A gdybym Ci powiedziała, że newslettery mogą być tak fajne, że ludzie będą za nie dziękować? Że będą pisać, że wszystkie inne mailingi wyrzucają do kosz bez czytania, a Twój czytają do samego końca?

Właściwie w każdy czwartek dostaje takie maile, jak ten, który przyszedł wczoraj od Patryka:

Dlaczego akurat w czwartek? Bo w czwartek wysyłam swój newsletter. Jeśli jeszcze nie dostajesz moich czwartkowych maili, albo zapisywałeś się dawno temu i od jakiegoś czasu nie przychodzą, zapisz się na newsletter tutaj.

Ten artykuł prawdopodobnie zainteresuje tylko blogerów, ale może i właściciele sklepów internetowych wykorzystają moje wskazówki w swoich kampaniach e-mailowych. Co zrobić, żeby czytelnicy polubili Twój newsletter i nie wyrzucali go od razu do kosza?

Oto moje wskazówki:

1. Newsletter nie może być egocentryczny

No dobra, jeśli masz blog lifestylowy i piszesz na nim tylko o sobie i swoim życiu, to jasne że i taki newsletter się sprawdzi. Ale przy blogu eksperckim… Bo ja wiem? Sama wolę newslettery, w których autor nie pisze ciągle tylko o sobie, swoich artykułach, swoich dokonaniach, ale dzieli się też wartościowymi rzeczami, które znalazł, które przeczytał. Tak robi Tim Ferris, tak robi Artur Kurasiński, takie newslettery wysyła też Agata Dutkowska z Latającej szkoły.

I w moich newsletterach też zawsze jest coś ciekawego, co znalazłam w sieci, ale niekoniecznie jest moim artykułem z bloga. Linkuję do ciekawych tekstów i materiałów wideo, które mogą się przydać czytelnikom To się opłaca. Na przykład: w ostatnich newsletterach polecałam film, na którym można zobaczyć, jak za darmo zrobić mikrofon krawatowy oraz artykuł o działalności nierejestrowanej z bloga Prakreacja. Polecam też ciekawe książki o biznesie i nie tylko (stały cykl w newsletterze #czytaniesięopłaca) oraz narzędzia, przydatne w pracy na swoim.

2. Newsletter musi być przydatny

O wszystkich artykułach i o newsletterach także, myślę w ten sam sposób – czy to, co chcę napisać, może się komuś przydać? Dlatego właśnie do newslettera dodaję zawsze jakieś narzędzia i ciekawe znaleziska. Staram się, żeby w jednym mailu były linki do narzędzi i artykułów z różnych dziedzin, żeby każdy coś dla siebie znalazł. Czasem coś dla grafików, czasem dla freelancerów ogólnie, czasem dla sklepów, czasem dla małej firmy.

Czasem udaje mi się trafić idealnie w potrzeby czytelników:

3. Newsletter musi być regularny

Za każdym razem, jak kombinuję z dniami wysyłki, albo próbuję wysyłać maile dwa razy w tygodniu, albo akurat zmienię dzień, bo mi tak bardziej pasuje – otwarcia są trochę mniejsze. Regularne wysyłanie maili raz w tygodniu sprawdza się u mnie najlepiej. Częściej – nie bardzo, bo i nie mam aż tak dużo do powiedzenia, żeby pisać dwa czy trzy razy w tygodniu. I żeby każdy newsletter był przydatny.

4. Nie może tam być tylko link do Twojego bloga

Dostaję wiele newsletterów, które wysyłane są tylko wtedy, gdy autor bloga napisze nowy artykuł, a w newsletterze nie ma nic więcej, poza kilkoma akapitami treści i linkiem do bloga. Taki newsletter wysyłany jest tylko po to, żeby poinformować o nowym wpisie.

Czy to coś złego? Zastanów się – informujesz o nowych wpisach na Facebooku, na Instagramie, Linkedin, Twitterze czy gdzie tam jeszcze jesteś. Jeśli przyzwyczaisz czytelnika, że w newsletterze jest tylko info o nowym wpisie, a on obserwuje Cię we wszystkich kanałach, to po jakimś czasie dojdzie do wniosku, że nie ma sensu czytać Twoich newsletterów. Przecież widział już na FB, że masz nowy wpis na blogu, po co czytać o tym jeszcze raz w mailu. A gdy raz na jakiś czas będziesz chciał dodać do newslettera jakąś inną ważną wiadomość, np. o coś zapytać czy ogłosić, to może się tak zdarzyć, że czytelnicy tego nie zauważą, bo spodziewają się, że jak zwykle poza linkiem do bloga w newsletterze nic więcej nie ma.

Moje newslettery opłaca się czytać do końca i wiele osób daje mi znać, że tak właśnie robi 🙂

5. Nie może powielać treści z innych kanałów

Ta zasada dotyczy zresztą nie tylko newsletterów, ale powtarzana jest w kontekście prowadzenia kanałów w mediach społecznościowych w ogóle. Nie publikuj wszędzie tego samego. A jak już musisz poinformować o tym samym w wielu miejscach, zrób to innymi słowami. Albo chociaż innego dnia (to nawiasem mówiąc całkiem fajnie się sprawdza, żeby jednego dnia opublikować np. link na FB do wpisu, a innego w newsletterze).

Ja zawsze staram się, żeby to, co pojawia się w newsletterze, nie pojawiało się nigdzie indziej u mnie. Nigdzie nie linkuję fajnych narzędzi, które polecam w mailach, nie opowiadam historii, które opowiadam czasem w newsletterze. Nie i już. Bo inaczej po co ktoś miałby otwierać mój newsletter, jeśli potem to samo znajdzie gdzieś indziej?

To tyle, jeśli chodzi o moje 5 składników udanego newslettera. To, co tu opisałam, sprawdza się u mnie i sprawia, że czytelnicy dziękują mi za newsletter. Pamiętaj jednak, że nie jestem specem od marketingu i wprowadzasz moje wskazówki w życie na własne ryzyko 😉

I jeszcze jedno…

A i jeszcze jedno na koniec: jeśli głowisz się nad tym, jaki „prezent” dać czytelnikom w zamian za zapis na newsletter (nazywa się to fachowo lead magnet), to błagam, nie spędzaj tygodnia czy dwóch na przygotowaniu opasłego e-booka. Daj coś, co czytelnik będzie mógł szybko wykorzystać i zobaczyć efekt. Checklista, arkusz kalkulacyjny (np. u mnie jest to m.in. kalkulator stawki godzinowej freelancera) – to są znacznie mniej pracochłonne i bardziej przyciągające prezenty niż kolejny e-book „10 sposobów jak…”.