Marzy Ci się kilkumiesięczna podróż na drugi koniec świata i chcesz połączyć pracę z podróżowaniem? A może zastanawiasz się, czy modne ostatnio „workation” jest dla Ciebie? Michał Maj z bloga zyciejestpiekne.eu był w ponad 30 krajach i pracował między innymi z Meksyku i Gwatemali. W rozmowie ze mną opowiada o plusach i minusach pracy z podróży.

Posłuchaj tego odcinka podkastu:

Zobacz na Youtubie:

Przeczytaj wersję tekstową

Dzień dobry, tu Agnieszka Skupieńska, kolejny odcinek podcastu „To się opłaca”. Będziemy dzisiaj rozmawiać o pracy w podróży. Jeżeli kiedyś myślałeś o tym, żeby zapakować laptopa do plecaka, wyjechać na drugi koniec świata i pracować tam zdalnie, jednocześnie podróżując to posłuchaj tego odcinka. Mój dzisiejszy gość, Michał Maj z bloga „Życie jest piękne” opowie mi o tym, jak pracuje się zdalnie w podróży. Michał odwiedził ponad 30 krajów i w niektórych spędził dość dużo czasu, łącząc pracę z podróżowaniem. Opowie mi o tym, jakie są plusy i minusy takiej pracy, zagrożenia i kwestie, których sobie nie uświadamiamy. Jeżeli więc marzy Ci się zmienić klimat, podróżować i pracować jednocześnie to koniecznie posłuchaj tego, co ma do powiedzenia mój dzisiejszy gość.

A: Cześć Michale! Na początku może powiedz proszę kim jesteś i czym się zajmujesz zawodowo.

M: Cześć Agnieszka! Na początku dziękuję za zaproszenie, bo słucham Twoich podcastów i to ciekawe zobaczyć, jak wygląda to wszystko z drugiej strony. Nazywam się Michał Maj, na co dzień mieszkam w Krakowie i jestem współwłaścicielem agencji interaktywnej Brave New. Prowadzę także blog podróżniczy zyciejestpiekne.eu, gdzie opisuję swoje podróże, przygody i wszystko, co w życiu robię. A że jestem dość aktywny i nie potrafię usiedzieć na miejscu, to trochę się tego zbiera.

A: Czym się zajmujesz w tej agencji?

M: W wielkim skrócie – tworzę internet. Mam problem z określeniem samego siebie, zaszufladkowania się do jednej profesji, bo robię bardzo dużo rzeczy. W agencji projektujemy logotypy, zajmujemy się tworzeniem grafiki: od składu książki po bannery reklamowe, strony internetowe i tak dalej. Robię też zdjęcia, nagrywam filmy, piszę artykuły… Jest tego tak dużo, że ciężko mi zaszufladkować się do jednego zawodu. Kiedyś z tym walczyłem, próbowałem się przekonać do wykonywania jednej rzeczy, ale nie wychodziło mi to i po prostu zaakceptowałem to, że zajmuję się tak wieloma sprawami.

A: Pamiętasz swoje pierwsze zlecenie?

M: Pierwsze zlecenie musiało być kilkanaście lat temu. Zacząłem działać już w gimnazjum, na samym początku robiłem rzeczy dla siebie. Od zawsze byłem aktywny w internecie: miałem własną stronę internetową, potem prowadziłem portal miejski w moim mieście rodzinnym, czy stronę o swojej drużynie piłkarskiej, której kibicowałem… Na początku to były projekty jak banner reklamowy, strona internetowa, więc tak naprawdę swoim pierwszym klientem byłem ja sam. Jednym z pierwszych płatnych zleceń było zlecenie z polecenia na stronę internetową dla znajomej mojego kolegi. Była to strona zrobiona za 100 złotych, z czego ja zapłaciłem 30 zł programiście, więc były to śmieszne stawki. No ale tak się zaczęło. Potem były lepsze zlecenia, ja też się w tej dziedzinie rozwinąłem, a w pewnym momencie stwierdziłem, że to jest to – w sumie tym powinienem zajmować się w życiu.

