Przy okazji tworzenia nowej książki z przepisami na drinki, znowu mnóstwo czasu spędzam z aparatem. Pokazałam kilka zdjęć nowych drinków znajomemu fotografowi. Przyznam, że bałam się jego opinii, bo co zrobię, jak mi powie, że jest do chrzanu? Ale stwierdził: „masz dobrą bazę umiejętności foto”. Ufff, odetchnęłam z ulgą 🙂

Ale jak zakładałam bloga, nie miałam żadnych umiejętności i to w ogóle nie przeszkodziło mi pisać kolejnych postów. Uczyłam się wraz z rozwojem bloga, a efekty widać gołym okiem:

W 2011 roku szczytem dekoracji wydawała mi się parasolka do drinków, a postawienie w tle kartonu z sokiem uważałam za niezły pomysł (i nie, nie była to współpraca reklamowa) 😀

 

Zdjęcie z kawą po lewej uważałam za jedno z moich najładniejszych i nawet dodałam je do takiego zagranicznego portalu, który gromadził ładne zdjęcia kulinarne. Odrzucili je. Ciekawe, dlaczego 😉

 

Lampa błyskowa, czarny stolik z Ikei ustawiony byle gdzie i można działać, tzn. robić zdjęcia na blog – tak myślałam w 2011 roku 😉

 

Jak nauczyłam się robić trochę lepsze zdjęcia?

Mówię tu o „trochę lepszych”, bo przecież nadal jestem amatorką. Ale nie ma litości – jeśli chcesz działać w internecie, mieć blog i pokazywać się w mediach społecznościowych, to o robieniu zdjęć trzeba mieć jakiekolwiek pojęcie. Robione byle jak, telefonem, przy kiepskim świetle, przypadkiem zdjęcia przejdą może jeszcze na Instastory, ale na blogach już się nie wybijesz, jeśli nie będziesz mieć przyzwoitych zdjęć. Jeśli oczywiście na blogu publikujesz własne zdjęcia, a nie stockowe.

No więc co mi pomogło w nauce fotografii?

Po pierwsze: podglądanie innych.

Potrzebowałam nauczyć się zdjęć kulinarnych, więc spędzałam sporo czasu na blogach i przyglądałam się, jak wyglądają zdjęcia, które mi się podobają. Jak są ustawione przedmioty na tych zdjęciach. Czy to zdjęcia raczej jasne czy ciemne? Co jest w kadrze oprócz głównego tematu (czyli np. oprócz szklanki) – jakie dodatki, jakie tło itd. Zastanawiałam się, co jest takiego w tym zdjęciu, że mi się podoba?

Po drugie: artykuły o trikach w fotografii na blogach

Gdy jakaś blogerka kulinarna pisała u siebie post o tym, jak robi zdjęcia, pędziłam jak Struś Pędziwiatr i czym prędzej połykałam ten wpis w całości 😉 Te triki zwykle się powtarzały, ale często udawało mi się przeczytać o jakimś nowym patencie, który wykorzystywałam. Np. tło do fotografii kulinarnej. Dowiedziałam się, że blogerki często wykorzystują panele podłogowe, które na zdjęciach wyglądają jak deski. Też tak chciałam! Wybrałam się do Castoramy, ale zamiast paneli namierzyłam kawałki blatów kuchennych, które jako resztki sprzedawane były za grosze. Do tej pory to moje ulubione tła do zdjęć (na zdjęciach powyżej z prawej strony, czyli z 2018 roku są kieliszki postawione na szarym tle – to właśnie kawałek blatu kuchennego z Castoramy albo Leroy Merlin).

Czytałam też dyskusje na forach i grupach facebookowych i powoli wdrażałam różne patenty – a to odbijanie światła za pomocą białej kartki, a to styropianowa blenda domowej roboty (polecam kupić w markecie budowlanym styropianowe kasetony, takie do kładzenia na ściany, za jakieś 10 zł paczka 5 czy 6 takich „blend” ;)), w końcu kupiłam oświetlenie do fotografii – też posiłkując się wiedzą z blogów i filmików na Youtubie.

Po trzecie: uczę się po trochu, a nie wszystkiego naraz

Pisałam o tym kiedyś w poście: Ucz się jednej rzeczy. A potem ucz się następnej. W przypadku fotografii ta zasada u mnie świetnie zadziałała. Najpierw załapałam, że trzeba mieć dużo światła i nie używać lampy i skąd to światło w ogóle brać. Potem uczyłam się kompozycji, ale długo pracowałam w trybie automatycznym aparatu. Potem nauczyłam się obsługi trybu manualnego, teraz uczę się obróbki – jak obrabiać, żeby nie przesadzić 🙂 Trudno byłoby mi ogarnąć wszystko naraz.

Po czwarte: zainwestowałam w kurs foto

Był to kurs online Magdy Mizery dzięki któremu przestałam bać się trybu manualnego i w końcu pojęłam o co w tym chodzi. A zbierałam się naprawdę długo, żeby się tego nauczyć.

Kursy online o fotografii co jakiś czas sprzedaje nie tylko Magda, ale też Natalia Sławek z jestrudo.pl oraz Dominika Dzikowska ze Studio Miłość. Wszystkie trzy znają się na rzeczy i jestem przekonana, że od każdej można się dużo nauczyć.

Po piąte: praktyka

Mówi się, że żeby być mistrzem w jakiejś dziedzinie, trzeba mieć 10000 godzin praktyki. Potwierdzają to badania, przeprowadzane m.in. w Berlińskiej Akademii Muzycznej przez K. Andersa Ericssona. Okazało się, że wszyscy wybitni skrzypkowie to ci, którzy mieli za sobą właśnie 10000 lub więcej godzin praktyki z instrumentem. To samo dotyczyło pianistów, kompozytorów, sportowców – zawsze do najlepszego poziomu dochodzili ci, którzy na treningi przeznaczali po 20 godzin tygodniowo przez 10 lat (jeśli zainteresował Cię ten temat, polecam świetną książkę „Kopalnie talentów” Rasmusa Ankersena).

Czy można nauczyć się robić zdjęcia bez praktyki? Wątpię. Dzięki praktyce każdy przechodzi drogę od totalnego amatora do kogoś, kto może być całkiem dumny z efektów swojej pracy. I ja właśnie jestem już całkiem dumna, chociaż im dłużej robię zdjęcia, tym więcej się dowiaduję np. o świetle i lepiej wiem, czego jeszcze nie umiem i jak dużo mam do nauczenia 🙂

Po co o tym piszę?

Bo każdy kiedyś zaczynał. I nie każdy zaczyna od razu od jakiegoś super poziomu – nawet mało kto od razu ma talent np. do rysowania, do robienia zdjęć, do gotowania. Często porównujemy się z kimś, kto już w jakiejś dziedzinie działa od 10 lat i myślimy, że też byśmy tak chcieli (np. chciałabym robić takie super fajne zdjęcia jak Natalia Sławek, ale przecież nie poświęciłam tylu lat na naukę fotografii i praktykę, więc nie mogę się dziwić, że mi do niej daleko).

Dobrze jest czasem spojrzeć z boku na swoje postępy i powiedzieć sobie, że nie jest źle, a może być jeszcze lepiej. Tylko to wymaga czasu i praktyki.