Na przełomie sierpnia i września zrobiłam sobie mega długi, miesięczny (!) urlop. Pierwszy raz w życiu wyjechałam i zostawiłam pracę na tak długo. Mimo to po powrocie zorientowałam się, że przez ten miesiąc zarobiłam więcej niż przez miesiąc pracy na ostatnim etacie.

Jak to możliwe?

Nie jest to specjalnie trudne, bo na ostatnim etacie zarabiałam średnio koło 2300 zł (część pensji to była premia uznaniowa, więc wychodziło więcej i mniej, różnie). Ale musiałam się napracować, 5 dni w tygodniu. W ciągu urlopowego miesiąca „mój” zysk wyniósł więcej niż te 2300. Dlaczego używam cudzysłowu, pisząc „mój”? Bo tak naprawdę trudno jest precyzyjnie określić, które zyski w naszej firmie są moją zasługą, a które Tomka. Książka „Zostań freelancerem” – niby ja ją napisałam, więc zysk ze sprzedaży to teoretycznie mój zysk, ale Tomek pomaga mi z wysyłką, kupuje koperty itd. I tak jest u nas ze wszystkim.

W takich okolicznościach kontrolowałam sytuację na urlopie :)

W takich okolicznościach kontrolowałam sytuację na urlopie 🙂

Dochody pasywne freelancera

Już rok temu pisałam, że chciałabym mieć w firmie kilka dochodów pasywnych, żeby zarabiać wtedy, gdy nie pracuję (przeczytaj: Moje dochody pasywne i plany na przyszłość). Wymieniałam wówczas przychody z reklam AdSense, z programów partnerskich, abonamenty, które sprzedaję na swoich stronach, a także książkę „Proste drinki”. Mówiłam też, że chciałabym w przyszłości mieć więcej produktów.

Jak to wygląda teraz?

Dzisiaj, gdy nie pracuję dla klientów (np. podczas urlopu), zarabiam na kilka sposobów:

  • sprzedając w sklepie z akcesoriami do drinków – na czas urlopu sklep zostawiłam w dobrych rękach, a wysyłka była realizowana cały czas, mimo że mnie nie było. W sklepie sprzedawałam wtedy tak naprawdę trzy produkty – moją książkę i dwa zestawy prezentowe. Wybrałam tylko te produkty, które łatwo się wysyła i na których mam największą marzę.
  • sprzedając książkę i e-book „Zostań freelancerem”. E-book wysyła się sam i on jest najbardziej pasywnym ze wszystkich moich dochodów. Książkę wysyłała ta sama dobra dusza, co zestawy akcesoriów do drinków 🙂
  • na reklamach banerowych na moich stronach. Google AdSense zarabia dla mnie już naprawdę niewielkie pieniądze w porównaniu do tego, co zarabiał te 2 lata temu. Ale to ciągle 600-800 zł miesięcznie. Lato to świetny czas dla mojego bloga o drinkach – oglądalność rośnie wtedy to ok. 150-180 tysięcy użytkowników, więc i z reklam jest ciut więcej.
  • na programach partnerskich umieszczonych w starych tekstach. Ciągle mam kilka takich tekstów-samograjów. Napisałam je wieki temu, a co miesiąc ktoś korzysta z linka partnerskiego, który jest w tekście umieszczony i kupuje coś (np. książkę lub ciuch), zarabiając dla mnie prowizję.
  • na programach partnerskich, w których zarabiają dla mnie inni. Hitem jest ostatnio Ceneo. Mam tam kilka osób poleconych, którzy zarabiają w Ceneo na swoich stronach, a ja dzięki temu dostaję prowizję, bo poleciłam im Ceneo. Nie ma tego dużo, bo jakieś 50 zł miesięcznie (razem z tym, co sama zarobię w Ceneo, chociaż mówiąc szczerze, nie mam pojęcia gdzie mam jeszcze jakiś baner. Ale muszę gdzieś chyba mieć, bo prowizje mi nalicza).

