Co wspólnego z mobilizacją ma metoda kija i marchewki, czy da się pracować, oglądając seriale, czy można (i warto) łączyć pracę z obowiązkami domowymi? O tym w najnowszym odcinku podkastu.

Jak się motywować do pracy w domu?

Posłuchaj tego odcinka podkastu:

Podkast dostępny też tutaj:

Obejrzyj w YT:

Wersja do poczytania:

Dzień dobry, tu Agnieszka Skupieńska i kolejny odcinek podkastu „To się opłaca!”. Jeżeli chcesz się czegoś dowiedzieć o pracy w domu to jesteś w dobrym miejscu, ponieważ dzisiaj będę mówić o tym, jak się zmobilizować do pracy w domu, czy to jest bardzo trudne, jakie ja mam sposoby właśnie na taką mobilizację.

Jeżeli czytałeś moja książkę „Zostań freelancerem” to myślę, że sporo tych metod już znasz, sporo może już wykorzystałeś. Jeżeli tej książki nie czytałeś albo czytałeś ją dawno, to zapraszam Cię do posłuchania, bo nigdy nie za wiele sposobów na mobilizację. Warto sobie od czasu do czasu przypomnieć, jak się mobilizować do pracy w domu, jak sobie tę pracę zorganizować, żeby szła sprawnie, nie męczyła i była samą przyjemnością.

Dzienna rutyna

Pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić, żeby pracować w domu efektywnie i żeby Ci się to nie wymykało z rąk, jest ustalenie dziennej rutyny. Tak samo jak wychodzisz do pracy etatowej, zawsze wychodzisz o ustalonej porze, zawsze Twój poranek wygląda tak samo – wstajesz, myjesz się, jesz śniadanie, czy wychodzisz z psem, po bułki, robisz sobie coś do pracy, ubierasz się itd. Tak samo powinna być ustalona dzienna rutyna jeżeli pracujesz w domu. Nie mówię o tym, żeby wstawać o tej samej porze codziennie, czy wstawać z budzikiem, bo może nie każdy ma na to ochotę. Zresztą po to pracujemy w domu, żeby sobie wstawać o której godzinie chcemy, ale taką dzienną rutynę dobrze jest sobie ustalić i tę pracę w domu, obowiązki zawodowe w tę dzienną rutynę sobie wpisać.

Ja mam taką dzienną rutynę, że wstaję rano, jem śniadanie, myję się i zaraz potem siadam do pracy i nic już nie kombinuję, nie robię nic innego, nie wstawiam prania, nie gotuję, nie sprzątam itd. Praca jest pierwszą poważną rzeczą, którą się od rana zajmuję i jest to coś, co zdecydowanie pomaga mi się mobilizować. Wiem, że jest jakaś kolej rzeczy, jest śniadanie, potem ubieranie się, mycie i nie mam więcej nic do roboty i siadam do pracy. Taka dzienna rutyna bardzo pomaga w pracy i zachęcam Cię do tego, żebyś sobie taką dzienną rutynę wprowadził, żebyś się do tego przyzwyczaił, żebyś miał po prostu taki nawyk siadania do pracy o określonej porze.

Ubieranie się do pracy

To jest, moim zdaniem, druga rzecz bardzo, bardzo ważna, bo nie wiem jak Ty, ale ja jak jestem za długo w piżamie to czuję się chora, czuję się jakbym jeszcze tak dokładnie nie wstała, jestem rozlazła, rozespana i mój mózg nie pracuje na takich obrotach, jak powinien. Dopiero jak się ubiorę to czuję, że mam już tę pobudkę za sobą, że mogę działać, że jestem już do tego przygotowana i z tego powodu ubieranie się jest bardzo ważne. Dlatego też nigdy nie pracuję w piżamie i zawsze zanim się zabiorę do pracy to się ubieram.

