Z Michałem Barczakiem rozmawiam o tym, jak poukładać sobie pracę, gdy ma się na głowie wiele projektów, po co freelancerowi dywersyfikacja przychodów i dlaczego freelance nie jest wcale mniej bezpieczny niż etat.I dlaczego myślenie jest najważniejszą umiejętnością freelancera.

Strategiczne podejście do pracy freelancera – rozmowa z Michałem Barczakiem

Posłuchaj tego odcinka podkastu:

Podkast dostępny też tutaj:

Zobacz na Youtube:

Wersja tekstowa:

Dzień dobry, z tej strony Agnieszka Skupieńska. Tym razem to już naprawdę 20-ty odcinek podkastu. Dzisiaj zaprosiłam gościa, jest to Michał Barczak. Michał jest freelancerem i trochę takim wszechogarniaczem, bo jednocześnie zajmuje się SEO, kręci filmy 360, prowadzi blog, podkast, stworzył swój kurs online, ma też swoją działalność agencyjną i w dodatku, muszę to dodać, nie ma jeszcze 30 lat. Michał powiedział mi o tym, jak to się stało, że robi to, co robi. Opowiedział mi też, jak sobie poradził z kiepskim startem swojej pierwszej firmy, bo pierwszy klient nie zapłacił mu dosyć dużej faktury. Powiedział mi też o tym, jak zarządza swoim zespołem, jak łączy pracę przy wielu projektach ze swoim życiem i na koniec Michał będzie miał bardzo, bardzo ważną radę dla wszystkich freelancerów. Ja się z tą radą zgadzam, więc tym bardziej zapraszam do wysłuchania do samego końca.

Agnieszka: Cześć!

Michał Barczak: Cześć, witam Cię bardzo serdecznie.

Agnieszka: Przedstaw się czytelnikom, powiedz kim jesteś i co tutaj robisz?

Michał: Nazywam się Michał Barczak i taką najpełniejszą definicją tego co robię jest to, że robię dziwne rzeczy w internecie. Robię baaardzo wiele, różnych rzeczy w internecie i pracuję w internecie od kiedy pamiętam. Mogę powiedzieć, że jestem freelancerem, ale tak po prawdzie jestem prezesem spółki inwestycyjnej, posiadam swoją własną agencję marketingową, równocześnie bloguję. A dzisiaj zaprosiłaś mnie, żebym trochę o tym poopowiadał.

Agnieszka: To zacznę od pytania, czy zawsze zaczynasz pracę o takiej chorej porze, można powiedzieć, bo umówiliśmy się na godzinę 7:30 rano na rozmowę, w poniedziałek. Czy zawsze zaczynasz tak wcześnie i kiedy kończysz pracę w takim razie?

Michał: Dla mnie to już drugie śniadanie.

Agnieszka: O kurczę!

Michał: Ja już jestem po treningu na siłowni i po śniadaniu. Zwyczajowo w trakcie roku staram się wstawać ok. 5-tej, czasami troszeczkę wcześniej, żeby mniej więcej koło 6-tej być już na pełnych obrotach i faktycznie siedzieć przy komputerze, zacząć coś robić. Nienawidzę tej pory, chciałbym, żebyś miała tego pełną świadomość. Ja naprawdę nie cierpię wstawać wcześnie, natomiast ma to pewne zalety. Pierwsza zaleta jest taka, że internet śpi, nikt nic nie chcę, nikt nic nie wymaga – poza Tobą na podkast to właściwie nic się dzisiaj nie działo. Nikt mnie o nic nie pytał, nikt nie przysłał nowych maili, nikt nie zaczepia na Facebooku, mogę spokojnie odpisać i ogarnąć na wszystkie maile, spokojnie sobie zorganizować pracę, oddelegować zadania. Jak koło 8-mej pojawia się mój zespół to ja często już jestem w połowie swojego dnia pracy. Jest to o tyle komfortowo, że jak powiem, że o 14-tej kończę pracę to i tak byłem dłużej w pracy niż pracownik etatowy. Jest to taki komfort, że 14-ta, 15-ta mogę spokojnie kończyć pracę – rzadko kiedy to się dzieje w praktyce, ale świadomość, że mogę o tej godzinie skończyć pracę jest bardzo fajna.

Agnieszka: Super! Powiedz mi jak to się w ogóle zaczęło? Kiedy dostałeś pierwsze zlecenie? Od kiedy jesteś freelancerem i dlaczego właściwie się na taką pracę zdecydowałeś?

Michał: To długa historia i jednym zdaniem bardzo trudno odpowiedzieć.

Agnieszka: Mamy dużo czasu.

Michał: Tak po prawdzie na freelance pracuję od zawsze, przy czym nie zawsze wiedziałem, że jestem freelancerem, a po drodze zmarnowałem ładnych kilka lat. Chociażby pracując na etacie i nie robiąc nic. Zaraz Ci o tej historii opowiem. Moje pierwsze zlecenie: 13-14 lat.

Agnieszka: Wcześnie.

Michał: Moje pierwsze zlecenie typu „napraw komuś komputer”. Później zaczęły się już takie w wieku 15 lat szukanie usług w internecie. Nie wiem, czy pamiętasz kiedyś popularny był Lockers.