A: Czyli nie pracowałeś nigdy na typowym etacie?

M: Nie, nie pracowałem na etacie. Przez krótki czas pracowałem na pół etatu, ale wtedy dość szybko przekonałem szefa, że bardziej będzie mu się opłacało gdy zacznę pracować z domu.

A: Temat, na jaki chciałabym dzisiaj z Tobą porozmawiać to praca zdalna z podróży. Masz blog o podróżach i często o nich piszesz. Zastanawiam się, jak często te podróże i wyjazdy są typowo wakacyjne, aby odpocząć, a jak często to jest praca w podróży?

M: To zależy od wyjazdu. Jeżeli wyjazd trwa krótko, na przykład 2-3 tygodnie to raczej staram się skupić się na podróżowaniu i ograniczyć działalność zawodową do minimum. Często jest to jedynie sprawdzanie maili i bieżących spraw, które dzieją się w firmie: odpisywanie na wiadomości czy delegowanie zadań. Są jednak również wyjazdy dłuższe, podczas których nie da się nie pracować. Za przykład może posłużyć wyjazd do Meksyku i Gwatemali, gdzie spędziłem ponad 3 miesiące, więc siłą rzeczy tam pracowałem. Nie było to jednak tak, że praca była na drugim miejscu. Mimo wszystko za priorytet zawsze stawiam sobie podróż, bo wychodzę z założenia, że nie będzie mi dane w najbliższym czasie wrócić do danego kraju. Niemniej jednak bardzo lubię to, co wykonuję w życiu zawodowym, więc nie ma dla mnie problemu by otworzyć laptopa i popracować, bo sprawia mi to dużą frajdę. Jeżeli pracuje się w podróży to jest to bardzo przyjemne i inspirujące.

A: Czy Twój pobyt w Meksyku był zaplanowany na 3 miesiące, czy po prostu na miejscu stwierdziłeś, że chciałbyś zostać tam dłużej i pogodzić wyjazd z pracą?

M: Od dłuższego czasu myślałem o pracy zdalnej w podróży i testowałem to wcześniej na krótkich wyjazdach. Byłem na przykład w Malezji czy Indonezji, ale to były krótkie wyjazdy trwające 3 tygodnie czy miesiąc. Wtedy zajmowałem się sprawami bieżącymi firmy. Gdy zdążyłem się nacieszyć tą podróżą po około 2 tygodniach dopadał mnie „głód” pracy. Obcy kraj dostarcza inspiracji, weny do działalności zawodowej. Wtedy zdałem sobie sprawę, że fajnie byłoby przetestować połączenie pracy i podróży na dłużej. Wtedy zaplanowałem podróż do Meksyku. Trzy miesiące przed wyjazdem kupiłem bilety lotnicze i rozpocząłem przygotowania do podróży. Chciałem być przygotowany na wszystkie sytuacje, które mogą mnie spotkać.

A: Czy te przygotowania związane były tylko z naszykowaniem ekwipunku, czy również z kwestiami zawodowymi? Zdecydowałeś się na wzięcie dużych projektów, czy wręcz przeciwnie: stałych, cyklicznych zleceń?

M: Pod tym względem odpowiednio się przygotowywałem. Część podróżnicza była dla mnie łatwiejsza, nie przerażały mnie również kwestie logistyczne, bo podróżowałem już nie raz. Bardziej obawiałem się kwestii zawodowych. Na początku postanowiłem doprowadzić do końca wszystkie rozpoczęte projekty i powiedziałem sobie, że przez pierwsze tygodnie wyjazdu nie pracuję. Przez cały rok brałem mniej wolnego i przykładałem się do pracy aby móc pojechać do Meksyku. Przed wyjazdem musiałem poinformować klientów o moim wyjeździe. Nie chciałem tego ukrywać ponieważ nie widziałem w tym żadnego problemu, a poza tym chciałem być w porządku w stosunku do nich. Klientom nie przeszkadzało to, że wyjeżdżam i pracuję zdalnie. Z kwestii praktycznych – przed  wyjazdem ubezpieczyłem laptopa. Dużo przeczytałem na temat tego, jaki Meksyk jest niebezpieczny: strzelaniny, kradzieże, napaście… Wcześniej już sporo podróżowałem, ale w tej części świata nigdy nie byłem. Nigdy za specjalnie nie bałem się wyjazdów, ale w tym przypadku dałem się trochę zastraszyć. Ubezpieczenie laptopa uznaję za słuszną decyzję, jednak sam Meksyk był bardzo przyjazny. Nie doświadczyłem żadnej niebezpiecznej sytuacji.

