Jesteś empatyczna, umiesz słuchać i chcesz przeżywać z drugą osobą jeden z najważniejszych momentów w jej życiu? Być może właśnie znalazłaś niszę dla siebie, czyli zawód douli. O to, na czym polega praca douli i jak psycholog może pracować jako freelancer, zapytałam Magdalenę Komstę.

Posłuchaj tego odcinka:

Zobacz na Youtubie:

Przeczytaj wersję tekstową

Dzień dobry, tu Agnieszka Skupieńska i kolejny odcinek podcastu „To się opłaca”. Kolejne kulisy pracy i kolejny gość. Dzisiaj moim gościem jest Magdalena Komsta z bloga Wymagające.pl. Magdalena jest psycholożką freelancerką. W tym odcinku dowiecie się jak to jest możliwe, żeby psycholog pracował jako freelancer, a także kim jest doula (to jest stosunkowo nowy zawód). Magdalena opowiedziała mi jak pracuje doula, czym się zajmuje, kto jest jej klientami i jak się z nimi rozlicza. Doul w Polsce nie ma zbyt wiele, więc jest to fajny pomysł na niszę, dla kogoś, kto chciałby pracować z kobietami. Posłuchajcie naszej rozmowy bo znajdziecie tu wiele konkretnych informacji na temat pracy psychologa-freelancera oraz pracy douli.

A: Cześć Magdo, przedstaw się proszę i powiedz czym się zajmujesz.

M: Cześć Agnieszko, dzięki za zaproszenie do Twojego podcastu, którego bardzo lubię i często słucham. Nazywam się Magdalena Komsta, jestem psycholożką, pedagożką, promotorką karmienia piersią i doulą. Pracuję z rodzicami najmłodszych dzieci – od urodzenia do 3 roku życia – oraz z parami, które się przygotowują do narodzin dziecka.

A: Jak to się stało, że zostałaś psycholożką i zainteresowałaś się tematyką okołoporodową, karmieniem piersią i właśnie opieką nad najmłodszymi dziećmi?

M: Myślę, że to historia w dwóch częściach ponieważ zdecydowałam się zostać psycholożką, gdy byłam jeszcze w liceum, a w mojej najbliższej rodzinie urodziły się dzieci – wtedy temat opieki malutkimi dziećmi był dla mnie bardzo interesujący i z tego powodu poszłam i na psychologię, i na pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną. Później pracowałam trochę w szkoleniach z nauczycielami, młodzieżą i tak naprawdę moje własne macierzyństwo otworzyło mi drogę do pierwszego pomysłu, właśnie na pracę z rodzicami malutkich dzieci. Myślę więc, że gdyby nie moje własne macierzyństwo, to moja droga wyglądałaby trochę inaczej. Tematyka okołoporodowa, związana z karmieniem piersią, ze snem, opieką nad najmłodszymi dziećmi powstała tak naprawdę z własnej potrzeby – widziałam, że w rzeczywistości nie ma zbyt wielu dobrych źródeł rzetelnych informacji i specjalistów zajmujących się małymi dziećmi w Polsce, a jest duża potrzeba ze strony rodziców, żeby zająć się tą tematyką.

A: Teraz pytanie o specyfikę Twojej pracy – ponieważ mój podcast jest dla freelancerów i o freelancerach, zatem pytanie: czy psycholog w ogóle może być freelancerem? Bo zawsze wyobrażałam sobie psychologów jako specjalistów przyjmujących w gabinetach, więc jestem ciekawa jak to wygląda w Twoim przypadku.