Agnieszka: Tak.

Michał: Tam zbierało się punkty, brało się za to nagrody. To może nie do końca była praca na freelance, ale ja bardziej poszedłem w kierunku afiliacji, zachęcania do tego systemu i stąd było moje główne źródło dochodu niż z samego grania w Lockersach. A później pojawiła się taka klasyka, jakieś stawianie pierwszych stron internetowych – ułomnych, bo ułomnych, ale się pojawiała. Gdzieś po drodze było sporo content marketingu, pisania zapleczówek, tekstów do mieszarek itd. Wtedy oczywiście moja wartość była bliska zeru, złotówka za tekst kartka A4. To były tego typu zlecenia, tego typu pisanie treści. A później powoli zaczynałem się dokształcać, coraz bardziej rozumieć, ile warte są moje usługi dla firm.

Po drodze, jak miałem 18-19 lat, to zacząłem się bawić w bardziej konkretne rzeczy. Prowadzenie serwisów tematycznych, administracja forum, pisanie forum od podstaw, agregowanie dla kogoś treści, powoli gdzieś wchodziłem w temat marketingu. I taka najtrudniejsza decyzja zaszła, jak miałem 18-19 lat, czyli skończyłem szkołę, napisałem maturę i tak naprawdę stanąłem przed decyzją: co dalej? Jestem ogromnym hejterem studiów, uważam, że studia wyższe są bardzo złym pomysłem. Dzisiaj z mojej perspektywy nie żałuję ani jednego dnia niespędzonego na uczelni – dla mnie to była najlepsza możliwa decyzja. I ten rok zaraz po, postanowiłem podziałać bardziej charytatywnie. Może nie wchodząc tutaj w szczegóły, bo to są bardzo osobiste tematy, natomiast cały rok spędziłem gdzieś na wyjazdach, działając charytatywnie i w tym czasie zmuszony byłem, mieszkając w Borach Tucholskich, mocniej przycisnąć moją pracę przez internet, więc tych zleceń zaczęło pojawiać się więcej i więcej, i więcej. Powoli zaczęło wystarczać na utrzymanie, przy czym utrzymanie w tamtych czasach to był 1000 zł. To były środki, które całkowicie wystarczały mi do utrzymania.

Agnieszka: No tak.

Michał: Ale później pojawiła się narzeczona, a później żona, więc wylądowałem w różnych, dziwnych miejscach. Po drodze pracowałem też w call center, w różnych takich naprawdę paskudnych miejscach. Tak jak wspominałem – pomarnowałem trochę czasu w różnych miejscach. Pracowałem przez prawie rok w biurze obsługi klienta usług internetowych. W sensie można było przyjść i kupić internet. Tak więc zmarnowałem tam trochę czasu, bo moja praca była zależna od tego, kiedy przychodzi klient. Jeżeli klient przyszedł to pracę miałem. Jeżeli klient nie przyszedł to pracy nie miałem. I ten czas, kiedy klienta nie miałem, dzisiaj z perspektywy czasu, zupełnie inaczej bym wykorzystał. Bo swój czas głównie spędziłem grając w gry i oglądając seriale. Ponad rok zmarnowałem w ten sposób, dopiero później złapałem się za głowę „co ja zrobiłem!”. Mogłem w tym czasie faktycznie zbudować sobie jakąś odnogę. Ale później wyjechałem charytatywnie, wróciłem, zacząłem szukać pracy, bo narzeczona, żona i całkiem świadomie próbowałem pójść w kierunku marketingu. Uznałem i taką zasadę wyznaję do dzisiaj, że jeżeli chcę się nauczyć czegoś nowego to bardzo chcę, żeby ktoś mi za to zapłacił. Bardzo nietypowe podejście, bo zazwyczaj jak chcemy się czegoś nauczyć to za to płacimy.

Agnieszka: Raczej tak.

Michał: Ja wychodzę z założenia dokładnie odwrotnego, dlatego też poszedłem do pracy na etat, gdzie wiedziałem, że nauczę się bardzo określonych kompetencji. Była to agencja marketingowa, w której uczyłem się bardzo dużo usług związanych z SEO, z AdWordsem, z social media. Później przekształciło się to w kierunku wystąpień publicznych, wyjazdów na konferencje, reprezentowania firmy, czyli tych wszystkich miękkich kompetencji. To cały czas też była sprzedaż, więc tego też bardzo mocno się uczyłem. Później zostałem menadżerem, więc zarządzałem zespołem sprzedawców, więc znowu bardzo wartościowe doświadczenia. A potem przyszedł czas, że zdobyłem wystarczającą wiedzę, aby przejść na własny etat, czyli własną działalność gospodarczą. I to stało się dokładnie dwa lata temu.

Agnieszka: Dobra, ale na Twoim blogu czytałam, że robisz filmy 360, że masz też swój projekt SaveSEO. Oprócz tego wiem, że masz blog oczywiście, stworzyłeś kurs on-line, nagrywasz podcasty, tutaj mówisz mi jeszcze o marketingu, o tych wszystkich innych tematach. Jak to się
w ogóle da ogarnąć? Jak jeden człowiek może to wszystko ogarnąć na raz?