 

A: Na szczęście z ubezpieczenia nie trzeba było korzystać.

M: Nie, nie przydało się, ale dobrze było dowiedzieć się, o możliwości ubezpieczenia sprzętu komputerowego.

A: Czy w podróży ubezpieczasz również aparat fotograficzny?

M: Moje ubezpieczenie obejmowało ogólnie sprzęty elektroniczne do pewnej kwoty. Z ubezpieczeniem sprzętu jednak jest różnie, ponieważ firmy ubezpieczające mają różne wymogi. Czasem mogą wymagać tego, aby sprzęt był „pod dwoma kluczami” – czyli zabezpieczony w zamkniętej walizce i zamkniętym pokoju hotelowym. Obecność osoby na recepcji również jest czasem uznawana jako forma zabezpieczenia. Moje ubezpieczenie nie obejmowało przypadku kradzieży w środkach masowej komunikacji, więc podczas przemieszczania się pilnowałem swojego sprzętu jeszcze bardziej. Zwykła czujność, dbałość o sprzęt i trzymanie go blisko siebie wystarczyło w zupełności.

A: Skoro mówimy już o sprzęcie, zapytam Cię o kwestię internetu. Jak wygląda to w obcych krajach takich jak Meksyk czy Gwatemala?

M: Bez problemu. Świat poszedł tak bardzo do przodu, że internet jest teraz nieomal wszędzie. Zdarzało się, że w niektórych miejscach nie było wody, a internet był.

A: Korzystasz z Wi-Fi czy kupujesz specjalne pakiety?

M: Różnie, akurat w przypadku Meksyku postanowiłem, że będę korzystał z Wi-Fi z tego względu, że nie chciałem być dostępny online cały czas. Korzystałem z Wi-Fi w hostelach, restauracjach i nigdzie nie było z tym większego problemu. W pewnym momencie byłem zmęczony ciągłym przemieszczaniem się, bycia codziennie w innym miejscu i stwierdziłem, że chciałbym osiąść gdzieś na trochę dłużej. Zatrzymałem się więc na dwa tygodnie nad Pacyfikiem w wiosce surferskiej, jako wolontariusz w reggae barze. Było to coś bardzo ciekawego, bo z jednej strony robiłem projekty internetowe dla klientów w Europie, a z drugiej strony szedłem sobie na parę godzin popracować w reggae barze. Potrzebowałem jednak tego, było to bardzo fajne doświadczenie. W miejscu, gdzie mieszkałem miałem bardzo słaby internet, ale szybko zorientowałem się, że są dwie knajpki, w których jakość Wi-Fi jest dobra. Do internetu podłączałem się jedynie wtedy, gdy chciałem pobrać lub wysłać jakieś pliki i odkryłem, że dzięki temu jestem bardziej produktywny, a sam dostęp do internetu nie pomaga wcale w pracy. Samo chodzenie do knajpek w celu wysyłania plików było zabawne –  po pewnym czasie jak tylko właściciel widział mnie z laptopem pod pachą, to robił kawę i mnie zagadywał. Miało to swój urok.

A: Nawiązując do Twojej pracy w kawiarni – czy w innych krajach często widuje się ludzi, którzy w nich pracują? Czy można spotkać freelancerów w kawiarniach czy raczej niekoniecznie?

