Jak stałam się zawodową blogerką, czyli co dały mi kursy online i jak wpłynęły na mój biznes? W tym wpisie o kulisach sprzedaży kursów, łącznie z wynikami finansowymi, jakie osiągnęłam przez 10 miesięcy.

Maj 2016 roku był dla mnie bardzo gorącym okresem. Kończyłam przygotowania do premiery książki „Zostań freelancerem”, a jednocześnie zdecydowałam się na udostępnienie mojego pierwszego kursu online. Od tamtego czasu minęło 10 miesięcy, sprzedawałam 4 edycje moich kursów (trzy razy „Zacznij zarabiać na pisaniu” i raz „Własny produkt w 7 krokach”, o łącznej wartości 44 tysięcy złotych. Co mogłam zrobić lepiej, a z czego jestem zadowolona? Mam nadzieję, że ten wpis przyda się osobom, które planują uruchomienie własnych kursów online.

Zanim przejdę do konkretów, informacja dla tych, którzy czekają na start kursu „Własny produkt w 7 krokach”. Jest on już dostępny – opis kursu można zobaczyć na stronie Własny produkt – zapisy, tam też jest informacja o dostępnych pakietach. To kurs, w którym przekazuję krok po kroku wszystkie niezbędne informacje, które poprowadzą Cię od chęci zrobienia produktu do pierwszych zarobionych na własnym produkcie złotówek.

Dostępny jest on także w formie pojedynczych modułów szkoleniowych (po 47 zł każdy), w których znajduje się 5-8 konkretnych lekcji na tematy związane z opracowaniem produktu, promocją i zapleczem sprzedażowym.

Jak wyglądają moje kursy online?

Dla tych, którzy nie mieli wcześniej styczności z moimi kursami, małe wyjaśnienie. Kurs „Zacznij zarabiać na pisaniu” to taki wstęp do freelance’u. To kurs dla osób, które chciałyby zacząć zarabiać w domu, ale nie wiedzą jak, na czym, czym to się je, jak się do tego zabrać. W kursie pokazuję to krok po kroku i uczę pisania prostych tekstów. Takich, od których może zacząć każdy. Moimi kursantami są osoby po maturze, ale i po 50-tce, ludzie, którzy chcą w sieci dorobić do niedużej pensji lub emerytury. Ten kurs jest w formie lekcji tekstowych (33 lekcje), wzbogaconych o materiały audio (każda lekcja jest do czytania i słuchania) oraz wideo (kilka filmów podsumowujących lekcje). Są też materiały do pobrania.

Tak wygląda kurs „Zacznij zarabiać na pisaniu” od środka. Drugi kurs wygląda podobnie.

 

Mój drugi kurs „Własny produkt w 7 krokach” (znowu dostępny!) przyda się głównie blogerom, którzy chcą ruszyć ze sprzedażą swojego produktu. Nie tylko blogerom, ale im będzie najłatwiej. Krok po kroku opowiadam tam o wszystkich etapach pracy nad produktem, od wymyślenia produktu i konsultacji z publicznością, poprzez stworzenie go, zaplanowanie promocji jeszcze przed wypuszczeniem produktu czy promowanie go już po jego premierze. To 7 modułów, 25 lekcji, 2 materiały bonusowe. Tym razem wszystkie lekcje są do przeczytania lub obejrzenia w formie wideo. Są też checklisty i inne materiały do pobrania.

Jak długo trwa praca nad kursem online?

Nad swoimi kursami pracowałam długo. Pierwszy stworzyłam od zera w trzy tygodnie, a potem kolejne kilkanaście godzin, rozłożone w ciągu kilku dni, nagrywałam materiały audio. Kurs „Własny produkt w 7 krokach” wymagał więcej pracy, bo każdą lekcję najpierw napisałam w Wordzie, potem przełożyłam na prezentację Power Point, a potem jeszcze nagrałam filmik, w którym prezentacja jest tłem do mojego gadania. To wszystko trzeba było potem obrobić (te filmiki nie są jakoś trudne do obróbki, wycinałam im po prostu początek i koniec), wrzucić na YT (filmy) oraz na specjalną stronę w WordPressie (najpierw teksty, potem też linki do filmów). Do moich kursów przygotowuję jeszcze proste obrazki, które są okładkami lekcji lub modułów, to też kilka godzin pracy.

Zobacz, jak wygląda materiał filmowy, udostępniany w ramach kursu – to bonus do „Własny produkt w 7 krokach”, który nie wchodzi w skład żadnego płatnego modułu, jest po prostu dodatkowym filmem, taką zachętą dla wszystkich, którzy nie wiedzą, czy zdecydować się na ten produkt, czy nie. Przy okazji to całkiem sporo przydatnych informacji, jeśli akurat nie wiesz, czy znajdziesz czas na tworzenie swojego produktu:

 

A co z promocją kursów?

