Ludzie, którzy wypowiadają się na temat sensowności obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych często hołdują chyba zasadzie „nie znam się, to się wypowiem”.

Często słyszę od różnych ludzi, którzy mają w pracy wykupione dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, że płacenie składek ZUS jest bez sensu. Że i tak nie korzystają z publicznej służby zdrowia, tylko kiedy trzeba iść do lekarza, idą prywatnie.

To samo powtarzają często niektórzy przedsiębiorcy – po co te składki ZUS, przecież jak przyjdzie co do czego, to i tak chodzę prywatnie do lekarza. Kto by chodził do państwowej przychodni, przecież terminy na wizytę do specjalisty są dopiero na 2017 rok!

Przeciwnicy obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego liczą, ile mogliby zaoszczędzić – 279,41 zł płacone co miesiąc (tyle w 2015 zł wynosi składka zdrowotna) to spora kwota. To przynajmniej kilka wizyt lekarskich w prywatnym gabinecie, a przecież mało kto choruje aż tak, żeby chodzić co miesiąc kilka razy do różnych lekarzy.

Ty też uważasz, że płacenie składki zdrowotnej jest bez sensu, bo masz dodatkowe ubezpieczenie od pracodawcy w jakimś Zdrowomedzie, czy innym -medzie? Pozwól, że się z Tobą nie zgodzę.

Zanim jednak przejdę do rzeczy, chciałabym Cię zaprosić do dołączenia do mojej grupy na Facebooku. To grupa dla wszystkich, którzy interesują się biznesem online, zarabianiem przez internet, czy to w programach partnerskich, czy poprzez sprzedaż swoich produktów czy usług – na wszystkie możliwe sposoby. To grupa, w której chodzi o wymianę poglądów i doświadczeń, a nie spamerską reklamę swoich linków partnerskich, jak to ma miejsce w innych grupach o tej tematyce. Dołącz do grupy: Biznes online – wsparcie, motywacja, inspiracje.

Dlaczego nie oburzam się na płacenie składki zdrowotnej

Żeby nie opowiadać bzdur (tak, moim zdaniem to bzdury!) o tym, że obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne to zło, że jest niepotrzebne, bo i tak korzysta się z prywatnych lekarzy, trzeba wiedzieć, co tak naprawdę zapewnia nam ZUS, jeśli płacimy składkę.

  • wizyty w gabinetach lekarskich. Ok, możesz zżymać się na terminy i twierdzić, że nie chodzisz do państwowych przychodni. Ale czy na pewno nigdy z nich nie korzystałeś? Czy po każde L4 chodzisz do prywatnego gabinetu, czy do lekarza rodzinnego chodzisz zawsze prywatnie, czy dziecko z gorączką zaprowadzasz do prywatnego gabinetu?
  • badania laboratoryjne. Czy zawsze wszystkie badania wykonujesz prywatnie? A gdy oddajesz krew jako honorowy krwiodawca, robisz to w swoim „-medzie” czy w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa?
  • wizyty na ostrych dyżurach w szpitalach – dziecko Ci gorączkuje w środku nocy. Jaka jest Twoja pierwsza myśl: „jedźmy do -medu” czy „jedźmy do szpitala”?
  • wizyty karetki – po kogo zadzwoniłbyś w nagłym przypadku (wypadek samochodowy, zawał, zasłabnięcie) – po swój „-med” czy po karetkę?
  • tańsze leki – czy jeśli lekarz z Twojego „-medu” wypisuje Ci receptę, to pyta o pesel i adres? Jeśli pyta, to znaczy, że korzystasz ze zniżki na leki, którą to zniżkę masz dzięki opłacaniu składek ZUS.
  • operacje w szpitalach. Nie każdy jest świadomy, ile kosztują operacje. Za usunięcie kamieni nerkowych NFZ oddaje szpitalowi 1000 zł, za operację po złamaniu kości udowej – 4500 zł, za wycięcie wyrostka robaczkowego – nawet 3600 zł (źródło). Naprawdę uważasz, że bez opłacania składki zdrowotnej mógłbyś sam sfinansować taką operację, gdyby okazało się, że jest konieczna i trzeba ją przeprowadzić za dwa tygodnie?

Jeszcze trzy lata temu też wydawało mi się, że nie muszę wcale korzystać z ubezpieczenia zdrowotnego. Jako dziecko prawie nie chorowałam, a do lekarzy, do których chodzi się na okresowe wizyty (dentysta, ginekolog) i tak przeważnie chodziłam prywatnie. Ale miałam ubezpieczenie, więc kiedyś poszłam do dermatologa z problemami z cerą. Po kilku wizytach i nieskutecznych próbach leczenia zlecono mi badania krwi. Potem kolejne. Potem wizytę u specjalisty (hepatolog), bo okazało się, że moje wyniki są kiepskie. Hepatolog zlecił kolejne badania, potem skierował do szpitala. Tam znowu badania (biopsja, potem elastografia). W ciągu jednego roku byłam w szpitalu jeszcze dwa razy – drugi raz na badaniach wątroby, a potem na operacji – tym razem operacja jajników, a konkretnie wycięcia guza. A po operacji jeszcze sporo leków. Jakie było moje zdziwienie, gdy za trzy opakowania przepisanych leków zapłaciłam ok. 10 zł, podczas gdy każde z nich miało naklejkę z ceną: 197 zł!