M: Różnie z tym bywa, ale raczej tak. W miastach turystycznych zdaje się to być powszechne, że wchodzi się do kawiarni, a w niej ktoś siedzi przy stoliku z laptopem i coś robi. Nie muszą być to osoby pracujące, ale w miejscowościach turystycznych roi się od turystów. Każdy z nas ma jakieś potrzeby: czy to odpisanie na maila, czy wysłanie zdjęć rodzinie, czy utrzymanie z kimś kontaktu… więc bardzo często się to zdarza. Są miejsca na świecie, w których freelancerów jest bardzo dużo. Osobiście nie byłem tam, ale słyszałem o Chiang Mai – mieście w północnej Tajlandii, które jest „mekką freelancerów”. Ludzie przeprowadzają się tam po to, by pracować zdalnie i żyć tanio – niedrogo wynająć mieszkanie i co-working. Organizuje się tam też spotkania społeczności freelancerów i ponoć świetnie się to sprawdza. Mam nadzieję, że będę miał okazję przetestować to osobiście w najbliższym czasie.

A: W ilu krajach już byłeś i w ilu udało Ci się zdalnie pracować?

M: Nie mam zliczonych wszystkich krajów.  Myślę, że tych odwiedzonych będzie około trzydziestu-paru. Jak już gdzieś pojadę, staram się pobyć w danym kraju dłużej. Zamiast odwiedzenia trzech czy czterech krajów w Azji południowo-wschodniej w ciągu trzech tygodni, wolę ten czas poświęcić na podróż po jednym z nich. W kwestii pracy zdalnej – oprócz wspomnianego już Meksyku i Gwatemali, każdy mój wyjazd w jakiś sposób był związany z moją pracą. Przy krótkich wyjazdach jednak, jak wspomniałem, bardziej sprawdza się sytuacja, w której więcej podróżuję, a mniej pracuję. Teraz zdarza się, że mam bardzo często zlecenia blogowe, gdzie podróż sama w sobie jest już zleceniem. Muszę gdzieś pojechać, zrobić zdjęcia , potem opisać to na blogu… coraz więcej mam zatem zleceń na wyjazd w konkretne miejsce w celu zrealizowania konkretnego materiału.

A: Czy Twoim zdaniem łączenie pracy z wyjazdami to dobry pomysł? Obecnie panuje trend na tzw. „workation”, podczas którego łączymy pracę z wyjazdem. Czy uważasz, że ma to sens, pewne plusy? Czy może lepiej wykorzystać wakacje na odpoczynek?

M: Jeżeli chodzi o „workation”, to myślę, że w zależności od potrzeb jest to dobry albo zły pomysł. Jeżeli ktoś ciężko pracuje przez 11 miesięcy i wyjeżdża na wakacje po to, aby pracować, to jest to trochę bez sensu. W przypadku mojego wyjazdu do Meksyku moim założeniem było to, że zaraz po przyjeździe odpocznę, a przez resztę czasu będę podróżował, odkrywał i tym samym pracował. I to sprawdziło się świetnie. Na ten okres jednak brałem zlecenia, których wykonania pod względem technicznym byłem pewien, od sprawdzonych klientów. Wiedziałem, że nie będą to trudne projekty, moi klienci także byli uprzedzeni, że wykonanie zlecenia może potrwać chwilę dłużej. Projekty, które tam wykonywałem dawały mi bardzo dużo satysfakcji i były w pewnym sensie „świeże”. Jeśli projektuje się dużo grafiki w Photoshopie, po pewnym czasie wchodzimy w swój własny nurt graficzny, używamy tylko „swoich”, sprawdzonych fontów, kolorów, układów – wszystkiego, co sprawdziło się przy poprzednich projektach. Z jednej strony to jest dobre, ponieważ wykonujemy nasza pracę szybciej, ale na dłuższą metę może się to nie sprawdzić, bo w taki sposób zaczynamy robić wszystko „na jedno kopyto”. Praca w podróży natomiast inspiruje i daje bardzo dużo odświeżenia. Po trzech miesiącach, gdy wróciłem do Polski nie byłem wcale zmęczony pracą. Wręcz przeciwnie, przez to, że w podróży dawkowałem sobie pracę w zdrowy sposób, po powrocie byłem przygotowany do wydajniejszej pracy.

A: Czyli jest sporo plusów tego rozwiązania.