Samo przygotowanie kursu to jedno, ale trzeba jeszcze zająć się jego promocją. W ramach promocji kursu zawsze przygotowuję stronę sprzedażową (zobacz, jak wyglądają moje strony: Zacznij zarabiać na pisaniu i Własny produkt w 7 krokach). Każda taka strona to kolejny dzień roboty. Potem trzeba tę stronę promować – ustawić baner, odsyłający do strony gdzieś na blogu, przypomnieć na Facebooku. Przed startem kursu przygotowuję też artykuły na blog, w których wspominam o zbliżającym się starcie kursu.

Na kilka dni przed startem sprzedaży informuję o tym fakcie wszystkich, którzy zapisali się na listę osób zainteresowanych kursem. Potem wysyłam im jeszcze wiadomości kilkukrotnie – co 3-4 dni staram się na nowo przypominać o trwającej sprzedaży kursu aż do zamknięcia sprzedaży, która następowała po 10-14 dniach. O starcie sprzedaży informuję też na Facebooku, na blogu (w miarę możliwości kolejne artykuły, nawiązujące tematycznie do kursu) oraz w newsletterze, który wysyłam do wszystkich subskrybentów z bloga.

Wyniki sprzedażowe

To pierwszy wpis, w którym dzielę się wynikami sprzedażowymi jeśli chodzi o kursy. Dlaczego akurat teraz? Mocno zastanawiam się, czy ma sens dalsza sprzedaż tych produktów w takim modelu jak dotychczas, czyli w okienkach sprzedażowych. Lubię testować różne rozwiązania, więc zdecydowałam, że czas na zmianę i udostępnienie kursów w stałej sprzedaży. Chcę, by ktoś, kto zastanawia się nad tym, jak można zarabiać w domu i trafi na mój blog, od razu mógł kupić kurs, bez czekania na kolejną edycję. Zobaczymy, jak wyjdę na tej zmianie.

Zaczynam od udostępnienia w stałej sprzedaży kursu „Własny produkt w 7 krokach”. Oprócz tego, że jest on dostępny jako całość, zdecydowałam się także podzielić go na mniejsze moduły i sprzedawać je pojedynczo. Wiem, że nie zawsze wszystkie moduły z kursu są każdemu potrzebne, więc teraz można sobie wybrać, który moduł kupić i nauczyć tylko promocji albo tylko opracowania koncepcji produktu. Zobacz, jak to wygląda na stronie.

We wstępie napisałam, że przez 10 miesięcy sprzedałam kursy o wartości 44 tysięcy złotych. To przychód brutto, a nie zysk. O zysku za chwilę. Przychody rozkładały się następująco:

Kurs „Zacznij zarabiać na pisaniu”:

  • I edycja – 8242 zł
  • II edycja – 17484 zł
  • III edycja – 10781 zł

Kurs „Własny produkt w 7 krokach”

  • I edycja – 7580 zł

Muszę przy tym zaznaczyć, że jest to wartość brutto sprzedanych pakietów. W dwóch ostatnich edycjach sprzedawałam pakiety dwóch kursów, ale już nie rozdzielałam tego i nie wyliczałam, ile przychodu powinnam zapisać po stronie ZZNP a ile po stronie WP7K, bo to nie jest aż tak istotne.

Przychody przychodami, teraz czas na zyski. Żeby nie tworzyć kolejnych tabelek, od razu pokażę jak to wyglądało jeśli chodzi o liczbę sprzedanych pakietów. W tej tabelce wyraźnie widać, że mniejsza sprzedaż ZZNP w trzeciej edycji w stosunku do pierwszej nie pociągnęła za sobą mniejszych zysków – po prostu podniosłam cenę kursu.

Licząc zysk odejmowałam przede wszystkim VAT, prowizję dla partnerów (czyli osób, które sprzedawały moje kursy jako afilianci), ale nie uwzględniłam podatku dochodowego. Koszty reklamy na Facebooku są w tym przypadku niewielkie, za każdym razem było to ok. 200 zł. Koszt sklepu i prowizji związanej z płatnościami internetowymi to też ok. 200 zł przy każdej edycji.

Jak widzisz, w tabelce jest jeszcze pozycja „maili na liście” – oznacza to, że w chwili startu sprzedaży właśnie tyle osób było zapisanych na listę zainteresowanych kursem. I żadna z nich nie kupiła kursu w poprzedniej edycji (zawsze usuwam z listy tych, którzy już kupili kurs, by nie zasypywać ich zachętami do kupna). Dodam jeszcze tylko, że w bazie mailowej czytelników newslettera blogowego miałam w tym czasie od 2200 do 1600 osób (w międzyczasie trochę tę bazę odchudziłam, usuwając tych, którzy od lat nie czytają mojego newslettera).