Nie mówię, żeby się ubierać bardzo elegancko, żeby się malować do pracy, ale z drugiej strony to też zależy od tego jak pracujemy, z kim, ile tej pracy poświęcamy czasu. Po pierwsze: jeżeli pracujemy w domu sami, jesteśmy w nim sami, nikt nas nie widzi i nie zobaczy przez cały dzień, bo w ogóle mieszkamy sami to OK. Może to nie jest takie ważne, żeby się specjalnie ładnie ubrać. Ale! Jeżeli mamy męża, żonę, dzieci, mamy kogoś innego w domu z kim mieszkamy, współlokatora albo inne osoby z rodziny, to ważne jest, żeby ta osoba nie widziała nas w łachmanach całymi dniami, zwłaszcza jeżeli jest to nasz współmałżonek – bo pomyślmy sobie – czy my byśmy chcieli naszą drugą połowę widywać w rozlazłych ciuchach? Ja bym nie chciała, żeby moja druga połowa chodziła tak ubrana.

I to jest pierwszy powód, dla którego uważam, że powinniśmy się w domu – nawet jeżeli pracujemy tylko w domu, sami – ubierać jakoś przyzwoicie.
A drugi powód jest taki: pomyśl sobie, że na pracy w domu spędzasz większość część dnia, a co za tym idzie, spędzasz większą część tygodnia. Ja spędzam na pracy 5 dni w tygodniu, myślę, że wielu freelancerów pracuje w ten sposób, poświęcamy pracy kilkadziesiąt godzin w tygodniu, większą część tygodnia, miesiąca i roku.
Czy chciałbyś przez większość część roku chodzić w łachmanach, w takich ubraniach, w których nikomu byś się nie pokazał – które są wyciągnięte, sprane, właściwie nadają się tylko do wyrzucenia? Pomyśl sobie: mamy jedno życie, mamy czas, który możemy wykorzystać i przez większość tego czasu chodzimy ubrani byle jak. Nie jest to chyba zachęcające, ja nie chciałabym przez większość swojego czasu chodzić byle jak ubrana i dlatego też, mimo że pracuję w domu, staram się jakoś tam wyglądać. Nie są to ciuchy z najnowszej kolekcji, ale nie noszę podziurawionych i nadających się tylko do wyrzucenia rzeczy, tylko noszę rzeczy, w których czuję się po prostu dobrze.

Ubieranie też pomaga zmobilizować się do pracy. Kiedy jesteśmy ubrani, uczesani, kobiety lubią się umalować –  kiedy jesteśmy umalowane – czujemy się OK, czujemy, że teraz jesteśmy w pracy, teraz nasz mózg pracuje i skupiamy się wyłącznie na obowiązkach służbowych.

Stałe godziny pracy

Trzecia rzecz jeżeli pracujemy w domu to jest ustalenie sobie stałych godzin pracy.
To jest znacznie łatwiejsze jeżeli mamy kogoś, kto pracuje poza domem albo mamy dzieci, które trzeba odprowadzić do przedszkola. Odprowadzamy te dzieci do przedszkola, do szkoły, wracamy do domu i mamy dla siebie ileś godzin, dopóki te dzieci ze szkoły, przedszkola nie wrócą albo nie trzeba będzie ugotować obiadu. Tak samo jeżeli mamy męża czy żonę, która pracuje poza domem i wychodzi o jakiejś godzinie, wraca o jakiejś godzinie – ten czas między wyjściem, a powrotem to jest nasz czas pracy. Też nasz czas pracy, tak samo jak jej, czy jego czas pracy. To jest taka sytuacja idealna. Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli pracujemy sami albo osoba, z którą mieszkamy też pracuje w domu, tak jak jest to u mnie, to warto jest ustalić sobie stałe godziny pracy, że będziemy pracować „od – do”, np. od rana do 16-stej, czy od 10-tej do 20-tej.