M: Myślę, że wiele osób wyobraża sobie psychologów jako osoby, które albo pracują w szkole czy przedszkolu, albo w poradni zdrowia psychicznego czy w innym, prywatnym czy publicznym gabinecie. Natomiast jest dość sporo psychologów, którzy pracują jako freelancerzy i łączą ze sobą różne kawałki pracy psychologicznej. U mnie na przykład jest to łączenie pracy w gabinecie, ale w bardzo małej ilości godzin z konsultacjami online, prowadzeniem warsztatów stacjonarnych oraz tworzeniem i sprzedawaniem własnych produktów online. To są różne kawałki, które ze sobą łączę. Myślę, że po prostu mam osobowość freelancera, bo nigdy nie przepracowałam jednego dnia na etacie. Od razu po studiach założyłam własną firmę, która prowadzę od ponad sześciu lat. Nigdy nie byłam związana z jakimś jednym, konkretnym miejscem, w którym bym była – zawsze miałam poczucie, że fajnie byłoby łączyć te różne kawałki po to, żeby się na przykład nie znudzić tą pracą. Myślę więc, że często jest tak, że są psychologowie, którzy są związani z jednym miejscem, a dodatkowo mają czasami różne warsztaty, szkolenia, prowadzą kursy. Ja natomiast coraz bardziej skłaniam się ku części internetowej bo widzę dużą potrzebę wśród rodziców aby ich wspierać bo nie mają dostępu do psychologa czy osoby, z którą mogliby się skonsultować w kwestii opieki nad własnym dzieckiem.

A: Rozumiem. Opowiedz teraz jak wygląda Twój tydzień czy dzień pracy.

M: Różnie to wygląda, ale zwykle jest tak, że konsultuję dwa dni w tygodniu: wtorki i czwartki. Ostatnio udało mi się dojść do takiej rutyny, bo oczywiście wyglądało to różnie. A więc dwa dni w tygodniu mam konsultacje indywidualne online – każda z takich konsultacji trwa około 90 minut i są one dosyć długie w porównaniu z konsultacjami gabinetowymi, które trwają około 50 minut. Zwykle w poniedziałki mam „home office” – przygotowuję artykuł na blog albo podcast, nowe warsztaty czy szkolenia, albo po prostu pracuję przy komputerze nad „ogarnianiem” takich rzeczy organizacyjnych, które ma każda osoba prowadząca firmę – faktury, maile itd. Bardzo często piątki i soboty lub soboty i niedziele są wyjazdowe – czyli wyjeżdżam na warsztaty, jestem zapraszana w różne miejsca w Polsce na prowadzenie szkoleń dla rodziców. Mam też teraz swoją rutynę związaną z promowaniem swoich działań w sieci. W każdy wtorek wieczorem prowadzę live’a dla rodziców na Facebooku – różne są te tematy. Poza tym przynajmniej raz w miesiącu, w środy wieczorem mam webinar – spotkania online. Niektóre z nich są płatne, inne bezpłatne, ale obowiązują na nie zapisy. Po pierwsze, jest to dla mnie promocja mojej działalności, a po drugie – jeśli są to webinary płatne – jest to dla mnie forma zarobku. Więc zwykle tak to wygląda. W niedziele nie pracuję, a przynajmniej się staram, natomiast sześć pozostałych dni w tygodniu jest zazwyczaj intensywne i tej pracy jest sporo.

A: Chciałabym jeszcze zapytać o formy promocji działalności, bo mówisz, że m.in. webinary, pewnie też blog, ale czy jeszcze też inne sposoby dotarcia do swoich potencjalnych klientów?

M: Przez te 2,5 roku odkąd prowadzę bloga to przede wszystkim blog i artykuły na niego są dla mnie formą promowania i mówienia tego, czym się zajmuję i większość ludzi trafia do mnie przez bloga.  Teraz czasem marketing szeptany, czyli to, że inne osoby, które już korzystały z kursów i warsztatów polecają mnie dalej. Od niedawna nagrywam podcast, więc jest to tez jakaś forma, ponieważ ukazuje się on na Youtubie i wiem, że bywają także osoby, które do mnie stamtąd trafiają. Dosyć aktywna jestem na Facebooku, ponieważ prowadzę własny fanpage oraz dwie grupy. Pierwsza z nich to grupa dla rodziców i tam jest ponad 9000 osób.

A: Jak się nazywa?