Czy jestem zadowolona z wyników sprzedaży kursów? Przeczytaj dalej o tym, co moim zdaniem jest sukcesem, a co nie do końca uważam za swój sukces jeśli chodzi o sprzedaż kursów.

Moje sukcesy w związku ze sprzedażą kursów online

Lista mailowa

Budowanie listy mailowej na kilka miesięcy przed sprzedażą kursu pozwoliło na pierwszą sprzedaż po kilku minutach. W jednej edycji nie zdążyłam nawet zapowiedzieć sprzedaży, a już miałam pierwszą transakcję, bo ktoś czekał na wyznaczony dzień! Lista mailowa świetnie się sprawdza, nawet jeśli nie jest duża (w pierwszej edycji miałam ok. 370 adresów, przy drugim kursie do tej pory nie mam aż tylu). To są osoby, które były na tyle zainteresowane kursem, że zostawiły mi swój adres i wyraziły chęć otrzymywania informacji z nim związanych. Mogę więc bez obaw wysyłać im maile, dotyczące kursu. Część się wypisuje, ale niektórzy kupują, nawet po kilku miesiącach od zapisu na listę.

Posiadanie listy mailowej osób zainteresowanych pozwala też oszacować sprzedaż. Możemy przypuszczać, że ok. 10% osób z listy kupi kurs. Pozostali kupujący (z moich obserwacji) to osoby spoza listy mailowej.

Nawiązanie współpracy pozwoliło zwiększyć sprzedaż

Szczególnie w II edycji kursu ZZNP, która była u mnie najlepsza. Mój partner sprzedał wtedy dla mnie dodatkowe ok. 20 kursów, stąd wynik ostateczny tej edycji przeszedł moje oczekiwania. W III edycji kursu ZZNP miałam już kilku partnerów i oni także wygenerowali dla siebie prowizje od sprzedaży.

Sprzedawanie pakietów pozwoliło zwiększyć wartość koszyka

To jest mój największy sukces – w dwóch ostatnich edycjach kursów, gdy już wiedziałam, że mam do zaoferowania aż dwa kursy, zdecydowałam się na sprzedaż pakietów. Można było kupić jeden kurs, kurs z książką i e-bookiem i darmową dostawą, a także dwa kursy razem. Oczywiście ceny pakietów były atrakcyjne na tyle, żeby to się faktycznie opłacało kupującemu. W ostatniej edycji 33 osoby kupiły kurs w wersji podstawowej (za 139 zł), a aż 22 osoby w wersji z książką (za 179 zł). Średnia wartość koszka urosła ze 109,89 zł (w I edycji) do 171,13 w III edycji ZZNP (choć w pierwszej nie miałam jeszcze książki, była dopiero w fazie przygotowania).

Jeśli jednak zastanawiasz się nad wypuszczeniem własnego produktu, koniecznie zaplanuj pakiety zróżnicowane cenowo. Możesz się zdziwić, jak dużo osób jest skłonnych zapłacić więcej niż za podstawowy pakiet.

Kursy zbierają dobre opinie

Niby wiem, że daję mnóstwo dobrej wiedzy za darmo, a moje produkty też są pełne konkretów, ale wiecie, zawsze jest taki niepokój, że na kurs trafi ktoś, kto już wszystko wie i będzie niezadowolony. Na szczęście tak nie jest, rzadko zdarza się ktoś, kto na pytanie „czy poleciłbyś mój kurs znajomym” odpowiada „nie”.

Moje porażki, związane ze sprzedażą kursów online

Lista mailowa 😉

Tak, zgadza się, wpisuję ją też do kategorii porażek. Z perspektywy czasu myślę, że taka lista jest dobra przed pierwszą sprzedażą, a przy trzeciej zauważyłam, że kupujący zapisali się do niej prawie wyłącznie w okresie między II a III edycją. Co oznacza, że jeśli ktoś dopisał się do listy dawno, to coraz mniejsza szansa jest, że kupi produkt. Po roku ta osoba może być już w zupełnie innym miejscu w swoim życiu. Pomiędzy II a III edycją do listy dopisały się 224 osoby, co tłumaczy niższą sprzedaż (odstęp czasowy był spory, bo od września do marca).

Okienka sprzedażowe mogą hamować sprzedaż

To jeden z powodów, dla których chciałabym zmienić sposób sprzedaży kursów. Ich tematyka jest tak specyficzna, że mam wrażenie, że jeśli nie pozwolę klientowi na zakup „już, teraz”, gdy on zainteresuje się moimi kursami, to może się okazać, że za te kilka miesięcy mój kurs już mu nie pomoże. Nie mam pewności, że tak jest, ale chcę sprawdzić też ten drugi wariant.