M: Plusów jest sporo, ale oczywiście są i minusy. Współcześnie praca zdalna stała się bardzo popularna i panuje powszechne wyobrażenie, że polega ona na siedzeniu na plaży z laptopem na kolanach i drinkiem w ręce. Oczywiście prawda jest nieco inna. Istnieją pewne wady.

A: A jakie?

M: Z głównych minusów, które ja najbardziej odczułem był brak stałego miejsca pracy. Po powrocie do Polski, pierwszą rzeczą, którą zrobiłem był zakup nowego biurka i fotela, bo marzyłem o normalnym, wygodnym miejscu do pracy. Bardzo często zdarzało mi się pracować w lobby hotelowych, hostelach czy kawiarniach, często na niewygodnych krzesłach. O ile na początku nie sprawiało to większych trudności, o tyle po pewnym czasie zacząłem odczuwać ból w plecach. Problematyczne były też momenty zaniku sieci Wi-Fi podczas wysyłania czy pobierania pliku. Nie zdarzało się to bardzo często, ale jednak – ciągłe przemieszczanie się sprawiało, że pewne problemy trzeba było rozwiązywać codziennie: znaleźć miejsce z dobrym dostępem do internetu, upewnić się, czy w danym hostelu jest dobre Wi-Fi. Gdy rezerwowałem pokoje przez booking.com to sprawdzałem opinie, w których można było znaleźć informacje na temat jakości internetu. Ma to swoje uroki ale po 3 miesiącach byłem tym zmęczony i z radością wróciłem do Polski wiedząc, że teraz będę pracował w stałym miejscu i będę miał swoje biurko. Jeżeli będę organizował kolejne wyjazdy z laptopem, to nie będą to wyjazdy z ciągłym przemieszczaniem się ponieważ jest to problematyczne. Przeprowadzę się do jakiegoś kraju, wynajmę mieszkanko czy pokój hotelowy i będę w jednym miejscu.

A: Powiedz mi jeszcze, jak to jest u Ciebie z motywacją do pracy podczas takich wyjazdów? W moim przypadku, gdy gdzieś wyjeżdżam i zabieram ze sobą laptopa to musi stać się coś wielkiego, żeby mi się chciało do tego laptopa usiąść. Nawet podczas wyjazdu miesięcznego niespecjalnie mi się chce zabierać do pracy. Wolę jednak spędzić czas na relaksie i zwiedzaniu.

M: to zależy. W przypadku Meksyku przez pierwsze dwa tygodnie odpoczywałem. To było absolutnie konieczne ponieważ byłem wykończony pracą. Mogę określić się jednak jako pracoholika, lubię to, co robię i w pewnym momencie czuję, że chciałbym jednak coś fajnego zaprojektować. Na tego typu wyjazdy zabieram ze sobą tylko te projekty, które mam ochotę robić i które nie są bardzo stresujące, więc jeżeli już coś robię, to nie muszę się do tego zmuszać. Stosuję również metodę automotywacji na zasadzie „kija i marchewki” – chociaż bardziej marchewki. W przypadku mojego wyjazdu na Gwatemalę gdy wykonywałem pewne zlecenie, towarzyszyła mi świadomość, że za dwa dni wyjeżdżam na wulkan, na który będę wspinał się przez kolejne dwa dni. Dzięki tej świadomości byłem w stanie zdać sobie sprawę, że dobrze będzie zakończyć ten projekt i nie musieć myśleć o nim w czasie mojej wspinaczki. Jeżeli stworzy się sobie taki system automotywacji to działa to dobrze.

A: To świetna sprawa, faktycznie, taka nagroda o wiele bardziej niezwykła niż pójście gdzieś na kolację.

M: Dokładnie. Zauważyłem też, że w podróży dużo bardziej szanuję swój czas pracy. Dużo bardziej filtruję zlecenia, bardziej zastanawiam się czy warto to zlecenie wykonać i czy je dobrze wyceniłem. Wbrew pozorom jednak w podróży całkiem dobrze zarabiałem dzięki temu, że lepiej filtrowałem zlecenia. Nie brałem tych, które się nie opłacały i byłem dużo bardziej asertywny względem klientów. Wiedziałem, że kolejna runda poprawek może kosztować mnie czas, który mógłbym spożytkować na wyjście do miasta, którego jeszcze nie widziałem czy na inne rozrywki. Czas w podróży jest o wiele bardziej wartościowy o wiele lepiej się nim zarządza. Jak masz go mniej to bardziej go szanujesz i pracujesz bardziej produktywnie.