M: Wymagająca.pl Magdalena Komsta Grupa w duchu RB. RB czyli „Rodzicielstwo Bliskości”, to jest taki nurt, w którym pracuję. Przez długi, długi czas odpowiadałam na wszystkie pytania, które się tam pojawiały – czyli w każdym wątku udzielałam swojej eksperckiej odpowiedzi. To było przez ok. rok. Później przestało być to dla mnie czasowo wykonywalne, ale nadal jestem w tej grupie, pomagają mi moderatorki. Jest to grupa dość aktywna, w której wiele się dzieje. Ja też promuję w niej i informuję o różnych rzeczach, które prowadzę. Mam też drugą grupę, która się dopiero rozwija i jest ona nastawiona na innych odbiorców – specjalistów pracujących z malutkimi dziećmi – czyli dla innych profesjonalistów z różnych branż, którzy pracują z dziećmi i rodzicami dziećmi w wieku od urodzenia do 6 roku życia. I to jest raczej taka grupa wzajemnej pomocy, wsparcia, przekazywania sobie informacji, ale w tej grupie przekazuję również w ramach koleżeńskiej pomocy jak swój biznes, wiedzę, ekspertyzę można promować poprzez internet. Zaczęłam teraz cykl spotkań Facebook Live, na których pokazuję jak założyć własny fanpage na Facebooku, jakie elementy tam mogą być, co taki ekspert – psycholog, fizjoterapeuta czy logopeda może publikować na takiej stronie, żeby promować swoją działalność. Mam też newsletter, który jest wysyłany raz w tygodniu do osób. Obecnie jest na nim około 11 000 adresów, czyli całkiem sporo. Powoli rozkręcam się także ze swoją działalnością na Instagramie. W przyszłości chciałabym być trochę więcej na Youtubie, ale co ciekawe, warto zapytać swoją społeczność, czy będzie cię na tym Youtubie oglądać. Byłam nastawiona na nagrywanie filmów przez długi czas i prawie już kompletowałam sobie sprzęt, po czym przyszło mi do głowy, żeby zapytać ludzi o to, czy powinnam zacząć od Youtube’a, czy od nagrywania podcastów. Przeważająca liczba w mojej grupie odpowiedziała, że nie mają czasu na oglądanie filmów bo bardzo często siedzą przy telefoniem, na przykład w trakcie usypiania czy karmienia dziecka, i nie mają możliwości, aby głos był wtedy włączony, w związku z czym wolą, aby to były rzeczy do słuchania albo do czytania, nieangażujące wzroku i słuchu jednocześnie. Okazało się więc, że dla mojej grupy docelowej Youtube jako platforma nie jest najlepszym wyborem. Myślę więc, że warto o to pytać w grupie, dla której tworzymy treści i wśród której chcemy się promować. Być może dla rodziców starszych dzieci będzie to świetny pomysł, u mnie prawdopodobnie będzie on zrealizowany, ale nie jest tak super pilny.

A: Widzę, że udało Ci się zbudować cały „ekosystem” tych różnych kanałów i grup dotarcia do potencjalnych klientów, ale chciałabym zapytać Cię, jak znalazłaś pierwszych klientów? Jak to było na początku, kiedy jeszcze nie było wokół Ciebie tej społeczności. Jakie były Twoje pierwsze kroki i od czego zaczęłaś?

M: Zaczęłam od pisania artykułów na blog. Byłam bardzo zaangażowana i działo się to bardzo intensywnie, ponieważ przez pierwszy rok prowadzenia bloga pisałam dwa artykuły tygodniowo. Warto podkreślić tutaj, że nie był to blog typowo parentingowy, na którym piszę co robię i co robi moje dziecko, ponieważ moje dziecko w ogóle nie uczestniczy i nie jest osobą zaangażowaną w promocję bloga. Natomiast ja pisałam artykuły eksperckie z dziedziny, na której się znałam. I tak naprawdę to ludzie zaczęli do mnie pisać maile z pytaniami czy mogłabym im udzielić konsultacji, jak taka konsultacja mogłaby wyglądać, czy możemy się zdzwonić, umówić na Skypie. Tak więc tak naprawdę okazało się, że to ludzie pokazali mi ten moment, w którym zaczęłam być uznawana za eksperta w danej dziedzinie i to klienci przyszli do mnie. Na początku tę działalność blogową promowałam głównie poprzez grupy na Facebooku, czyli takie grupy, które były otwarte na to, aby publikować w nich linki – czasami to było raz w tygodniu. Byłam tez moderatorką na dwóch grupach tematycznych związanych z małymi dziećmi, więc tam miałam otwartość na to, żeby publikować informacje o nowych wpisach i stopniowo, efektem kuli śniegowej ta publiczność się zbierała i powiększała.