Wskaźnik otwarć maili spada z czasem

Błąd, który popełniłam, to wykorzystywanie bazy osób zapisanych tylko wtedy, gdy sprzedaję kursy. Widzę, że z czasem w tej bazie jest coraz niższy wskaźnik otwarć moich maili. Może ludzie zapominają, po co się zapisali, jeśli im niczego nie wysyłam przez kilka miesięcy? Z całą pewnością nad tym trzeba popracować.

Na obrazku widać trzy wysyłki maili, w pierwszy dzień sprzedaży każdej z 3 edycji kursu „Zacznij zarabiać na pisaniu”. W pierwszej wskaźnik otwarć i kliknięć był największy, potem systematycznie spadał. Treść maila jest taka sama, więc to nie treść przesądziła o tym, że mniej osób otwierało maila za drugim i trzecim razem.

 

Reklama na FB do osób, które mnie nie znają

To się u mnie nie sprawdza, nawet reklama dobrze stargetowana nie przynosiła oszałamiających efektów, jeśli była kierowana do ludzi, którzy się nie zetknęli nigdy z moim blogiem. Zdecydowanie lepiej kierować komunikaty do tych osób, które już mnie znają.

Podsumowanie – co mi dało wprowadzenie kursów online do sprzedaży?

Mimo kilku tematów, które uznałam za porażki, jestem absolutnie zadowolona ze sprzedaży kursów na przestrzeni tych 10 miesięcy. Zysk, wygenerowany przez kursy to łącznie ponad 37 700 zł, co daje niezłą sumkę 3770 zł miesięcznie. Gdy doliczyć do tego jeszcze zyski ze sprzedaży samej książki, mogę powiedzieć, że blog To się opłaca i produkty, jakie dzięki niemu sprzedaję, stał się dla mnie solidnym źródłem utrzymania. A własne produkty dały mi luz, który pozwolił nie tylko na podniesienie cen za teksty, pisane dla klientów (nie muszę się martwić, że nie mam zleceń, wręcz przeciwnie – zrezygnowałam z nich, żeby mieć czas na projekty blogowe). Ten luz pozwolił mi też z mniejszą spinką podchodzić do propozycji współprac blogowych. Wyceniam je trochę wyżej niż kiedyś (po części dlatego, że oglądalność bloga rośnie), bez wahania odrzucam te, które aż tak mi się nie podobają. Kiedyś bym tego nie zrobiła.

Mogę powiedzieć, że dzięki kursom, a tak naprawdę dzięki własnym produktom (bo przecież sprzedaję też książkę „Zostań freelancerem”, książkę „Proste drinki” oraz zestawy barmańskie, które tak trochę są moim produktem, a trochę nie są) stać mnie na to, żeby być pełnoetatową blogerką 😉 No i dzięki Wam, czytelnikom, którzy macie do mnie zaufanie i kupujecie moje książki i kursy. Za to ostatnie serdecznie dziękuję! 🙂

Czy kursy online nie przestaną być za chwilę modne?

Jedno z pytań, jakie zadaliście mi na Facebooku, w związku z kursami, dotyczyło tego, czy to nie jest chwilowa moda, żeby brać udział w kursach online. Fakt, widzę coraz więcej kursów u różnych blogerów – czy popyt na nie będzie się utrzymywał i czy jest sens robić swój kurs? Ja myślę, że tak, choć jestem zdania, że z rynku wypadną ci, którzy robią słabe kursy. To tak jak ze szkołami – przecież nie znikają prywatne szkoły wyższe czy policealne, nie minęła moda na nie, na kursy językowe czy na kursy zawodowe. Ludzie chcą się uczyć, a uczenie się przez internet jest świetne, bo nie wymaga wychodzenia z domu. Dlatego myślę, że przed kursami online jest duża przyszłość, choć im więcej ich będzie, tym trudniej będzie przekonać ludzi, żeby kupili właśnie Twój. Z drugiej strony, jestem też przekonana, że dużo, bardzo dużo osób nie ma pojęcia, co to są kursy online i czym to się je. Ja 2 lata temu też myślałam, że takie kursy się nie sprzedadzą, a teraz jestem innego zdania. Z czasem, gdy kursów będzie więcej, świadomość będzie większa i zainteresowanie kursami też będzie (mam nadzieję) rosnąć.

Prośba do Ciebie

W ten tekst włożyłam trochę pracy i jak widzisz jest w nim mnóstwo konkretów, które mogą się przydać osobom, prowadzącym biznes online. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się nim z tymi, którzy skorzystają z zawartych tu informacji. Jak zostawisz tu komentarz, również będzie mi miło 🙂 Nie ma nic gorszego, niż opublikować artykuł, nad którym się człowiek napracował i zobaczyć, że nikt go nie komentuje 😉