Warto też ustalić sobie stałe dni pracy, żebyśmy wiedzieli, że jest dzień pracy i jest dzień odpoczynku, że w sobotę ja nie muszę pracować, bo jest sobota. Nie muszę pracować w niedzielę, bo to jest mój dzień odpoczynku. Ale za to pracuję w tygodniu i kiedy przychodzi poniedziałek to ja nie szukam wymówek w stylu: „A może dzisiaj coś posprzątam, coś ugotuję, może to, może tamto, a może pójdę na zakupy”, tylko wiem, że dzisiaj jest poniedziałek, to jest dzień pracy – to moja rutyna. To mi pomaga się mobilizować do pracy. Przychodzi dzień pracy i ja po prostu pracuję. Przychodzi dzień odpoczynku to nie pracuję. Niby to jest proste i oczywiste, ale kiedy pracuje się w domu to mamy taką pokusę, że: „A dzisiaj nie muszę pracować, mogę pracować, kiedy chcę” – czasami się okazuje, że właściwie nie pracujemy nigdy i to się tak rozłazi. Tak więc ustalenie godzin i dni pracy bardzo tutaj pomaga.

Miejsce pracy

To kolejna rzecz, o której warto pamiętać, żeby sobie ustalić to miejsca na stałe. Nie wszyscy mogą, nie w każdym przypadku to się sprawdza, bo na przykład ktoś pracuje z klientami i musi się z nimi spotykać na mieście. Wiadomo, że nie zawsze możemy sobie to miejsce pracy ustalić. Zresztą nie każdemu jest to potrzebne.
W moim odczuciu idealnie byłoby mieć taki specjalny pokój, pomieszczenie przeznaczone tylko na pracę. Ja niestety nie mam takiego pomieszczenia, bo mam dwa pokoje w domu i muszę z nich korzystać i do pracy i do odpoczynku i we wszystkich innych celach, ale mam ustalone stałe miejsce, w którym mam zawsze komputer, biurko – po prostu miejsce pracy. I tak jak mamy miejsce pracy w biurze, w którym pracujemy, czy na innym etatowym stanowisku, tak samo powinniśmy mieć stałe miejsce pracy w domu. Tak powinniśmy móc usiąść i zajmować się tylko pracą, a nie wszystkim co jest dookoła. To też pomaga w mobilizacji, bo wiem, że mam to miejsce, ono na mnie czeka, jeżeli nie usiądę to ono nadal na mnie czeka, będzie takim wyrzutem sumienia.

Lista zadań

Kolejna rzecz, którą warto zrobić, jeżeli mamy problemy z mobilizacją, to jest lista zadań. Zresztą lista zadań w ogóle pomaga w ogarnięciu, organizowaniu pracy w domu, bo warto sobie zawsze przygotowywać albo zadania na cały dzień, albo na tydzień, albo nawet w dłuższym ujęciu czasowym. Ja zawsze robię tak, że zaczynam te zadania od najtrudniejszej rzeczy. Jeżeli mam bardzo dużą rzecz do zrobienia danego dnia to zawsze ją biorę na pierwszy ogień. Czasami jak mam dużo takich pierdół to zaczynam od tej, która mi zajmuje najmniej czasu – wtedy sobie szybko ją wykreślam i widzę, że na tej liście jest coraz mniej rzeczy.

Rano na liście było 9 rzeczy, a teraz już mam 6, bo już 3 drobne zrobiłam. I to mnie mobilizuje, motywuje, żeby dalej się tą pracą zajmować. Wykreślanie to jest fajna rzecz, polecam Ci, żeby robić te listy i to wykreślać. Ja czasami robię sobie listy w Trello albo google kalendarzu, bo to jest też wygodne, że mogę sobie dodać do listy przez komórkę. Ale u mnie nie do końca to działa, bo ja sobie potem z tego Trello, jak już coś zrobiłam, to archiwizuję i mi to znika i nie widzę, że to już zrobiłam. Więc nie ma takiego mobilizującego czynnika, że widzę, że już się z czymś uporałam i to jest na mojej liście skreślone i jestem już do przodu. Dlatego ja wolę listy papierowe, ale Ty sobie zapisuj swoje zadania w takiej formie, w jakiej chcesz, w jakiej Ci jest wygodniej.