Sytuacja z wątrobą jest taka, że zdiagnozowano u mnie chorobę autoimmunologiczną, która wymaga przyjmowania leków do końca życia. Wymaga też regularnych wizyt i badań kontrolnych. Średnio co 2 miesiące chodzę więc na wizytę do ordynatora szpitala (państwowo, a jakże – prywatnie ten lekarz bierze 150 czy 180 zł za wizytę) i za każdym razem badają mi krew (też rzecz jasna na NFZ).

Ile pieniędzy musiałabym wydać, gdybym była tylko ubezpieczona w jakimś „-medzie”? Na wizyty pewnie nic, ale już operacji usunięcia torbieli z jajnika nie ma nawet w najdroższym pakiecie Enelmedu, więc pewnie i tak musiałabym to zrobić w państwowym szpitalu. A leki? Siedmiomiesięczna kuracja lekami za ok. 200 zł za opakowanie (jedno na miesiąc), to 1400 zł. A to był tylko jeden z leków, które przyjmowałam po operacji. Do tego dochodzą leki na wątrobę, które będę przyjmować do końca życia.

Można się spierać, że nie każdy jest chory i są ludzie zdrowi, którym wystarczy opieka w takim „-medzie”. Tyle tylko, że nawet najdroższe pakiety, kosztujące 200-300 zł nie obejmują wszystkiego. A nawet jeśli wydaje Ci się, że jesteś zdrowy (lub naprawdę teraz jesteś), może się okazać, że za jakiś czas Ty lub Twoje dzieci będą potrzebowały leczenia, szpitala, karetki, refundowanych leków – i wtedy ubezpieczenie zdrowotne, to państwowe, będzie konieczne. Przypomnij sobie o tym, kiedy będziesz opowiadał bzdury o tym, że obowiązkowe ubezpieczenie jest Ci niepotrzebne, bo i tak korzystasz z „-medu”.

Ubezpieczenie a umowa o dzieło

To, z czym często stykają się freelancerzy pracujący na umowę o dzieło to brak ubezpieczenia zdrowotnego. Jeśli nie mamy etatu ani umowy zlecenie i nikt nie odprowadza za nas składek, dobrze by było dobrowolnie zgłosić się do ubezpieczenia zdrowotnego. Można to zrobić składając odpowiednie dokumenty w ZUS (tu znajdziesz szczegółowy informator). Obecnie wysokość dobrowolnej składki to ok. 365 zł miesięcznie. Sporo, ale z drugiej strony – to cena w pewnym sensie za spokojny sen i za świadomość, że jeśli będzie taka potrzeba, zawsze możesz iść do lekarza i kupić refundowane leki. Zresztą – płacimy przecież sporo innych, równie wysokich opłat za to, że możemy z czegoś skorzystać, ale nie musimy. W czynszu za mieszkanie sporą kwotę stanowi koszt administracji (czyli upraszczając, opłacamy instytucję, która ma obowiązek zająć się problemami, np. z cieknącym dachem, gdyby takie wystąpiły). W opłacie za prąd sporą część stanowi oplata za gotowość dostarczenia prądu, a reszta to faktyczne zużycie. Abonament za komórkę czy telewizję to też opłata za to, że możemy korzystać z TV i telefonu, a nie opłata za konkretne wykorzystanie. W przypadku ubezpieczenia zdrowotnego jest podobnie.

Dodatkowym plusem zgłoszenia się do dobrowolnego ubezpieczenia jest to, że gdy jedna osoba z rodziny ma ubezpieczenie może (i ma obowiązek) zgłosić do ubezpieczenia pozostałych członków rodziny (mąż/żona, dzieci). Czyli tak naprawdę płacisz te 365 zł i masz ubezpieczoną całą rodzinę. To chyba nie aż tak wiele. Tym bardziej, że za jakiś maksymalny pakiet usług w prywatnej przychodni też zapłacisz ponad 200 zł.

Wiem, że temat obowiązkowych ubezpieczeń to temat kontrowersyjny i nie wszyscy się ze mną zgadzają. Są tacy, którzy uważają, że ubezpieczenia nie powinny być obowiązkowe, ale dobrowolne. Ciekawa jestem, jakie jest Twoje zdanie. Jesteś prywatnie ubezpieczony, korzystasz tylko z prywatnych gabinetów czy może wyłącznie z państwowej służby zdrowia? Uważasz, że dobrowolne ubezpieczanie się w ZUS, gdy nie ma się płaconych składek, ma sens czy lepiej te same pieniądze zanosić do prywatnych przychodni?