Gdzieś ostatnio usłyszałam całkiem słuszną uwagę, że jeśli chcesz być freelancerem, to musisz być jak kombajn. Będziesz zajmował się nie tylko tym, co lubisz (np. robieniem zdjęć, jeśli jesteś fotografem, pisaniem tekstów, jeśli jesteś copywriterem itd.), ale też całą masą innych rzeczy, których może jeszcze nie umiesz. Ale się nauczysz. Nauczysz się wystawiać faktury, obsługiwać klientów, ustalać warunki współpracy. Nauczysz się, bo nie będziesz miał innego wyjścia (chyba że od razu będzie stać Cię na to, żeby wszystko to komuś zlecić, ale większość freelancerów zajmuje się tym sama).

Ale nauczysz się nie tylko tego. Praca w swoim biznesie uczy wielu innych rzeczy, których nie zawsze można nauczyć się pracując dla kogoś. A w swojej firmie przychodzi to naturalnie, bo trzeba jakoś odnajdywać się w środowisku, w którym się znajdujemy.

W maju minie 5 lat, odkąd założyliśmy z Tomkiem pierwszą firmę (wcześniej pracowałam tylko na umowach o dzieło). Czego nauczyłam się przez ten czas?

Czego nauczyło mnie prowadzenie firmy?

  • odpowiedzialności – w mojej firmie wszystko zależy ode mnie, ja jestem odpowiedzialna za kontakty z klientami, rozliczenia, realizowanie zleceń w terminie, pilnowanie formalności, płacenie na czas zobowiązań. No dobra, przelewy do US i ZUS robi Tomek, ale już za dostawców i przesyłki w moim sklepie internetowym muszę zapłacić sama. Tyle różnych spraw, za które jesteś odpowiedzialny naraz! Trzeba być ogarniętym, żeby niczego nie zawalić, bo to może mieć nieprzyjemne konsekwencje.
  • oszczędność – rozwijając biznes od zera, bez dotacji i wsparcia z żadnych innych źródeł, musisz oglądać z każdej strony każdą złotówkę. Ale dotyczy to nie tylko wydatków firmowych, np. na marketing (czy wizytówki na pewno są mi potrzebne? Czy robić ulotki, które będę wkładała do zamówień z mojego sklepu?). Odkąd jestem na swoim, nauczyłam się oszczędności także w życiu. Może trochę ma to związek z faktem, że nie mam dnia wypłaty i nie wiem, ile zarobię w danym miesiącu. Muszę mieć zawsze zapas oszczędności na koncie, żeby czuć się bezpiecznie.
  • cierpliwość – jestem osobą, która chciałaby mieć wiele rzeczy od razu. Wpadnę na jakiś pomysł i od razu chciałabym go realizować. Chcę zrobić coś we współpracy z innymi ludźmi, więc złoszczę się, że nie odpisują mi od razu na maile. Albo że jakieś sklepy czy usługodawcy mają wolny support i nie odpowiadają od razu na zgłoszenia. Uczę się tej cierpliwości i wiem już, że nie da się wszystkiego zrobić już, trzeba przygotować się na opóźnienia i na to, że nawet pozornie łatwy, zaplanowany projekt, będzie się przeciągał.
  • reguły są ważne – bez ustalonych reguł możesz łatwo pozwolić wejść sobie na głowę. Klienci będą dzwonić, kiedy chcą, mówić Ci, jak masz pracować.
  • praca na swoim to ciągła praca – myślałam kiedyś, że jeśli ktoś pracuje u siebie, to może mieć więcej czasu wolnego. Pozornie tak jest, ale z rozmów z wieloma osobami, prowadzącymi własne biznesy wiem, że nawet jak ciało odpoczywa, to głowa często jest w pracy. Ciągle myślisz, co tu jeszcze zrobić, co poprawić. Gdy przechodzisz koło budki z hot dogami, zastanawiasz się, jak to możliwe, że ten biznes się spina, że na hot dogach w tym miejscu można zarobić. Gdy mijasz lokal do wynajęcia, zastanawiasz się, ile kosztuje czynsz i czy ta informacja Ci się nie przyda itd. Ciągle pracujesz.
  • nic nie jest pewne, więc musisz adaptować się do nowych warunków. Zwłaszcza w branży internetowej tak jest – ciągle coś się zmienia. Coś jest popularne, a za jakiś czas nikt z tego nie korzysta. Jak prześpisz odpowiedni moment i nie przystosujesz się do zmian, po Tobie. Praca na swoim to ciągłe przystosowywanie się do zmian, chociażby zmian w przepisach.
  • planowania – cudowne były czasy studiów, kiedy jedynym planem był plan na weekend! Pracując na swoim, trzeba mieć plany związane z działalnością, dobrze mieć plan awaryjny, trzeba przemyśleć, co zrobić, gdy będziemy chcieli wyjechać na urlop itd. Uczciwie przyznaję, że myślenia kilka kroków na przód, przewidywania różnych konsekwencji swoich decyzji nauczyłam się dopiero mając firmę.
  • innego spojrzenia na koszty i podatki, a także na ceny produktów. 35 zł za bluzkę w sklepie to mało czy dużo? Kiedyś myślałam, że nie tak mało, a teraz myślę, że cena bluzki zawiera: materiał, nici, projekt, wykrojenie i uszycie, opakowanie, magazynowanie i transport do sklepu, marżę sklepu, marżę producenta, VAT. I pewnie jeszcze o czymś zapomniałam. A teraz pomyśl, że w hipermarkecie możesz kupić bluzkę za 10 zł. I że ona przyleciała z Chin (transport, cło). Odkąd sama mam sklep internetowy, widzę ceny produktów w zupełnie innym świetle.

Warto? Pewnie, że tak!

Prowadzenie firmy to nie jest bułka z masłem i jeśli ktoś tak twierdzi, to oszukuje. Ale satysfakcja z tego, że Twój własny biznes idzie dobrze to satysfakcja nieporównywalnie większa niż radość z pracy u kogoś. Tam za sukces odpowiedzialnych jest wiele osób, a w firmie, w której pracujesz sam, Twój sukces to tylko Twoja zasługa!

A czego Ciebie nauczyła własna działalność?

 

<