratu?

AW: Foto do kwadratu to jest taki projekt, który powstał z myślą o przedsiębiorczych kobietach, które nie potrafią albo nie mają czasu samodzielnie fotografować. Przez to, że mam dużo znajomości w gronie przedsiębiorczych kobiet i dużo słyszałam na temat potrzeb przez nie wyrażanych, to postanowiłam, że stworzę bank zdjęć. Dzięki temu, kobiety będą mogły z tych zdjęć korzystać bez konieczności spędzania godzin na fotografowaniu i obrabianiu, bo wiadomo jak cenny jest czas w biznesie, a nie wszystko trzeba robić samodzielnie. Powoli dochodzę do takich wniosków, że lepiej czasem jest oddelegować pewne rzeczy, więc postanowiłam dać innym z siebie to, co ja potrafię robić najlepiej i dlatego też ten bank zdjęć powstał.

A: Jakiego typu zdjęcia tam znajdziemy?

AW: Tam są zdjęcia typowo biznesowe. Najczęściej są to gotowe, ułożone przeze mnie scenki w stylu fotografii flat lay, czyli takiej robionej z góry. Przedstawiam na nich kobiece biurko, z jakimiś notatkami, notesami, myszką, klawiaturą, długopisem… Po prostu są to scenki ilustrujące pracę w kobiecym biurze, pracę freelancerki. Oczywiście staram się dodawać tez różne inne zdjęcia i dziewczyny podrzucają mi różne tematy do sfotografowania, więc staram się to sukcesywnie spełniać.

A: Na koniec ostatnie pytanie: powiedz, gdzie można Cię spotkać w sieci?

AW: Przede wszystkim na stronie tiamofoto.pl. To jest właśnie moja strona związana z fotografią ślubną i portretową. Na fotodokwadratu.pl znajduje się mój bank zdjęć, można się tam zapisać na newsletter, wtedy dostanie się darmowy zestaw 10 zdjęć dla swojego biznesu, więc polecam się zapisać.

A: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę, jeszcze tylko dodam dla osób, które nas słuchają, że na stronie tosieoplaca.pl/podcast jest lista wszystkich odcinków podcastu, link do naszej rozmowy, a tam transkrypcja  i linki do wszystkich miejsc, o których mówiła Agnieszka – między innymi właśnie do fotodokwadratu, z którego ja też korzystam – część zdjęć, które publikuję na Instagramie to są zdjęcia od Agnieszki. A więc gorąco polecam.

AW: Bardzo Ci dziękuję, do usłyszenia.

A: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję Ci za wysłuchanie tego odcinka. To jest jeden z wielu odcinków z serii „Kulisy pracy”. Rozmawiałam już z wieloma freelancerami z różnych branż, więc sprawdź w swojej aplikacji do słuchania podcastów albo na stornie tosieoplaca.pl listę wszystkich odcinków. Znajdziesz tam między innymi rozmowę z prawnikiem, grafikiem, ilustratorem, graphic-recorderem, zatem naprawdę wiele ciekawych rozmów i wątków, takich jak pozyskiwanie klientów, o tym jak się zaczyna i pracuje w danej branży. Zachęcam do oceniania odcinków w aplikacjach do podcastów – im więcej gwiazdek i łapek w górę, tym większa szansa, że te odcinki dotrą do szerszej publiczności, a więc dziękuję za uwagę i proszę o zostawianie ocen. Dzięki! Do następnego odcinka.