A: Chciałabym Cię teraz zapytać o działalność douli, o której wspomniałaś na początku. Czym dokładnie zajmuje się doula i jak ten zawód w Polsce się pojawił? Czy masz jakieś dane dotyczące tego, jak działalność douli tutaj wygląda?

M: Doula to kobieta – chociaż w Wielkiej Brytanii podobno mamy dwóch doulosów, w Polsce są to nadal wyłącznie kobiety. Jest to kobieta, która wspiera inne kobiety w okresie okołoporodowym. Często doula współuczestniczy w porodzie, jest asystentką i pomaga mamie rodzącej dziecko przejść przez ten poród, ale często to jest też cały proces przygotowania do porodu, uczestnictwo w porodzie i 6 tygodni połogu, w trakcie którego doula jest opiekunką, asystentką – wspiera i pomaga mamie w sposób, jaki ona sobie życzy. Pierwsza doula w Polsce została przeszkolona chyba ponad 10 lat temu i tak naprawdę od niej zaczął się cały ten ruch. W Polsce kształceniem doul zajmuje się Stowarzyszenie DOULA w Polsce i na ten moment tych doul jest ok. 170. Nie wszystkie są aktywne i biorą udział w porodach, ja na przykład jestem doulą, która się skupia na okresie przed porodem i na okresie po połogu, nie uczestniczę w porodach ze względów organizacyjnych, ale są takie doule, które skupiają się na pojedynczych momentach i takie, które towarzyszą w całym procesie rodzinie przygotowującej się na przyjście dziecka.

A: Kto się decyduje na wsparcie douli i dlaczego warto mieć przy sobie taką osobę?

M: Myślę, że zaczęłabym od badań naukowych, które wykazują, że uczestnictwo douli w porodzie zmniejsza odczuwanie bólu i ilość komplikacji okołoporodowych, poprawia samopoczucie rodzącej  i partnera lub partnerki, którzy jej towarzyszą – na przykład ułatwia karmienie piersią. Jest więc dość sporo badań naukowych, które wykazują, że uczestnictwo douli w porodzie poza wsparciem psychologicznym ma znaczenie medyczne. Myślę, że w Polsce w większych miastach często na uczestnictwo douli w porodzie decydują się osoby, które nie są do końca pewne tego, czy partner/tata dziecka będzie mógł w tym porodzie uczestniczyć, ponieważ zdarzają się często sytuacje, że tata pracuje, jest poza domem, ma delegacje i wyjazdy. Takie osoby więc wolą mieć zabezpieczenie w postaci osoby, która na 100% będzie z nimi w trakcie porodu, nawet jeśli partner nie będzie mógł dojechać. Często są to też osoby, które chcą być otoczone bliskimi, życzliwymi osobami, czyli poza partnerem chcą mieć osobę, które będą mogły wesprzeć zarówno mamę, jak i tatę. Zdarza się bowiem tak, że tatusiowie, zwłaszcza jeśli jest to pierwszy poród, nie do końca wiedzą, z czym to się będzie wiązać i potrzebują osoby, która „ogarnia” temat, która była przy porodzie i nie jest aż tak emocjonalnie zaangażowana – bo to przecież nie jej dziecko się urodzi. Potrzebują jej aby wsparła chociażby w kwestiach organizacyjnych – gdzie się wchodzi, przychodzi, jakie są procedury, co jest najpierw, co później, na co zwrócić uwagę, o co pytać i prosić personel… A więc doula jest czasem taką mediatorką i pośredniczką próśb pomiędzy rodzącą, a personelem medycznym. Warto podkreślić, że doula nie zastępuje położnej. Położna zajmuje się porodem od strony medycznej i prowadzeniem porodu,  natomiast doula zajmuje się bardziej emocjami mamy, ale też wsparciem typowo fizycznym, podaniem wody, pomasowaniem, odwracaniem uwagi, opowiadaniem różnych rzeczy, pomagamniem przy zmianie pozycji… A więc doula jest z rodzącą przez cały czas, nawet jeśli poród trwa 20 godzin, to doula jest z rodzącą 20 godzin, nie wychodzi, nie wchodzi, nie kończy się jej zmiana, jak w przypadku położnych – doula jest z mamą od samego początku do samego końca.