Michał: Tych rzeczy, jest tak naprawdę, jeszcze więcej. Hoduję mrówki! To z takich specyficznych tematów, ale tak na serio tych tematów jest dużo, dużo więcej niż tych, o których mówię, czy którymi się chwalę. Tych projektów, na przykład pobocznych, związanych z moim życiem osobistym jest bardzo wiele. Dwa lata temu razem z żoną nauczyliśmy się języka migowego i bardzo mocno działamy w środowisku głuchych w Bydgoszczy, pomagając im w wielu aspektach. Jak to ogarnąć? Może opowiem Ci dalej swoją historię i to będzie troszeczkę prostsze.

Agnieszka: Okej, dobra.

Michał: Kiedy pracowałem na etacie to zawsze wychodziłem z założenia, że warto byłoby, po doświadczeniach zmarnowanego roku, robić coś dodatkowego. Już w tym czasie, po pracy, czy w międzyczasie pracy, czy przed pracą zacząłem robić coś dodatkowego. To były różnego rodzaju usługi, zlecenia, czasami po prostu kwestia nauki. I faktycznie otworzyłem własną działalność, stwierdziłem: Okej, to zacznę robić od tego, co się znam. Więc jak w styczniu założyłem działalność to  stwierdziłem, że najpierw zajmę się tym, na czym znam się najlepiej, czyli zarządzaniem zespołami.
I pojawiła się taka okazja, przyszła do mnie pewna firma z Warszawy, która zaproponowała mi: Michał, postaw nam zespół sprzedawców w Bydgoszczy, wynajmij biuro, kup sprzęt, naucz ich sprzedawać, tu masz produkt, go on! I po trzech miesiącach okazało się, że firma nie zapłaciła mi ani złotówki. W międzyczasie trzeba też było zapłacić VAT, dochodowy, więc łącznie w ciągu trzech miesięcy zrobiło mi się 20 tysięcy złotych długu, więc trzeba było go odpracować.

Agnieszka: Czyli nienajlepszy start…

Michał: Nienajlepszy start własnej działalności, tym bardziej, że odchodząc z korporacji miałem przygotowany fundusz bezpieczeństwa, awaryjny, jakieś środki, ale jak łatwo się domyślić to w tej sytuacji „zjadłem” je bardzo szybko. Życie kosztuje, po drodze podatki, a kilka miesięcy wcześniej, we wrześniu, zacząłem pisać bloga. I blog miał na celu porządkować moje zainteresowania, tego co mnie kręci, regulowania, systematyzowania i opisywania, aby mi było prościej z tego korzystać. Więc kiedy przeszedłem na własną działalność, te rzeczy, które robiłem, zacząłem opisywać. Pojawił się ten dług, a wraz z nim taka sytuacja: Co teraz? Spojrzałem na swojego bloga i stwierdziłem: Stary! Przecież Ty masz mnóstwo zajawek, które możesz monetyzować! Skoro wziąłem dotację i miałem częściowo kamery to dokupiłem jeszcze jedną i kamerę i stwierdziłem, że teraz skupię na filmach 360, ponieważ w tamtym momencie były to dosyć drogie usługi. Zresztą w dalszym ciągu wideofilmowanie są usługami, na których można całkiem fajnie zarobić. Tylko trzeba mieć na to pomysł, wyjść troszkę inaczej do klienta. Zacząłem działać od filmów 360 i w bardzo szybkim czasie złapałem kilku klientów, złapałem im swoje usługi i chwyciłem kolejną moją zajawkę. Skoro znam się na marketingu, a klient ma już ten swój film to teraz niech zacznie go promować. W jaki sposób? Ja mu pomogę! Sprzedam mu usługę, która pozwoli mu ten film wypromować. W ten sposób w naturalny sposób te usługi zaczęły ze sobą rosnąć. Z czasem zaczął rosnąć też zespół, ponieważ z tych długów udało mi się wyjść.

Fakt, to był bardzo ciężki okres czasu, ponieważ w kwietniu zakończyłem współpracę z tą firmę i zostałem z tymi długami. Więc posadziłem tyłek i zacząłem pracować bardzo ciężko, bardzo mocno, do tego stopnia, że mniej więcej w październiku byłem już na zero. Z wszystkimi rzeczami udało mi się wyjść.

Agnieszka: Po ilu miesiącach?

Michał: Niecałe pół roku udało mi się zejść do kompletnego zera z małą górką. I w tym momencie nastąpiła ta rzecz najbardziej strategiczna, czyli podjąłem decyzję o modyfikacji swojej firmy w kierunku od jednorazowych usług, które były fajne, przychodowe, dochodowe, pozwalały szybko się wybić, ale trochę ograniczały mnie do miejsca i czasu, aby pójść bardziej w kierunku usług abonamentowych. W jakiś sposób cyklicznych, w których mam poczucie, że to nie jest jedno źródło dochodu, to nie jest jeden duży klient, który pozwala mi się utrzymać, bo to nie zmienia relacji
w stosunku pracodawca-freelancer. To się staje etat, po prostu, bo jeżeli ten jeden klient nie odpadnie, to tak naprawdę jestem znowu bardzo głęboko.