Jest jeszcze jedna rzecz, a mianowicie teksty sponsorowane, które dostarczają klienci, a my umieszczamy je na naszych stronach tematycznych (no dobra, to już w zupełności robi Tomek). To nie jest może dochód pasywny, bo przez ten miesiąc trzeba było poświęcić na to jakieś 20 godzin w sumie, ale kilkaset złotych przychodu było.

Ile można zarobić na urlopie?

Uczciwie mówiąc, niewiele z tych dochodów jest tak naprawdę pasywnych, czyli nie wymagających żadnej pracy. Najbardziej pasywne są reklamy na blogach i linki w starych blogowych wpisach oraz e-book. Na blogu o drinkach nie opublikowałam żadnego nowego przepisu od końca wiosny (aż wstyd się przyznać), a mimo to jego oglądalność nie spada i reklamy zarabiają nadal.

Najwięcej pracy wymaga wysyłka produktów, które klienci kupują ode mnie w sklepie. Na czas urlopu zostawiłam sklep pod opieką kogoś bliskiego, ale już pracujemy nad tym, by na stałe zlecić to firmie logistycznej. Wkrótce więc dochody z książek i akcesoriów będą naprawdę pasywne, bo ktoś inny będzie wysyłał towar.

Przechodząc do konkretów, czyli kwot:

  • największe zyski przynoszą oba sklepy, a tak naprawdę książki. Książka o drinkach, wydana w czerwcu 2015 roku, nadal sprzedaje się w ilości ok. 40 szt miesięcznie, co daje ok. 1000-1200 zł zysku netto. Do tego dochodzą akcesoria, które umieszczam w zestawach prezentowych – łącznie w sierpniu cały sklep z akcesoriami do drinków wygenerował ok. 2100 zł netto. Nie jest to czysty zysk, ale zysk oszacujemy na końcu. Książka „Zostań freelancerem” i e-book przynosi dodatkowe 1000-1400 zł.
  • programy partnerskie (Google AdSense, wszystkie linki i banery, umieszczane na blogach) – łącznie to ok. 900 zł + ok. 1050 z umieszczania artykułów sponsorowanych na stronach (choć to ok. 20 godzin pracy, ale umieszczam tu też).

Moja magiczna tabelka ze zleceniami pokazuje, że łącznie w sierpniu zarobiliśmy z tych źródeł 5000 zł netto z małym hakiem. Co prawda na urlopie byłam przez połowę sierpnia i połowę września, ale nie ma tu wielkich zmian we wrześniu, więc dla uproszczenia przyjęłam sumy z sierpnia.

Koszty oczywiście też jakieś były, choćby związane z wysyłką, prowizja dla systemu, obsługującego płatności w sklepach, opłata za korzystanie z Shoplo, podatek dochodowy. Licząc z górką, myślę, że na czysto podczas urlopu zarobiliśmy jakieś 3500 zł. Jak na miesiąc leżenia na plaży, zwiedzania i czytania książek, całkiem nieźle!

Dochody pasywne się opłacają!

Moje wyliczenia pokazują, jak bardzo opłaca się freelancerowi pracować nad czymś, co zapewni mu stały przychód, gdy on nie będzie pracował. Działalność usługowa ma to do siebie, że gdy nie pracujesz, to nie zarabiasz. Blogowanie i posiadanie własnych produktów pozwala utworzyć dodatkową „nogę” swojego biznesu, sprawić, że coś będzie zarabiało dla nas wtedy, gdy śpimy, imprezujemy czy jedziemy na urlop. Nawet, jeśli to nie jest kwota, za jaką można się utrzymać (u nas wyszło 3500 zł na dwie osoby na miesiąc). Ale to zawsze kwota, która sprawia, że chociażby wakacje nie są tak kosztowne – bo nawet, jeśli przez miesiąc na wakacje wydamy 7000, to i tak połowa z tego będzie na nas czekać na koncie po powrocie z urlopu.

Ciekawa jestem bardzo, jakie Wy macie pomysły na dochody pasywne i na czym zarabiacie, gdy Was nie ma? A może jest coś, na czym chcielibyście zarabiać? Dobra burza mózgów nie jest zła, więc zachęcam do komentowania 🙂