A: A gdy poród już się zakończy i maluch jest już na świecie to doula ma jeszcze jakieś zadania? Jak to potem wygląda?

M: Bardzo często doule odwiedzają mamę jeszcze jeden lub dwa razy w trakcie połogu, kiedy mama już wyjdzie ze szpitala – chyba że mama ma potrzebę, aby doula odwiedziła ją jeszcze  w szpitalu. Najczęściej to jest takie domknięcie całego „rytuału”, współpracy, pożegnanie się, czasami przekazanie sobie jakichś prezentów, bo często doule mają prezenty dla swoich podopiecznych. Jeśli przy okazji doula jest promotorką karmienia piersią, czy doradczynią laktacyjną, to czasami wspiera mamę w temacie laktacji. Jeśli mama ma potrzebę wsparcia fizycznego, typu „Słuchaj, czy mogłabyś mi pomóc zmienić pościel/posprzątać/wykąpać dziecko?” to doula to bardzo chętnie zrobi. Jest ona otwarta na to, jaką mama będzie miała potrzebę w czasie spotkań połogowych – czy to będzie chciała się wygadać, czy sobie popłakać, czy „ogarnąć” rzeczywistość z tym malutkim dzieckiem, czy to będzie spotkanie, na którym podsumujemy wszystko, co się działo, cały poród, pożegnamy się w miłej atmosferze i zrobimy sobie wspólne zdjęcie. To wszystko zależy, jak zwykle, od klientki.

A: Chciałabym jeszcze zapytać o koszty, bo z tego co mówisz to te usługi są bardzo zróżnicowane w zależności od potrzeb klientki, więc zastanawiam się jakby tu wycenić taką usługę. Czy to jest jak w przypadku fotografów ślubnych, którzy mają jakieś pakiety, czy tu są rozliczenia godzinowe, czy jest na to jeszcze jakiś inny pomysł?

M: Zwykle doule mają pakiety i w zależności od tego, czy ma być to wsparcie wyłącznie w formie przygotowań do porodu, czy przez cały okres okołoporodowy, to te koszty mogą być różne. Warto pamiętać o tym, że doula może uczestniczyć w jednym porodzie na raz. Czyli jeżeli umawia się z klientką, że klientka ma poród np. 10 listopada, to doula musi być dostępna fizycznie w tym miejscu na dwa tygodnie przed terminem porodu i dwa tygodnie po terminie porodu. Każda doula organizuje sobie te 4 tygodnie bo to jest czas, w którym ten poród może się zadziać i w tym czasie nie może nigdzie wyjechać ani mieć zaplanowanych działań, bo jeśli otrzyma telefon od klientki z informacją o rozpoczęciu porodu, to w ciągu dwóch godzin doula powinna znaleźć się albo w szpitalu, albo w domu klientki, jeżeli mama rodzi w domu.

A: Czyli w tym czasie nie może mieć innej klientki.