Stąd się wzięła dywersyfikacja źródeł. Dzisiaj mam zbudowany całkiem fajny zespół, który sobie funkcjonuje w obrębie takiego projektu, którego być może uda mi się Tobie opowiedzieć – Zdalny Ninja. Gdzieś tam troszeczkę pomagam chłopakom wokół tego projektu. Tak naprawdę zrzeszam wokół się bandę freelancerów, bandę geeków, którzy pracują ze mną głównie na zleceniach. To nie jest tak, że jesteśmy stałymi współpracownikami. Nie pracuję z nimi na umowę o etat, czy na umowę o pracę, ale jeżeli jest potrzeba, to ja wiem do kogo zadzwonić. Dzisiaj główną moją umiejętnością jest umiejętność delegowania zadań. Czasami się śmieję, że na dzień dzisiejszy nie posiadam żadnej twardej umiejętności. Nie potrafię faktycznie „kodzić”, nie znam HTML-a na tyle, żeby siąść i z pustej kartki napisać Ci stronę internetową. Nie znam się na tyle na SEO, żeby relatywnie sam wykonać aspekt od początku do końca, na przykład wziąć Onet i go zoptymalizować. Znam się na pozycjonowaniu w wystarczającym aspekcie, żeby sobie poradzić, żeby ocenić czyjąś pracę, ale nie do końca jestem tutaj najlepszym ekspertem w kraju, nie czuję tak tego.

Agnieszka: Jasne.

Michał: Dotyczy to wielu innych tematów. Natomiast to, co jest moją umiejętnością, to umiejętność rozmawiania z innymi ludźmi, delegowania i współpracy z nimi. Dlatego też ogarniam naprawdę wiele różnych fajnych tematów i prawie żadnego z nich ja nie robię osobiście tak od początku do końca.

Agnieszka: Mam wrażenie, że czasami freelancer ma problem z tym, żeby delegować zadanie i raczej idziemy w drugą stronę. To znaczy mam jakieś zlecenia, robię je sama, potem szukam następnych zleceń, znowu robię je sama. A Ty od zupełnie innej strony podchodzisz, raczej nie robisz sam, z tego co słyszę, tylko masz specjalistów, a Ty wyszukujesz klientów i delegujesz zadania. Czy się mylę?

Michał: Dokładnie, dokładnie! Wolę wziąć 200 złotych i popracować 15 minut niż wziąć 1000 złotych i pracować 3 dni, ponieważ w ciągu tych 3 dni jestem w stanie znaleźć jeszcze kilkadziesiąt tego typu zleceń, więc z takiego założenia wychodzę. To wszystko jest możliwe tylko i wyłącznie dlatego, że pracuję na określonym systemie zarządzania swoimi zadaniami. Można powiedzieć, że jestem takim rasowym freakiem pod kątem produktywności. Dla mnie każda godzina, minuta jest przemyślana, ja wiem, kiedy co robię, kiedy mam jakie zadania. Pracuję w dwóch metodologiach. Pierwsza to jest GTD, czyli Getting Things Done. Zakochałem się kilka lat temu w tej metodologii i traktuję ją bardzo serio w swoim życiu, zarówno zawodowym, duchowym, zdrowotnym, jak i czysto biznesowym. I oczywiście mieszam to wszystko z Nozbe, czyli moją ukochaną aplikacją do zarządzania projektami. Kocham ją miłością bezgraniczną i chyba częściowo czasami wzajemną.

Gdyby nie te dwie metodologie i oczywiście wszystkie inne, chociażby One Thing, czy inne książki związane z produktywnością to one robią robotę. GTD+Nozbe to jest dla mnie strategiczny element i każdy mój pracownik, czy każdy współpracownik pracuje ze mną na Nozbe i obowiązkowo musi przeczytać książkę Michała Śliwińskiego, czyli autora Nozbe: „10 kroków do produktywności”. Zawsze pracuję na tym samym systemie i to upraszcza mi delegowanie zadań, bo kiedy ludzie, z którymi współpracuję są do tego przyzwyczajeni, wiedzą w jaki sposób delegować zadania między sobą, wiemy, jak się komunikować – mamy jeden jasny sposób komunikacji, w tym przypadku to jest Nozbe – to faktycznie te projekty zaczynają ruszać. Nie wiem, czy te metodologie kojarzysz, czy Twoi czytelnicy je kojarzą.

Agnieszka: Pytasz o GTD?

Michał: Tak.

Agnieszka: Tak, książkę czytałam. Do mnie to jakoś nie przemawia, natomiast wiem, że faktycznie są ludzie, którym pomaga akurat ta metodologia. U mnie tak niekoniecznie.