To jest takich 5 podstawowych sposobów na mobilizację do pracy, czyli: ustalenie dziennej rutyny, ubieranie się do pracy, wyznaczenie sobie stałych godzin i dni, w których pracuję i nie pracuję, ustalenie w domu stałego miejsca, w którym jestem  w pracy i tworzenie list zadań, które mi wyznaczają co ja mam do zrobienia.

Czasami jest tak, że ta praca idzie łatwo, że chce się pracować i wszystko idzie łatwo. A czasami niestety nie chce się pracować. Co wtedy zrobić? Jak się zmobilizować?

Metoda kija i marchewki

Na mnie działa na przykład metoda kija i marchewki: kija, czyli takiej trochę kary, czegoś, co nam nad głową wisi. Dla mnie na przykład takim kijem są terminy. Staram się zawsze te terminy ustalać w sposób dość konkretny. Lepiej mi się mobilizuje, jeżeli mam wyznaczone, że tekst do klienta mam wysłać w środę, a nie w środku tygodnia, bo jeżeli sobie wyznaczę, że w środku tygodnia to oczywiście jestem elastyczna w tym temacie, ale też zawsze sobie tak myślę: A, środek tygodnia to jest wtorek, to jest środa, ale jak mu wyślę w czwartek to też może przy odrobinie dobrej woli uznać, że to jest środek tygodnia.Takie coś działa na mnie trochę demobilizująco, bo zawsze mogę sobie to przekładać.

Natomiast wyznaczanie konkretnych terminów na konkretne dni zawsze jest dla mnie większą motywacją, by tego terminu się jednak trzymać.

Metoda kija i marchewki to także marchewka i czasami mam tak, że potrzebuję jakiejś nagrody, bo jeżeli mam do zrobienia coś, czego wyjątkowo nie lubię to wyznaczam sobie taką nagrodę. I u mnie świetnie działa, jeżeli tą nagrodą jest na przykład to, że zrobię tego dnia tylko tą jedną rzecz. Oczywiście, jeżeli jest coś długiego i to mi zajmie cały dzień, to ta nagroda nie jest jakaś wielka, bo i tak bym więcej nic nie zrobiła. Ale jeżeli jest to rzecz, która zajmie mi, powiedzmy 2 godziny, a strasznie tego nie lubię robić i strasznie nie chce mi się za to zabierać to sobie mówię: OK, dobra, dzisiaj mam taką trudną rzecz, ona mi zajmie 2 godziny, ale po tym 2 godzinach ja sobie biorę wolne. To jest świetna marchewka, która na mnie bardzo dobrze działa. Inna rzecz, którą możesz sobie wyznaczyć na nagrodę to jest po prostu coś, co lubisz. Ja lubię oglądać seriale i sobie wyznaczam, że jeżeli zrobię „to coś”, to potem sobie obejrzę odcinek. Albo kupię sobie jakieś ciastko, które lubię albo sprawię sobie jakąś inną przyjemność, bo uporałam się ze zleceniem, za które w ogóle nie chciało mi się zabierać.

Łączenie przyjemnego z pożytecznym

Czasami jest tak, że niektóre zlecenia wymagają bardzo dużo naszej uwagi, skupienia, ale czasami jest tak, że nie trzeba się tak bardzo skupiać. Na przykład mamy do posegregowania dokumenty i nie musimy tej czynności poświęcać dużo uwagi, możemy sobie na przykład włączyć coś w telewizji. Wtedy łączymy przyjemne, czyli oglądanie ulubionego serialu z pożytecznym, czyli pracą. To też czasami jest sposób na mobilizację – kiedy nie chce mi się pracować to sobie w ten sposób radzę.