M:  Nie, nie może mieć. Jest rezerwacja tego miesiąca – to się wiąże też z innymi rzeczami: doula musi mieć zapewnioną opiekę nad własnymi dziećmi, jeśli ktoś zadzwoni o trzeciej, że właśnie rodzi, musi mieć zatankowany samochód albo numer na taksówkę, która po nią przyjedzie. Są różne organizacyjne rzeczy wokół tego – musi być oczywiście trzeźwa, nie może być na żadnej imprezie bo musi być gotowa w każdej chwili w ciągu tych czterech tygodni na to, że właśnie może się zadziać poród. Musi być wtedy skoncentrowana, spakowana ze swoim jedzeniem, piciem i rzeczami na przebranie, jeśli ten poród będzie trwał długo. Z tego powodu, oczywiście w zależności od miejsca, w którym doule pracują, koszt takie pakietu jest w granicach od 1000 złotych w górę. W przypadku doul warszawskich koszt wyniesie ok. 1500-2000 złotych, z tym że w Polsce praktycznie żadna doula nie żyje wyłącznie „doulowaniem”. Ze względu na to, że te koszty nie mogłyby być jeszcze wyższe, trudno byłoby w Polsce na ten moment znaleźć odpowiednio dużo chętnych do tego, żeby cena pakietu doulowego była jeszcze wyższa. No i jest jeszcze to ograniczenie, że jesteśmy w stanie przeciętnie uczestniczyć w jednym porodzie na miesiąc. Zatem większość doul traktuje ten zawód jako dodatkowe źródło zarobku, a w międzyczasie zajmują się innymi zajęciami – m.in. są promotorkami karmienia, prowadzą warsztaty i szkolenia, bywają doule, które są doradczyniami noszenia dzieci w chustach – czyli bardzo często zajmują się tematami okołoporodowymi, rodzicielskimi.

A: Rozumiem. Powiedz mi jeszcze jakie kursy, szkolenia i wykształcenie powinna mieć osoba, która chciałaby zostać doulą.

M: W Polsce w tym momencie mamy dwa miejsca, w których doule się szkolą. To są takie weekendowe szkolenia organizowane przez Stowarzyszenie DOULA w Polsce. One odbywają się ok. 2-3 razy w roku. Jest też roczny kurs dla doul w Poznaniu, który jest już bardzo kompleksowy i porusza wiele zagadnień. Nie ma jakichś bardzo trudnych wstępnych ograniczeń dla doul. Warto, żeby doulą była osoba, która ma już jakieś doświadczenie macierzyńskie, ale nie jest to konieczny warunek. Może doulą zostać osoba, która jeszcze nie jest mamą. Ważna jest raczej motywacja do tego dlaczego chce się „doulować”. Nie musi być to też doświadczenie zbieżne z tematyką okołorodzicielską. Można zostać doulą będąc np. księgową, nie ma obostrzeń, że musi być to zawód związany z opieką nad małymi dziećmi, matkami, czy zawód medyczny. Ważniejsze jest samo nastawienie i swoja historia, to, czy jesteśmy osobami gotowymi aby zaangażować się, wspierać, być empatyczną asystentką mamy, która będzie jej słuchała i dostosowywała do tego, co tej mamie w danym momencie pomaga.

A: Okej! Czyli empatia, umiejętność słuchania… czy są jeszcze jakieś cechy charakteru, które powinna mieć doula?

M: Myślę, że opanowanie w kontekście „niezarażania się” trudnymi emocjami, tylko przegadywania ich i oddawania pozytywnej energii. Na pewno dobra organizacja, słowność, punktualność – to są rzeczy, które budują zaufanie. Na spotkaniach przedporodowych bardzo ważne jest to, żeby nawiązać dobry kontakt z klientką, ale jeśli z jakichś powodów „nie widzimy się” w tej relacji, nie ma chemii między klientką, a doulą, to też trzeba mieć odwagę i asertywność aby powiedzieć klientce, że raczej nie będzie nam się dobrze współpracować i dobrze by było aby klientka poszukała sobie innej osoby, z którą będzie rodzić. Bywają takie sytuacje, w których nie do końca możemy znaleźć wspólny język i widzimy, że z tej współpracy nic dobrego nie wyjdzie. Profesjonalnym wyjściem z takiej sytuacji jest wskazanie innej osoby, która będzie mogła lepiej spełnić potrzeby klientki.

A: To teraz pytanie w drugą stronę: czy są jakieś przeciwwskazania do zostania doulą?