Michał: Ja na blogu dosyć często odwołuję się do tej metody. Napisałem też kilka artykułów na ten temat. Dla mnie GTD zaczęło działać dopiero w momencie, w którym wziąłem książkę. Tam mniej więcej w 2 albo 3 rozdziale jest taka sugestia, żeby poświęcić 2, czy 3 dni na zgromadzenie wszystkich możliwych zadań, które Ciebie dotyczą i zacząć je wywalać z głowy. Tam jest chyba 5, czy 6 stron różnego rodzaju pytań, które warto sobie zadać. I ja tak faktycznie zrobiłem, to znaczy jednego dnia siadłem w domu i zacząłem gromadzić te wszystkie sprawy i oczywiście porządkować w projekty
i zadania itd. Uczucie kontroli, które udało mi się wtedy mieć w sobie, takiej totalnej kontroli nad swoim życiem, nad wszystkim, co mnie otacza, nad wszystkimi projektami, które mam do zrobienia i takie uczucie pustej, czystej głowy mnie do tego systemu bardzo mocno przekonało.

A od drugiej strony dzisiaj dużo więcej planuję czasami niż robię. To znaczy, kiedy siadamy nad projektem to najpierw rozpisuję wszystkie możliwe kroki, które można wykonać, wrzucam to sobie w projekt – często już jako szablon w Nozbe – i kiedy przychodzi mi, na przykład teraz, realizować nową stronę internetową, to ja odpalam sobie szablon. Nie marnuję swojego zasobu na myślenie: jak to zadanie powinno wyglądać? I w zależności z kim współpracuję po prostu te zadania kolejno deleguję. Ja wiem, że one zostaną wykonane dokładnie tak, jak powinny zostać wykonane. I to mi robi robotę, to powoduje, że nie gubię pewnych rzeczy, nie zapominam o pewnych rzeczach, że nie muszę nowej osoby wdrażać, bo ja po prostu przydzielam mu projekt i to już działa.

>> Posłuchaj podcastu Michała – odcinek o produktywności

Agnieszka: Okej. Wiesz co mnie jeszcze zastanawia? Te Twoje zajęcia są takie różne tematycznie: tu masz SEO, tu masz filmy, tu masz jeszcze inne marketingowe zadania i blog, podkast itd. Czy to sobie planujesz, że dzisiaj, w poniedziałek, robię z tego projektu zadania, we wtorek robię z innego, czy na przykład godzinę rano to, potem dwie godziny coś innego? Jak to jest u Ciebie wymieszane? Czy jest jakaś systematyka, czy to po prostu jest wymieszane tak totalnie? Jak sobie z tym radzisz?

Michał: Od tej strony planowania są dwie strategiczne rzeczy. Czyli odpowiednie planowanie zadań. Bardzo mocno wierzę w to, że jeżeli są one pomieszane – czyli w jakiś sposób mogę plastycznie przeskakiwać między projektami – to finalnie na tym zyskuję, bo moja głowa pracuje na trochę wyższych obrotach, musi dostosowywać się do nowych warunków, więc mój poziom kreatywności relatywnie też cały czas rośnie. Dla mnie też kreatywność czy motywacja jest tym samym, co mięsień – trzeba w odpowiedni sposób go ćwiczyć, ale też trzeba pamiętać o jego regeneracji. I właśnie takie mieszanie zadań mnie osobiście to daje.

Tutaj znowu wracamy do metodologii GTD, która powoduje, że każdy mały kamyczek popchnięty do przodu to jest pewny sposób na realizację zadań. Rozumiem, że te projekty, które ja robię, mogą się wydawać bardzo rozproszone, natomiast z mojej perspektywy to jest plan 5-cio lub 10-cio letni, gdzie te wszystkie rzeczy ze sobą bardzo mocno się łączą. Ja ma na to bardzo świadomy pomysł, które gdzieś finalnie bardzo mocno ze sobą spinam. Daje mi to bardzo duży komfort i wiem, że tak może się na pierwszy rzut oka nie wydawać, bo gdzie tu hodowla mrówek do projektu związanego z SEO – tak pół żartem, pół serio – natomiast mam w głowie taki bardzo rozpisany plan, który bardzo regularnie, raz w roku przeglądam i weryfikuję. Faktycznie, jeżeli by się tak przyjrzeć, na pierwszy rzut oka, to wygląda to w ten sposób: blog służy mi do budowania marki osobistej i daje mi zasięg i już ja znajdę sposób, żeby go monetyzować. To jest dla mnie strategiczne słowo, dlatego też tak buduję bardzo mocno swoją markę osobistą, przynajmniej próbuję, zarówno w social media, jak i na moim blogu. Tam staram się opisywać kwestie, które są dalekobieżne z mojej perspektywy, czyli związane z prowadzeniem biznesu przez internet, tego jak zarządzać swoimi finansami osobistymi, zawodowymi – staram się tam te wszystkie tematy ogarniać jako właśnie preludium do czegoś większego, co kiedyś w przyszłości nastąpi.

Projekt SaveSEO jest za to usługą, która wynika z kanwy mojej, która wynika z kanwy moich doświadczeń. SaveSEO ma być narzędziem do kontrolowania prac agencji SEO, ponieważ pracując w tej branży zrozumiałem, jak bardzo klienci są oszukiwani, jak często są wprowadzani w błąd. Mając określone doświadczenie, zamiast klasycznie zająć się po prostu realizacją usług pozycjonowania, na co klientów by mi nie brakowało, bo umiejętności sprzedażowe, wiedza, też sami klienci, którzy o to pytają – stwierdziłem, że tak jak w przypadku każdego mojego pomysłu na biznes, czym bym się wcześniej nie zajmował to zrobię to inaczej i kreatywniej. Faktycznie udało nam się pozyskać fundusz inwestycyjny, który w nas zainwestował, ten projekt się spokojnie rozwija, rośnie w siłę, lada chwila będzie miał też kilka ciekawszych premier i mam nadzieję, że coś tam na rynku zmieni.