A: W życiu bym nie pomyślała, że może być to plus pracy w podróży.

M: Dokładnie, całkowicie inaczej patrzyłem na czas w podróży niż pracując na miejscu. Na miejscu jednak ma się poczucie, że można raz na jakiś czas ewentualnie zarwać sobotę albo posiedzieć godzinę dłużej. W podróży natomiast ma się świadomość, że fajnie byłoby wykorzystać czas w obcym kraju na wycieczki.

A: Czy myślisz, że łączenie pracy zdalnej z podróżowaniem jest dla każdego, czy raczej nie każdy sobie z tym poradzi? Widzisz w tym jakieś ograniczenia?

M: Myślę, że rzeczywiście, nie każdy sobie poradzi, ale każdy powinien sprawdzić  jak to działa u niego. W moim przypadku jest to łatwe bo nigdy nie pracowałem na etacie i zawsze musiałem mieć w sobie wewnętrzną motywację do tego, żeby kończyć projekty i u mnie jest to naturalne. Teraz nawet w korporacjach praca zdalna jest popularna. Moi znajomi często mają możliwość pracy z domu i często ją wykorzystują. Wiadomo jednak, że w takich przypadkach ludzie łączą pracę z domu z obowiązkami jak zrobienie prania, ugotowanie obiadu, sprzątanie ponieważ nie są nauczeni tego typu pracy.

A: A czy są jakieś programy, narzędzia albo coś, co ułatwia taką pracę zdalną z podróży?

M: Znam szereg narzędzi, które stosowałem. Są to programy do zarządzania projektem w zależności czy pracujemy sami, czy w zespole. W Meksyku pracowałem sam, teraz mam zespół. W zespole komunikujemy się przez program Slack, który bardzo polubiłem ze względu na to, że jest świetny do komunikacji. Oczywiście do wszystkich rozmów świetnie się nadaje Skype, chociaż narzekam na ten program bo bardzo mi się nie podoba w nim interfejs, ale mimo wszystko dzięki niemu rozwiązałem wiele problemów. Na Skypie wykupiłem za kilka złotych impulsy, które umożliwiły mi wykonywanie połączeń na telefony komórkowe, więc były nawet takie zlecenia, w których klienci nie wiedzieli nawet, że jestem za granicą. Dzwoniłem do nich ze Skype’a, omawiałem projekt, wysyłałem pliki i to się całkiem dobrze sprawdzało. Mimo tego, że obecnie pracuję na miejscu to z większością klientów komunikuję się internetowo i są to ludzie z całego świata.

A: Czyli nie ma specjalnych programów dla podróżników pracujących zdalnie?

M: Warto stosować program do VPN’a. W niektórych miejscach raczej niedobrze jest łączyć się ze zwykłą siecią, więc dla bezpieczeństwa można zmieniać sobie IP na polskie.
Przy pewnym projekcie wysłałem propozycje z banku zdjęć klientce wraz z kwotą– załóżmy, 100 euro. W odpowiedzi klientka odpisała, że zdjęcia jej się podobają, ale u niej te same zdjęcia kosztują 60 dolarów. Ja oczywiście nie chciałem jej oszukać ale zastanawiałem się czemu tak się stało. Zmieniłem sobie numer IP na polski i wtedy okazało się, że te zdjęcia w Europie są po prostu tańsze. Jest to więc trik, który pozwala zaoszczędzić wiele pieniędzy.

A: Wspomniałeś, że teraz trochę zmieni się Twój tryb pracy ze względu na to, że masz teraz kilkuosobowy zespół. Czy możesz o tym więcej opowiedzieć? Co to jest Brave New, czym zajmuje się Twoja agencja?