M: Poza osobowościowymi, to myślę, że jeszcze kiepskie zdrowie. Jeśli ktoś ma bardzo duże problemy zdrowotne, to pewnie będzie mu trudno, ponieważ uczestnictwo w takim porodzie bywa niekiedy bardzo energetycznie wyczerpujące, bo czasem trwa to długo, zdarza się, że jest tam sporo złych emocji,  z którymi trzeba sobie poradzić. Doula musi być zatem osobą o dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. Myślę też o wsparciu bliskich, ponieważ jeśli ktoś nie ma dobrego grona przyjaciół, rodziny, znajomych, którzy pomogą douli w opiece nad dziećmi, kiedy ona jedzie do klientki na poród, to może być jej trudno pracować w tym zawodzie. Faktycznie trudno będzie wtedy znaleźć klientki i się z nimi umówić, mieć renomę dobrej, wspierającej douli jeżeli mamy trudności organizacyjne i czasowe aby to „doulowanie” w nasze życie wpleść.

A: Zwłaszcza, że trzeba wziąć pod uwagę, tak jak wspomniałaś, że ten poród może trwać nawet 20 godzin i w tym czasie ktoś musi zająć się naszymi dziećmi.

M: Dokładnie tak.

A: Jaką radę dałabyś komuś, kto właśnie nas słucha i stwierdził, że to może być zawód dla niego?

M: W takiej sytuacji porozmawiałabym z doulami i z mamami w swojej okolicy, które myślały nad współpracą z taką doulą. Tak żeby zobaczyć jak wygląda ten zawód „od środka”, ponieważ czasem jest trudniej niż byśmy sobie wyobrażali. Miałabym pewnie taką świadomość, że może być to dodatkowe źródło dochodu, ale warto poszerzać swoją ofertę i kwalifikacje, ponieważ klientki mają coraz to większy wybór doul i świadomość, kim jest doula. Bardzo często patrzą również na to, co dodatkowo może im taka doula zaproponować, co jeszcze poza uczestnictwem w porodzie może ich nauczyć, w czym wesprzeć, co pokazać. Na pewno bym nie stresowała się wiekiem i liczebnością rodziny, ponieważ będą takie klientki, które będą wolały rodzić z młodą, dwudziestoparoletnią dziewczyną, a będą takie, które będą wolały rodzić z doulą w wieku ok. 45 lat, bo będą chciały mieć bardziej doświadczoną doulę, która ma trójkę własnych dzieci, przeżyła 3 różne porody i zaopiekuje się nimi tak, jakby była starszą siostrą. Myślę więc, że wiek czy liczba własnych dzieci w żadną stronę nie są żadnym przeciwwskazaniem bo do różnych osób przemawiają różne osobowości. Są takie osoby, które chcą mieć doulę bardziej „czarodziejkę”, mistyczną, dbającą o atmosferę psychiczną, a są takie osoby, które chcą mieć doulę bardzo konkretną, która im powie, gdzie i jak będzie masować, i która zorganizuje im przestrzeń tak, że one będą się czuły bezpiecznie.

A: Wspomniałaś, że doula może zaoferować dodatkowe usługi. Czy mogłabyś w skrócie powiedzieć, co miałaś na myśli?

M: Myślę na przykład o tych doulach, które zajmują się wsparciem laktacyjnym i które są w stanie pomóc mamie w pierwszych tygodniach karmienia piersią. Są doule, które są doradczyniami noszenia w chustach i często właśnie na ostatnie spotkanie, 4-6 tygodni od czasu porodu, przywożą swoje chusty i wyjaśniają, jak takiego małego niemowlaka nosi się w chuście. Są też doule-fizjoterapeutki, które mamie w połogu lub w ciąży oferują specjalny masaż, związany np. z bólami kręgosłupa. Bywają doule, które są na przykład jednocześnie psycholożkami, ale wtedy warto rozgraniczyć jedną rolę od drugiej – czyli np. kończy nam się kontrakt „doulowy”, kończymy współpracę ze mną jako z doulą – mogę spotkać się z Tobą kolejny raz i wtedy porozmawiamy jak psycholożka z klientką, bo jest to trochę inna relacja niż ta łącząca mamę z doulą. Warto też mówić o tym, co będzie zawierał pakiet doulowy, a co jestem w stanie zaproponować osobno, bo inne zasady panują w kontakcie z psycholożką czy psychoterapeutką.