Za to filmy 360 są mocno powiązane po prostu z pasjami, zainteresowaniami. Przez lata pracowałem jako fotograf, pracowałem też w wideofilmowaniu i dla mnie to była taka możliwość dotknięcia nowych technologii osobiście, brania udziału w tej rewolucji, która dzieje się na naszym rynku i naszych oczach. Dlatego też mocno się na nie uparłem, a równocześnie na tamten moment to był dosyć łatwy pieniądz, który powodował, że mogłem realizować kolejne źródła swoich dochodów. I tak samo jest z projektem, o którym wspominałem i o który pytasz, czyli „10 źródeł przychodu”.

Agnieszka: Tak, bo też czytałam, że masz taki plan, żeby te swoje przychody zdywersyfikować, żeby pochodziły z różnych źródeł i tak się zastanawiam: po co? Czy nie lepiej się skupić tylko na jednych usługach, tak jak mówisz na przykład te usługi wideofilmowania 360 są dosyć opłacalne – więc czy nie lepiej po prostu skupić się na usługach i na jednym typie zleceń, na jednym typie produktu, czy właśnie usług? Po co Ci te różne źródła dochodu? Jaki jest Twój pomysł na to?

Michał: Pewnie tak, pewnie, gdybym skupił się na jednym to bym miał spokojniejsze życie. Ale właśnie po to powstał mój blog i to, co robię w życiu, to jest to, co lubię. Ja kocham odpalać nowe projekty i uwielbiam robić nowe rzeczy w sposób usystematyzowany. Dzielę to sobie na 5 głównych źródeł dochodu i dla mnie jednym z podstawowych jest spółka inwestycyjna, SaveSEO, to jest takie pierwsze źródło dochodu, wokół którego dzieje się bardzo dużo. Drugą działalnością jest moja działalność agencyjna, czyli prowadzenie marketingu dla klientów, klasyczne, standardowe usługi, często oparte na umowach, po prostu rzemieślnicza, dobra praca. Natomiast to trzecie źródło to jest pełna inspiracji, pomysłów i kombinowania z różnymi rzeczami – i tym jest właśnie mój blog. „10 źródeł przychodu„, które opisuję na blogu to nigdy nie będzie, prawdopodobnie, moje główne źródło przychodu. Te „10 źródeł…” to w większości przypadków rzeczy, które każdy przeciętny bloger, czy każdy przeciętny człowiek jest w stanie powtórzyć. W tym przypadku mam bardziej misję pokazać ludziom, że zarabianie przez internet nie jest trudne. Mam w głowie taki projekt, który właśnie może chłopaki ze Zdalnego Ninja pomogą nam zrealizować, czyli projekt „500+”.

Agnieszka: Aha, a na czym to polega?

Michał: Mam taki projekt, żeby każda osoba w naszym kraju mogła sobie dorobić 500 złotych przez internet. To nie jest dużo, nie jest mało i myślę, że w większości gospodarstw domowych w Polsce takie dodatkowe 500 złotych naprawdę wiele by zmieniło.

Agnieszka: I myślisz, że każdy jest w stanie dorobić przez internet 500 złotych?

Michał: Jestem o tym święcie przekonany. Oczywiście od niektórych będzie to wymagało troszkę więcej, dla jednych będzie to cięższe, dla drugich będzie to łatwiejsze, inni stwierdzą, że zrobią z tego 5 tysięcy itd. – właśnie dlatego stworzyłem „10 źródeł…”, które ode mnie wymagają średnio jakichś
2-3 godzin pracy w tygodniu i dotyczą bardzo szerokich aspektów. Jedne dotyczy kontaktów z klientem, na przykład prowadzenie social media, gdzie po prostu wprost pokazuję, w jaki sposób pozyskuję swojego klienta i jak sprzedaję te usługi. Drugi pomysł to jest pomysł związany z inwestowaniem. Jeżeli ktoś ma nadwyżki to staram się pokazać ścieżki, w co warto byłoby inwestować w bezpieczny sposób, aby w relatywnie niedługim czasie zaczęło to przynosić dodatkowe 500 złotych. Ostatnio ukazał się u mnie podkast o inwestowaniu w obligacje korporacyjne, razem z Remigiuszem, który właściwie głównie z tego się utrzymuje. W planach jest jeszcze kilka podkastów na ten temat, więc tutaj na pewno będzie się sporo działo.

Jeszcze inne źródło to sprzedaż stocków, to prowadzenie bloga, to wiele innych pomysłów, które naprawdę są proste do skopiowania. Tworzymy trzy różne serwisy contentowe: baby life, muzyka do biegania i filmy 360, na których po prostu ukazują się krótkie artykuły, które liczymy, że wypozycjonują się całkiem szybko, będą zarabiały z WordPressa, czy z innych źródełek, zobaczymy. Uważam, że to misja, która mam nadzieję, że jest w stanie jakimś ludziom pomóc pracować zdalnie, czy osobom niepełnosprawnym, czy mającym osoby zależne, babcie, dziadki, którymi muszą się opiekować – to dla tych osób, mam nadzieję, że będzie to inspiracja, że da się, że nie trzeba iść od razu na etat.

