Pamiętam, że kiedy pierwszy raz usłyszałam o kursach online (jakieś 3 lata temu), to pomyślałam sobie: a kto to kupi? Kto będzie chciał płacić za wiedzę, sprzedawaną przez internet? Sama zaczęłam się zastanawiać nad kupnem kursu online, gdy trafiłam na Ariadnę Wiczling i jej kurs „Kurs online w 30 dni”.

Nie kupiłam go od razu, bo nie wiedziałam, czego się spodziewać. I mimo że nie kosztował dużo (zdaje się 97 zł), jakieś półtora roku temu, to zastanawiałam się, czy to na pewno będą dobrze wydane pieniądze? Czy kupno tego kursu mi się opłaci? Nie lubię wydawać pieniędzy, więc to nie była łatwa decyzja, możecie mi wierzyć 🙂

Od tego czasu przeszłam kilka kursów:

  • kurs Ariadny „Kurs online w 30 dni”
  • kurs Justyny Zienkiewicz o pozycjonowaniu, już chyba nie jest dostępny, a szkoda
  • kurs Borysa Kozielskiego z tworzenia podkastu (świetny i bardzo mi się przydał)
  • kurs System Automatycznej Sprzedaży Dawida Bagińskiego
  • kurs Moniki Czaplickiej na infolii o reklamie na Facebooku oraz kurs Artura Jabłońskiego, też kupiony na infolii, o content marketingu. Te dwa nie dały mi aż tak dużo, są raczej dla początkujących
  • teraz jestem na kursie Bartka Popiela „Liczy się strategia”

Co lubię w kursach online?

Od kiedy przekonałam się na własnej skórze, że na kursie można nauczyć się wielu przydatnych rzeczy, nie mam aż takich obaw przed kupieniem kursu od osoby, którą znam już z sieci i do której mam zaufanie. Lubię kursy online za wiele rzeczy.

Można się uczyć w dowolnie wybranym momencie

Uczenie się na kursach online nie dezorganizuje mojego dnia. Mogę włączyć jedną lekcję, gdy mam trochę czasu, w przerwie między innymi zadaniami lub hurtem obejrzeć więcej materiału, jeśli mam akurat wolniejszy dzień. To naprawdę wielka wygoda, poświęcam na kurs tyle czasu, ile potrzebuję i wtedy, kiedy chcę.

Poszczególne lekcje można przerabiać wielokrotnie

Gdy o czymś zapomnę albo czegoś nie zrozumiem, mogę do tego wrócić. To szczególnie ważne przy technicznych rzeczach, gdy autor kursu coś wyjaśnia, a ja chcę to wdrożyć i krok po kroku robię to według jego wskazówek.

Dostęp do materiałów kursowych mamy przeważnie przez rok po zakupie (tak jest na moich kursach online) lub dłużej, więc czasu na wrócenie do materiałów, które chcemy przejrzeć ponownie, jest naprawdę sporo.

Mogę obejrzeć kursowe wideo z mężem i przegadać wspólnie ważne tematy

Gdybym wzięła udział w kursie stacjonarnym, chodziłabym na niego sama. A w kurs online mogę włączyć męża, jeśli oczywiście jest to temat, który jego też interesuje (o podkastach na przykład uczyłam się sama, bo jemu ta wiedza nie jest potrzebna). To w sumie spora oszczędność, bo płacimy przecież za jeden dostęp, a możemy uczyć się wspólnie. W kursach stacjonarnych moglibyśmy liczyć najwyżej na zniżkę dla dwóch osób.

Kurs online nie kosztuje tyle, ile stacjonarny

Nawet jeśli za kurs płacimy kilkaset złotych, to i tak jest mniej niż za kursy stacjonarne, które byłyby tej samej długości, miały tyle samo godzin co kursy online.

Nie trzeba wychodzić z domu

To mój ulubiony punkt. Nie myślcie, że jestem jakimś aspołecznym świrem i już w ogóle nie wychodzę do ludzi 🙂 Tak nie jest, ale to wygodne, że można nauczyć się czegoś na kursie internetowym, nie trzeba jeździć do innego miasta czy w ogóle ruszać się z kanapy.

Można uczyć się od praktyków

Kursy często przygotowują osoby, które znają temat z doświadczenia, przerobiły go, sprawdziły i mogą się podzielić tym doświadczeniem, opisać swoje sprawdzone sposoby. Nie mam wielkiego doświadczenia z kursami stacjonarnymi, ale pamiętam, że np. na studiach nie zawsze tak było. Nawet więcej: zwykle wykładowcy nie byli praktykami, uczyli raczej teorii. Na kursach online uczymy się praktyki.

Rozwiązanie jakiegoś problemu jest podane na tacy (np. jak zrobić podkast)

Dzięki temu nie trzeba samemu szukać informacji, sprawdzać, co działa, a co nie działa. To jest naprawdę oszczędność czasu i podoba mi się, że ktoś pokazuje mi gotową drogę od punktu A do punktu B, a ja muszę po prostu wykonać wszystkie kroki, opisane w kursie.

Nie brakuje miejsc na kursach online

W przeciwieństwie do kursów stacjonarnych, raczej nie ma takiej możliwości, żeby na kursie online brakło miejsc. Jednocześnie w kursie może wziąć udział nawet kilkaset osób, bo wszyscy uczą się sami.

Kursy online tak mi się spodobały, że chętnie wezmę udział w kolejnych, jeśli trafię na coś, o czym będę wiedziała, że przyda mi się w życiu albo biznesie. Myślę np. nad kursem Jasona Hunta, bo chociaż o blogowaniu wiem sporo, to słyszałam też dobrą opinię o jego kursie od znajomej blogerki, która ma świetny blog, duże zasięgi, a mimo to mówi, że dużo się z jego Masterclass nauczyła.

A może Wy macie za sobą jakieś ciekawe kursy, warte polecenia?