Robić mniej istotne zadania

Czasami jeszcze staram się popychać do przodu te zadania, które nie są tak bardzo istotne. To znaczy, żeby trochę się oszukać, że jednak coś robię, a nie tracę czas, to zabieram się za zadania, które mogłyby poczekać, ale też je kiedyś trzeba zrobić. Na przykład segregowanie dokumentów, czy zmienianie czegoś w wyglądzie bloga, czy spisywanie pomysłów, które potrzebuję spisać. To nie jest jakaś taka praca, którą muszę zrobić na konkretny termin, ale kiedy nie chcę mi się robić nic innego, nie mam motywacji do pracy, to zabieram się właśnie do takiej pracy. I mój mózg, chcąc nie chcąc, przestawia się wtedy na tryb pracy.

Czasami nie mam takich intencji, że zabiorę się za takie rzeczy, które są niepotrzebne, a potem się wezmę za lepsze, ale mózg sam się nastraja – OK, zrobiłam już te pierdoły, które miałam do zrobienia, to może jeszcze napiszę ten tekst do klienta, będę miała to z głowy. To się samo dzieje, nie jest to sposób, który ja sobie planuję, że tak zrobię, ale to samo się tak dzieje, że popycham do przodu nieistotne zadania, a potem się wciągam w pracę, robię to, co nawet początkowo planowałam odpuścić. To też jest fajna metoda i warto ją wypróbować.

Zacznij działać!

Moja kolejna metoda: zabieram się do pracy zanim się zastanowię, że mi się nie chcę. Nie wiem, czy znacie film „Madagaskar” i króla Juliana. Kiedyś powiedział on taką kwestię: „Szybko, szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!” I ja czasami właśnie tak się staram działać. Czasami nie chcę mi się pracować, ale wiem, że jak zacznę kontemplować i myśleć: „Przecież mi się nie chcę/ to jest takie trudne/ dzisiaj jest taki dzień, jest tak szaro/ nie mam ochoty” to na pewno już nic nie zrobię. No więc zabieram się do pracy szybko, zanim mi się przypomni, że mi się nie chcę. I wtedy już jakaś część pracy jest zrobiona, więc ją popycham do przodu i to jakoś działa.

Kasa

Nie ma lepszej motywacji do pracy niż kasa. Ja się staram przyjmować takie zlecenia, które po prostu pozwalają mi sporo zarobić. Nie biorę zleceń, które są za małe pieniądze, w tej chwili mogę sobie na to pozwolić. Jeżeli mi się absolutnie czegoś nie chce robić to sobie myślę – ile ja na tym zarobię. Przeliczam sobie tę kasę, którą zarobię na godziny, które musiałabym przepracować, na przykład u mojego poprzedniego pracodawcy albo na jakiejś pracy biurowej za średnią krajową, czy jakąś mniejszą kasę i sobie wtedy myślę – ile musiałabym przepracować godzin, żeby zarobić tyle, ile ja zarobię na tym zleceniu. Uwierzcie mi, że to jest świetną motywacją, bo od razu Ci się przypomina, że musiałabym na to pracować dwa dni, a tutaj popracuję 2 godziny i zarobię tyle samo kasy. To jest też dla mnie coś naprawdę motywującego i jeżeli szukasz motywacji to spróbuj ten sposób u siebie zastosować.

Biorę sobie wolne

A jak już mi się tak faktycznie bardzo, bardzo nie chce, jest taki kiepski dzień, a za oknem jest szaro, beznadziejnie, a ja mam coś trudnego do zrobienia, nie mam terminu, który by mnie gonił, nie mam bata nad głową to sobie po prostu odpuszczam.

Rzadko jest tak, że to jest taki dzień zupełnie wolny, że chodzę sobie z kąta w kąt. Przeważnie biorę sobie książkę, która czasami jest, czasami nie jest rozwojowa, czasami coś ogarniam w domu. Przeważnie wtedy nie mam takiego dnia zmarnowanego i poczucia, że cały dzień nic nie zrobiłam, tylko po prostu robię sobie te rzeczy, które i tak musiałabym zrobić tylko akurat nie w czasie dnia pracy. Po prostu sobie odpuszczam, robię dzień wolny. Po to jestem freelancerką, żeby sobie móc zrobić wolne, kiedy mam na to ochotę.