A: Chciałabym zostawić temat doul i wrócić do kwestii psycholożki-freelancerki. Czy jest jakieś narzędzie, bez którego Ty nie wyobrażasz sobie pracy jako freelancerka?

M: Na pewno kalendarz, ponieważ to nie jest praca etatowa, gdzie codziennie o tej samej porze się wychodzi i o tej samej wraca. Ja swój kalendarz prowadzę sama więc muszę być bardzo zorganizowana pod tym kątem, aby wiedzieć co się dzieje, kiedy i w jakiej kolejności.

A: Kalendarz papierowy czy aplikacja?

M: Ja korzystam z Kalendarza Google, ponieważ on synchronizuje się na wszystkich urządzeniach jednocześnie. Poza tym od prawie pół roku współpracuję z wirtualną asystentką, która również ma dostęp do mojego kalendarza, może w nim wprowadzać dane albo kontrolować, czy wszystko tam gra jak powinno. Z tego też powodu Kalendarz Google w formie aplikacji jest bardzo fajny. Druga rzecz to jest Asana, w której z moją asystentką czy osobami, z którymi współpracuję „ogarniamy” projekty związane np. z wypuszczeniem nowego kursu online czy stworzeniem nowego webinaru. Asana jest stosunkowo prosta i myślę, że po kwadransie każdy człowiek na świecie będzie w stanie opanować jej podstawowe funkcje. Jest też bardzo wygodna bo widzimy wszystkie elementy projektu, punkty w jednym miejscu po kolei. Ja swego czasu korzystałam ze wtyczki do WordPressa, która nazywała się WP Appointments, gdzie można było umówić konkretny termin konsultacji i od razu tam zapłacić, co było dla mnie wygodne, ponieważ raz w miesiącu aktualizowałam terminy konsultacji, a osoby, które chciały się do mnie zapisać mogły sobie kliknąć i od razu zarezerwować konkretny termin. Dodatkowa wtyczka wystawiała faktury. W ten sposób omijałam „ręczne” umawianie na konsultacje, które zajmuje sporo czasu. Do przygotowywania grafik na blog, fanpage i do newsletterów korzystam z Canvy – to jest bezpłatne narzędzie online, które umożliwia robienie całkiem fajnych grafik i na ten moment to by było tyle. Całą swoją profesjonalną dokumentację prowadzę na papierze, natomiast z dodatkowych rzeczy organizacyjnych mam ten kalendarz, Asanę i Canvę. To chyba ta trójka, która jest najbardziej istotna.

A: Okej, to powiedz proszę jeszcze na koniec gdzie można Cię spotkać w sieci i wspomnij coś o kursach, na które można się do Ciebie zapisać.

M: Zapraszam na swojego bloga wymagające.pl – tam są wszystkie informacje dotyczące działań, które podejmuję, także kursów. Na ten moment w stałej sprzedaży są dwa kursy. Pierwszy to kurs online „Dbanie o dobre spanie niemowląt”, który dotyczy snu małych dzieci – w wieku od urodzenia do 12 miesiąca życia. Drugi kurs współprowadzę z dietetyczką dziecięcą, Zuzanną Antecką, i to jest kurs online „Jak łagodnie zakończyć karmienie piersią” – czyli kurs dla mam, które zastanawiają się nad odstawieniem dziecka od piersi, i w którym krok po kroku od strony psychologicznej, laktacyjnej i dietetycznej przeprowadzamy przez ten proces, odpowiadamy na wiele pytań i pokazujemy konkretne strategie, z których rodzice mogą skorzystać. Tam też na stronie są linki do moich grup, do webinaru, który prowadzę oraz artykuły, których można sobie poczytać i posłuchać.

A: Super, bardzo dziękuję Ci za te informacje. O douli jeszcze nie mówiłam na blogu, więc to będzie zupełna nowość dla słuchaczy. Sam pomysł, żeby pracować jako psycholożka-freelancerka uważam za bardzo interesujący. A więc bardzo dziękuję za rozmowę.

M: Dziękuję, Agnieszko, za zaproszenie raz jeszcze 😊.