Kolejna dawka inspiracji – tym razem będzie o zarabianiu na programach afiliacyjnych z wykorzystaniem prostego i skutecznego sposobu. Jak zarobić na afiliacji?

Od długiego czasu szukam jakichś alternatyw dla AdSense (pisałam o tym w osobnym poście) i sprawdzam różne sposoby monetyzacji moich blogów. Ponieważ mam ich kilka (niektóre nie można nazwać w sumie blogami, to raczej strony tematyczne), to i różnych rozwiązań mogę posprawdzać sporo, a efektami chętnie się podzielę jak zwykle tutaj.

Afiliacja tylko dla dużych blogów? Niekoniecznie!

Mam jedną stronę w wąskiej niszy tematycznej, która cieszy się dość niezłym ruchem z Google jak na taką niszę (ok 6-10 tysięcy UU miesięcznie), ale zupełnie nie ma lojalnych czytelników. Mówiąc „zupełnie” mam właśnie to na myśli – kilkunastu fanów na FB to chyba sami moi znajomi, komentarze to jedynie spam reklamowy itd. Użytkownicy wchodzą na te stronę z wyszukiwarki, znajdują to, czego szukali (lub nie) i wychodzą – średnio po minucie. W Google AdSense ta strona zarabia dla mnie jakieś 40 zł miesięcznie, więc szału nie ma.

Wydawać by się mogło, że na takiej stronie nie ma sensu umieszczać programów afiliacyjnych – bo i po co. Na wielu blogach możesz przeczytać, że afiliacja ma sens tylko wtedy, gdy masz lojalnych czytelników, którzy liczą się z Twoim zdaniem i kupią to, co im polecisz.

Otóż powiem Ci, że to nie do końca prawda.

Mój blog o drinkach, który tu już wielokrotnie wspominałam (przeczytaj: podsumowanie czterech lat blogowania) nie zarabia dla mnie z afiliacji kompletnie nic. Do tej pory nie znalazłam programów, które mogłabym tam polecać i skutecznie na nich zarabiać – mimo że zgromadziłam dużą grupę lojalnych czytelników, którzy liczą się z moim zdaniem i niejednokrotnie pytają o zdanie w wielu sprawach.

A tymczasem na wspomnianym wyżej blogu/stronie w wąskiej niszy tematycznej zarabiam ostatnio na afiliacji całkiem nieźle jak na wkład pracy w ten blog – 198 zł w maju i 272 zł w czerwcu. A w kwietniu tylko 27 zł. To wzrost o jakieś 730% (w maju) i kolejne 138% w czerwcu. W lipcu też już mam zarejestrowane sprzedaże, choć oglądalność zaczyna słabnąć.

Jak zarobić na afiliacji na blogu bez lojalnych czytelników?

Pod koniec kwietnia analizowałam statystyki odwiedzin tego bloga i sprawdzałam, które posty cieszą się największym zainteresowaniem. Okazało się, że są dwa, którym udało się wbić na dość wysokie pozycje w wynikach wyszukiwania i to właśnie one ściągają mi najwięcej ruchu na blog: w sumie 33% ruchu to były tylko te dwa posty.

ruch na blogu

Były to stare posty, jeszcze z 2014 roku, a ruch na nie pochodził głównie z Google, co dało mi podstawy sądzić, że będzie się utrzymywał jeszcze przez jakiś czas. Pomyślałam, że fajnie by było, żeby te posty coś dla mnie zarobiły. Tak się szczęśliwie składa, że pierwszy z nich dotyczy pomysłów na prezenty dla określonej grupy ludzi, drugi zaś tego, w co się ubrać z jakiejś okazji. Świetne posty do tego, żeby wykorzystać w nich programy partnerskie!

Edytowałam każdy z nich. Najpierw do tego o ubiorach dodałam kilka podlinkowanych obrazków z Ceneo z konkretnymi propozycjami i tak ten post wisiał jakiś czas, ale pieniędzy nie przynosił.

Potem edytowałam go znowu – dodając listę kilkudziesięciu konkretnych propozycji ubraniowych – linków do ubrań w sklepach, wraz z cenami. Każdy link był oczywiście linkiem partnerskim. Ma to postać mniej więcej taką:

  • Cudowne buty nr 1, 123 złote
  • Cudowne i wygodne buty numer 2, 245 złote
  • Nie takie cudowne, ale też wygodne buty, 111 złotych

I tak dalej. Długa lista tylu propozycji, ile chciało mi się robić 🙂

Podobnie edytowałam post o prezentach, dzieląc je według ceny na kilka grup cenowych, żeby łatwiej było znaleźć coś dla siebie. Tu edytowałam też tytuł posta, zmieniając go na bardziej chwytliwy, w stylu: 20 propozycji na prezent dla fanów świnki morskiej. Nie zmieniłam jedynie linka, pamiętając, że ruch na ten artykuł przychodzi z wyszukiwarki i może lepiej, żeby link został w starej formie.

Następnie zrobiłam fajne, przyciągające oko graficzki do każdego z tekstów, wykorzystując darmową Canvę. Te graficzki podlinkowałam na serwisach z obrazkami (pisałam kiedyś o tej metodzie pozyskiwania ruchu na stronę), dzięki czemu zwiększyłam jeszcze zainteresowanie moimi postami.

Na efekty nie trzeba było długo czekać: zarówno jeden jak i drugi z edytowanych postów sprzedaje, przynosząc mi prowizje z programów partnerskich. I udowadnia, że wcale nie trzeba mieć lojalnych czytelników, nie trzeba zgromadzić wokół siebie społeczności, żeby zarabiać na programach partnerskich. Czasem wystarczy ruszyć głową, przeanalizować to, które posty na blogu cieszą się największym zainteresowaniem i przerobić je tak, by wykorzystać jakiś program partnerski.

Jeśli mój artykuł okazał się dla Ciebie przydatny – kliknij w „Lubię to”, niech inni też poczytają 🙂

Jak zarobić na afiliacji