M: W grudniu ubiegłego roku z moim przyjacielem Andrzejem postanowiliśmy połączyć siły, założyć spółkę i grać do jednej bramki ponieważ wcześniej Andrzej zajmował się tym samym co ja. Od stycznia postanowiliśmy, że ruszamy z nową firmą. Daliśmy sobie 3 miesiące na przygotowanie wszystkiego i w marcu wystartowaliśmy. Naszym założeniem była zmiana sposobu działania. Zdałem sobie sprawę, że mam fajnych klientów i zlecenia, dobrze na tym zarabiam, ale co się stanie, gdy na przykład zdarzy mi się jakiś wypadek? Zostawię tych klientów z niczym. Może i brzmi to błaho, ale jest to poważne: z klientem łączy nas umowa.

A: Racja, może to brzmieć błaho jeśli nie mamy rodziny, ale jeśli utrzymujesz rodzinę to w przypadku wypadku – nawet złamania ręki – sprawa się komplikuje.

M: Dokładnie, wystarczy złamać rękę. W takiej sytuacji nie byłbym w stanie już obsługiwać myszki od komputera i przygotowywać zleceń. Zdałem sobie więc sprawę, że taka typowa freelancerka nie do końca jest dobra. Po pierwsze chciałem delegować więcej zleceń ponieważ miałem ich tak dużo, że w pojedynkę nie byłem w stanie ich przetworzyć, a po drugie – czułem się z tym wszystkim samotny. Połączyliśmy więc z Andrzejem swoje siły, aby mieć pewnego rodzaju zabezpieczenie. Jeżeli któremuś z nas przydarzy się jakiś wypadek, to druga osoba jest w stanie mu pomóc. W duecie pracuje się całkowicie inaczej. Postanowiliśmy delegować większą ilość zadań i zbudowaliśmy sobie mały zespół, który w dalszym ciągu rozwijamy. Niemniej jednak mój styl pracy przed rozpoczęciem współpracy a teraz wygląda zupełnie inaczej. Bardzo dużo nauczyłem się również w kwestii budowania zespołu, jestem w stanie dostrzec, jakie błędy popełniałem kiedyś. Postanowiłem również, że na ten moment osiadam w miejscu. Dwa miesiące przed wyjazdem masz świadomość, że wyjeżdżasz, więc gonisz z projektami, po czym wracasz i musisz nadrobić zaległości. To jest właśnie urok pracy w podróży: ciągle coś jest przed Tobą. Byłem zmęczony żonglowaniem tymi zleceniami i postanowiłem, że ten rok będzie nieco mniej podróżniczy. Jest już sierpień, a jeszcze nigdzie nie byłem za granicą, co jest dla mnie bardzo dziwne. Muszę jednak przyznać, że nie narzekam. Od stycznia postanowiłem, że chcę pożyć trochę jak normalny człowiek: chodzić do pracy od 9:00 do 17:00, wynająć biuro co-workingowe… to też jest fajne, wbrew pozorom ludzie na etacie mają bardzo fajne życie. Jako freelancer, osoba, która kiedyś była ciągle w podróży i mogła pracować z dowolnego miejsca na świecie, okazuje się, że wyjście z domu do pracy to jest bardzo fajna rzecz.

A: Chciałam zapytać Cię, czy w najbliższym czasie planujesz jakieś podróże, ale słyszę, że teraz raczej nastawiasz się na pracę.

M: To też tak nie jest. Od stycznia jestem na miejscu, ale dużo podróżuję po Polsce. To, że nie wyjeżdżam gdzieś dalej nie oznacza, że nie podróżuję. Podróż to nie są kilometry, ale stan umysłu. W ubiegły weekend byłem w górach. Wyjechałem w sobotę koło południa do Beskidu Wyspowego. To miejsce jest bardzo mało popularne wśród turystów, więc przez cały wyjazd nie spotkałem tam ludzi. Wszedłem na Mogielnicę i rozbiłem namiot. Gdy robiło się już ciemno, rozpaliłem ognisko, a przed sobą miałem piękny widok. W nocy zaczęło padać, a rano musiałem zwijać się w wielkiej ulewie i przy silnym wietrze. Poza domem byłem jedynie około 20 godzin, a przeżyłem tyle, jakbym był na wielkiej wyprawie. Można zatem podróżować w miejsca, które nie są na drugim końcu świata. Nie ukrywam jednak, że mam ochotę wyjechać gdzieś na chwilę i być może jesienią zorganizuję sobie wyjazd na dwa, trzy tygodnie

A: Czy jest jakaś rada, którą mógłbyś dać osobie, której marzy się życie w podróży z pracą zdalną z różnych krajów?