Praca w domu a domowe obowiązki

Jeszcze przy temacie motywacji, mobilizacji do pracy chciałabym wspomnieć, czy w czasie pracy zajmować się domowymi obowiązkami. To jest dość często problem kobiet pracujących w domu, że w domu mamy mnóstwo domowych obowiązków, takich drobnych jak sprzątanie, pranie, odkurzanie, jak gotowanie obiadu itd. Jak to zrobić? Czy w czasie, który mamy przeznaczony na pracę możemy zajmować się tymi domowymi obowiązkami?

Tu są różne teorie. Niektórzy twierdzą, że absolutnie nie, że to jest Twój czas na pracę i w tym czasie przez kilka godzin nie zajmuj się domowymi obowiązkami.

A ja mam do tego trochę inne podejście, ponieważ moja praca wymaga tego, żeby sobie raz na jakiś czas robić przerwy, bo po godzinie pracy przy komputerze powinniśmy sobie zrobić przerwę. Więc ja czasami nie robię po godzinie albo półtorej i już tak mi głowa paruje, że muszę sobie zrobić przerwę, zrobić coś innego i wtedy akurat fajnym sposobem na przerwę są domowe obowiązki, ale tylko takie, które zajmują kilka, kilkanaście minut – na przykład wstawienie prania, czy zdjęcie prania, przejechanie odkurzaczem, wyjście do sklepu po coś na drugie śniadanie, wstawienie jedzenia do gotowania, mięsa do marynaty. I w momencie, kiedy te zadania trwają kilkanaście minut i mogą być przerwą to OK, możemy je włączyć w nasz tryb pracy. Ale nie możemy dopuścić do takiej sytuacji, kiedy w czasie pracy zaczynamy zajmować się obowiązkami domowymi i one trwają kilkadziesiąt minut, kilka godzin i zapominamy o tej pracy. Te obowiązki domowe mogą być wplecione w czas pracy, ale one muszą być właśnie takimi przerywnikami. Chyba że jesteś taką osobą, która umie sobie zrobić godzinę czy dwie przerwy, zająć się w te dwie godziny obowiązkami domowymi, a potem się zabrać do pracy. Znam takie osoby – mój Tomek umie tak pracować, że pracuje, pracuje, pracuje, potem jest czas na obiad, na spacer z psem, na załatwiania spraw, a później przychodzi do domu, siada i dalej może pracować. Ja tak nie bardzo umiem zrobić, ale wiem, że są takie osoby, które to potrafią. Jeżeli umiesz to spokojnie możesz sobie te obowiązki domowe wpleść gdzieś w ten swój rytm dnia, w swoją rutynę. Wszystko jest dla ludzi, Ty jesteś freelancerem po to, żeby ustalać sobie ten dzień pracy tak jak chcesz i to, że jesteś w pracy nie znaczy, że absolutnie nie możesz tknąć żadnego żelazka, czy odkurzacza i odwrotnie – to, że jesteś w pracy to nie znaczy, że musisz w tej pracy siedzieć całymi dniami, możesz sobie zrobić przerwę i wolne.

Jak widzisz mobilizacja do pracy w domu nie jest wcale taka trudna jak mogłoby się wydawać. Ja mam w tym temacie duże doświadczenie, bo pracuję tak już od ładnych paru lat, wiec uwierz mi – da się tak zrobić, żeby zmobilizować się do pracy w domu i żeby ta praca w domu stałą się rutyną, żeby nie zawalać terminów, żeby po prostu pracować dzień w dzień i zarabiać tak jak na etacie albo nawet lepiej niż na etacie.

Jeżeli masz jakieś pytania związane, czy to z mobilizacją w pracy w domu, czy też z jakimiś innymi tematami związanymi z pracą w domu to po pierwsze możesz do mnie napisać, zachęcam do tego: aga@tosieoplaca.pl – to jest adres mailowy, który czeka na Wasze pytania.

Dzisiaj dziękuję Ci za uwagę i do usłyszenia za tydzień.