Agnieszka: Chciałam Cię jeszcze zapytać, czy Twoim zdaniem można powiedzieć, że freelance jest bezpieczniejszy? Czy jest równie bezpieczny jak etat? Spotykam się czasami ze zdaniem, że na freelansie to się pieniędzy nie zarobi, trzeba iść na etat, bo to jest pewna praca, pewne pieniądze.
A Ty mówisz, że pracujesz w różnych branżach, różne projekty łączysz i masz plany, by robić to dalej. Czy myślisz, że freelance jest sposobem na życie takim, który można porównać z etatem, jeżeli chodzi o opłacalność, czy uważasz, że jednak etat to jest etat i pod względem bezpieczeństwa nie da się porównać? Jak Ty to widzisz?

Michał: Etat jest bardziej niebezpieczny niż praca na freelance. Uważam, że niebezpieczeństwa związane z etatem są straszne. Ludzie przyzwyczajają się do jednej pracy i są przekonani, że mają długi okres wypowiedzenia, więc często żyją ponad stan i kiedy okazuje się, że nagle tracą pracę po 10-ciu latach to często nie potrafią się na rynku pracy kompletnie odnaleźć. Uzależnienie od jednego źródła dochodu nigdy nie będzie moim zdaniem dobre. Poza tym praca na etacie jest kompletnie nieskalowalna. Masz 180 godzin, czy tam 165, które przepracowujesz od poniedziałku do piątku i kropka. Bardzo trudno jest tutaj wcisnąć jakąś dodatkową działalność. Później zazwyczaj pojawia się rodzina, pojawiają się jakieś zobowiązania, kredyty, więc jesteś coraz bardziej do tego uwiązana.

Oczywiście po stronie stabilności dochodów, w szczególności na początkowym etapie, freelancer ma troszeczkę trudniej, bo musi sobie tego klienta znaleźć, obsłużyć. Natomiast to jest wszystko kwestia świadomości i konceptu na to. Ja na dzień dzisiejszy nie pozyskuję klientów, w sposób świadomy ich na rynku nie szukam. Jedyne co robię to moja asystentka bardzo regularnie wrzuca ofertę na Oferii – to jest jedyne źródło pozyskiwania klienta. I oczywiście jeżeli klient chce się spotkać, przychodzi z polecenia to do niego jadę, natomiast nie ja angażuję ten pierwszy kontakt. A części klientów muszę odmawiać, ponieważ jest ich tak dużo, że nie jesteśmy w stanie ich przerobić.

Poza tym właśnie to mądre podchodzenie do tematu, co na początku wspomniałem Ci, że działałem na fajnych, dużych budżetach. Wchodziłem spokojnie w dochody 25-30 tysięcy dochodu miesięcznie, ale pracowałem po 250-300 godzin miesięcznie, jeżdżąc po całej Polsce robić realizacje i sprzedając słabe strony internetowe, bo taka była po prostu potrzeba. Natomiast dzisiaj zmodyfikowałem firmę w kierunku własnych produktów, czyli SaveSEO, a lada chwila pewnie własny kurs na własnym blogu. Pewnie już za kilka tygodni czy miesięcy, bo jestem w trakcie produkcji i te usługi agencyjne, które zawsze staram się klientowi zaproponować w formie umowy. To daje mi takie pewne poczucie, że przez kilka miesięcy z tego klienta, jakieś tam niewielkie nawet środki, 300-400 złotych miesięcznie, ale z niego mam.

Tutaj taka anegdotka: pracując na etacie, w korporacji, mieliście taką usługę, która kosztowała 450 złotych miesięcznie i nikt nie chciał jej sprzedawać, ponieważ prowizja ze sprzedaży tego produktu wynosiła 25, czy 50 złotych. Nikomu kompletnie nie opłacało się tego produktu sprzedawać. Po kilku miesiącach, jak już wyszedłem z pracy na etacie, zacząłem się zastanawiać: Dobra Michał, tam Ci się nie opłacało, ale teraz to 500 złotych to będzie profit, który trafia prosto do Twojej kieszeni. Ilu klientów potrzebujesz, żeby żyć godnie? 5? 10? Jeżeli jako sprzedawca w korporacji byłem w stanie sprzedać „x” takich usług to posadź tyłek, stwórz własną taką usługę i zacznij to robić – to jest skalowalne, później za te pieniądze możesz zatrudnić kogoś, kto to będzie robił. Praca na freelance jest dużo bardziej niezależna, w szczególności, jeżeli tak jak mi, uda się zbudować kilka takich źródeł dochodu – wtedy nawet, kiedy jedno zawiedzie, masz jeszcze jedno, czy dwa inne.

Agnieszka: No właśnie, o to też chodzi.

Michał: A w szczególności, tak jak Ty, masz swoje własne kursy, czy jakieś źródła częściowo niezależne od czasu i miejsca, możesz je sprzedawać jako własne produkty – to już rewelacyjna sytuacja.