M: Musiałbym bardziej poznać tę osobę i wiedzieć, czy pracowała ona już zdalnie, czy nie.

A: Powiedzmy, że jest to ktoś, kto już pracował zdalnie, ale nie z podróży. Jak wygląda kwestia organizacji takiej pracy?

M: W takim wypadku poleciłbym spróbować. Nie musimy wyjeżdżać na 2-3 miesiące. Warto byłoby najpierw spróbować, czy taki system pracy się u nas sprawdza i na przykład wyjechać gdzieś na 2-3 tygodnie. Może być to jakieś miasto w Europie, gdzie wynajmiemy sobie jakiś pokój. Można wtedy zaobserwować kilka interesujących rzeczy: czy faktycznie to się u nas sprawdza? Czy rzeczywiście pracujemy, czy odpoczywamy? Bardzo wiele można nauczyć się w kwestii organizacji czasu i sprawdzić na sobie, jak taki tryb pracy działa na nasza produktywność i kreatywność. Zwłaszcza właśnie w branżach kreatywnych. Taki wyjazd może się okazać bardzo korzystny bo praca idzie dużo szybciej: masz więcej pomysłów i inspiracji. Podsumowując: sposobem, aby sprawdzić, czy jesteśmy odpowiedni do pracy w takim trybie jest przetestowanie go na własnej skórze.

A: Nie musimy więc wyjeżdżać w odległe kraje, dobrym rozwiązaniem będzie wybór europejskiego miasta.

M: Dokładnie, słyszałem, że fajnym miejscem na wyjazd z laptopem są Wyspy Kanaryjskie, południe Hiszpanii. Osobiście rozważałem również wyjazd nad polskie morze. Bardzo lubię Kraków, ale w miesiącach jesienno-zimowych zacznie się tu problem ze smogiem, więc może dobrą opcją będzie wyjazd na przykład na miesiąc do innego miasta w Polsce, gdzie mam znajomych. Będzie to już jakas odskocznia i sprawdzenie siebie samego w takiej podróży.

A: Łódź odradzam bo tu jest brzydko 😊

M: A słyszałem, że macie tu ponoć ładne budynki i bardzo chciałbym zwiedzić Łódź, więc myślę, że w najbliższym czasie się tam pojawię.

A: To jeszcze – gdzie można Cię spotkać w sieci?

M: W sieci można mnie spotkać na blogu zyciejestpiekne.eu. To jest właśnie mój blog „przygodowy”, gdzie dzielę się swoimi wyjazdami i doświadczeniem. Zapraszam również na naszą stronę firmową bravenew.pl, czyli nasze portfolio zawodowe.

A: O Twoich podróżach można jeszcze przeczytać w książce o tytule…?

M: Tak, jeszcze jest książka „Jak spełniać marzenia? Spróbuj niemożliwego”, gdzie opisałem swoje pierwsze podróże, które były trochę szalone i dzikie. Może być to dobra inspiracja dla osób, które jeszcze nie zaczęły podróżować, a chciałyby gdzieś pojechać i coś przeżyć.

A: Potwierdzam, książka jest tak napisana, że jak się ją czyta, człowiek ma ochotę spakować się i gdzieś pojechać.

M: Dzięki za taki komplement!

A: Dziękuję bardzo za rozmowę. Dodam, że na stronie tosieoplaca.pl w zakładce „Podcast” znajdą się linki do wszystkich odcinków podcastu i także do naszej rozmowy, a tam linki i nazwy miejsc w sieci, o których mówił Michał.