Agnieszka: Dobra, to ja jeszcze na sam koniec chciałam Cię zapytać o to, czy Ty masz jakąś radę dla początkującego freelancera? Już abstrahując od tego w jakiej branży chciałabym zacząć pracę w domu, czy jako freelancer – jaką Ty masz dla mnie radę?

Michał: Aby zacząć myśleć, ponieważ to jest największy problem. Niemyślenie jest największą chorobą ludzkości, ponieważ kiedy zaczynamy myśleć to zaczynamy być świadomi tego co potrafimy, dużo łatwiej możemy to przerobić w biznes. Jeżeli zaczniemy jeszcze głębiej myśleć to okaże się, że naszą usługę możemy jeszcze w troszeczkę inny sposób, znaleźć jakąś niszę, która spowoduje, że ją zapełnimy i nikt inny nam jej nie zajmie. Myślenie, myślenie, myślenie. Rozkminianie, rozpisywanie swoich pomysłów na biznes od początku do końca. Często w ramach ćwiczenia intelektualnego biorę sobie kartkę papieru i jak mi wpadnie jakiś pomysł na biznes to ją szczegółowo rozpisuję – wszystkie rzeczy, które musiałbym zrobić, które rzeczy mogą pójść nie tak, jakie kwoty muszę zarabiać, przerabiać to per godzina – to też jest bardzo ważna rzecz. Przy planowaniu takiego biznesu bardzo mocno policzenie swojej roboczogodziny, ponieważ często, kiedy ja zaczynałem pierwsze swoje tematy, to po prostu je robiłem. Natomiast dzisiaj z perspektywy czasu jak sobie siadam i policzę, ile czasu zajęło mi napisanie danego artykuły, czy zrobienie strony internetowej, a później podzieliłem to przez liczbę godzin i liczbę pieniędzy, które faktycznie dostałem to mogłoby się okazać, że pracowałem za 5, czy 6 złotych za godzinę po odjęciu wszystkich kosztów.

Agnieszka: No tak…

Michał: Więc to też jest bardzo istotne, żeby myśleć nad takimi aspektami jak kwestie księgowe, kwestie wyceny swojej pracy, kwestia ile czasu mi to zajmie, czy będzie mnie to kręcić – dużo, dużo myślenia na początku.

Agnieszka: To jeszcze powiedz na sam koniec, gdzie Cię można znaleźć?

Michał: Przede wszystkim można mnie znaleźć na moim blogu, to jest moje centrum: GeekWork, a stąd wychodzą różnego rodzaju gałęzie do social media. Na Facebooku, na Instagramie udzielam się dosyć regularnie, oprócz tego oczywiście na moim podkaście na iTunes: GeekCast i SaveSEO, czyli mój produkt inwestycyjny, czyli narzędzie do kontrolowania pracy agencji SEO.

Agnieszka: Ja tylko dodam, że w notatkach do tego odcinka podkastu na Tosieoplaca.pl będą oczywiście wszystkie linki do miejsc, które wymieniłeś. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę, myślę, że dla słuchaczy była też inspirująca i sporo ciekawych tematów do przemyśleń można sobie z tej rozmowy wynotować. Bardzo dziękuję za rozmowę.

M: Dzięki! Niezmiennie będę się udzielał w komentarzach, a jeżeli ktoś ma jakieś pytania bezpośrednio to zapraszam na michal@geekwork.pl.

Agnieszka: Świetnie, dzięki wielkie!

 

I tu jeszcze raz ja, wracam na chwilkę, żeby powtórzyć to, co powiedział Michał pod koniec naszej rozmowy, bo to wydaje mi się, że jest niezmiernie ważne. Jeżeli chcesz, żeby freelance był Twoim stałym źródłem dochodu i to tak naprawdę niezłego dochodu, to musisz przede wszystkim myśleć, szukać swojej niszy, musisz tą niszę zapełnić. Nawiązuje to trochę do poprzedniego odcinka podkastu – jeżeli znajdziesz swoją niszę, jeżeli przedstawisz swój produkt lub ofertę inaczej niż przedstawia to konkurencja, to tak naprawdę tej konkurencji nie musisz się obawiać, nie musisz się obawiać wojny cenowej. Dlatego takie ważne jest właśnie, żeby planować nie tylko to, co będziemy robić w tym tygodniu bądź miesiącu, ale też planować to jak będziemy się rozwijać, pracować nad tą swoją marką i swoją produktem, usługą za rok, za dwa i tak naprawdę myśleć o tym, jak skalować swój biznes. Zamiast zamieniać czas na pieniądze to robić coś, żeby ten biznes rósł i przynosił nam coraz większe pieniądze. O tym jeszcze będziemy mówić w następnych odcinkach.

Natomiast na stronie To się opłaca!, w zakładce Podkast znajdziesz spis wszystkich odcinków podkastu i link do transkrypcji najnowszego odcinka, czyli zapisu naszej rozmowy. Są tam też linki do bloga Michała i miejsc, o których Michał wspominał, także zapraszam do odwiedzenia. Dzisiaj dziękuję za uwagę, do usłyszenia następnym razem!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz