Właśnie piszę trzecią książkę. Chociaż może „piszę” to za dużo powiedziane, bo ja ją bardziej fotografuję niż piszę. Będzie to druga książka z przepisami na drinki. Pierwszą („Proste drinki”) wydałam 3 lata temu i przyszedł czas, że klienci upominają się o nową.

A z drugiej strony – widzę, że coraz więcej jest w Polsce self-publisherów. Dostaję też sporo maili w sprawie wydawania książki, pytania o drukarnię, o formalności itp. I dzisiaj trochę w odpowiedzi na te maile i pytania – moje 5 pytań, które warto sobie postawić, zanim zdecydujesz się wydać samodzielnie książkę (i w ogóle ją napisać). Plus jedno dodatkowe, które ma związek z dystrybucją książki.

5 pytań, jakie wart sobie zadać, zanim napiszesz i wydasz książkę

Pytanie 1: Po co chcesz napisać tę książkę? Dla pieniędzy, dla budowania marki?

Głupie pytanie? Wcale nie takie głupie. No bo tak: możesz pisać książkę po to, żeby budować swoją markę, pokazać się jako ekspert w jakiejś dziedzinie. Możesz chcieć nagłośnić jakiś problem, rozpropagować jakąś ideę (dobrym przykładem jest książka „Życie zero waste” Katarzyny Wągrowskiej – mam wrażenie, że od jej wydania coraz więcej mówi się o ograniczaniu śmieci). Możesz marzyć o karierze pisarza powieści, a możesz chcieć po prostu zarobić pieniądze.

I o ile w przypadku zarabiania pieniędzy najlepszą drogą będzie faktycznie self-publishing, czyli wydanie książki samodzielnie, o tyle jeśli marzy Ci się kariera czy zależy na popularyzowaniu jakiegoś zjawiska, to może się okazać, że łatwiej będzie „przebić się” z danym tematem wtedy, gdy swoją książką zainteresujesz jakieś wydawnictwo.

Pytanie 2: Dla kogo jest ta książka? Określ grupę docelową

No dobrze, mamy już powód pisania i z grubsza określone, jak wydamy książkę – samodzielnie czy ze wsparciem wydawnictwa. Teraz pora na grupę docelową. Po raz kolejny można się zastanawiać, po co właściwie to pytanie. Przecież nie wiem, czy po moją książkę sięgnie 20-letnia studentka czy 40-letni ojciec, głowa rodziny.

No tak, ale pewne rzeczy warto przemyśleć. Na przykład: czy mój potencjalny czytelnik to osoba świadoma jakichś problemów i rozwiązań, czy może ktoś, komu trzeba wyłożyć kawę na ławę i tłumaczyć pewne rzeczy od podstaw? Inaczej będzie napisana książka np. o fotografii dla amatorów, a inaczej dla profesjonalistów, którzy doskonalą warsztat i poczuliby się wręcz obrażeni, gdyby książka zaczynała się od tłumaczenia, czym jest przysłona i ekspozycja. Inaczej napiszesz powieść dla dorosłych, inaczej dla młodzieży, a jeszcze inaczej dla dzieci. Inaczej napisana będzie książka popularnonaukowa, a inaczej podręcznik akademicki itd.

Odpowiedz sobie na pytania: co już wie mój czytelnik, a czego nie wie? Co muszę mu wytłumaczyć od podstaw? Moim zdaniem lepiej założyć, że czytelnik wie mniej niż więcej. Nawet o sprawach, które nam wydają się już banalne i niewarte wyjaśniania.

Przykład: Pisząc drugą książkę z przepisami na drinki dodaję do niej wstęp, w którym tłumaczę, jak wlewać warstwy do kieliszka, żeby uzyskać efekt warstwowych shotów. Dla kogoś, kto nie robi drinków zawodowo, a przepisy wykorzysta w domu, to może nie być takie oczywiste (a właśnie do takich osób skierowana będzie książka).

Pytanie 3:  Czy odbiorcy Twojej książki są już wokół Ciebie?

To pytanie dla self-publisherów. Nawet jeśli jesteś blogerem, masz wielu czytelników, to czy jesteś pewny, że Twoi czytelnicy i grupa docelowa Twojej książki to te same zbiory? Innymi słowy – czy czytelnicy Twojego bloga będą zainteresowani tematem, o którym piszesz w książce?

Przykład: Mój blog skupia się wokół tematów związanych z pracą na swoim. Gdybym teraz chciała wydać książkę np. o szydełkowaniu – jaka jest szansa, że wśród czytelników Tosięopłaca.pl są też osoby, których zainteresuje szydełkowanie? Myślę, że niewielka, dlatego mimo iż czytelników jest sporo, szansa na powodzenia w tym przypadku jest raczej mała.

Jeśli nie masz wokół siebie potencjalnych odbiorców swojej książki, to albo trzeba ich zdobyć, albo pomyśleć, czy self-publishing to naprawdę dobry pomysł. Może lepiej jednak szukać wydawnictwa?

Pytanie 4: Co będzie wyróżniać Twoją książkę na tyle, że warto będzie za nią zapłacić?

Jeden z czytelników pytał mnie, czy dobrym pomysłem jest wydanie książki z syntezą wiedzy, dostępnej w internecie, na jakiś dość popularny temat. Powiedzmy na temat zdrowego odżywiania. Oczywiście można to zrobić, tylko po co? Co będzie takiego oryginalnego w tej książce, że ktoś miałby za nią zapłacić, jeśli ta sama wiedza dostępna jest za darmo w internecie?

Tu można odpowiedzieć na wiele sposobów. Jeśli książkę o zdrowym odżywianiu (nawet będącą syntezą tego, co już napisano w sieci) wyda ktoś o znanym nazwisku, związanym z odżywianiem, to będzie miało sens. Na przykład gdyby to była pani Katarzyna Bosacka, taka książka mogłaby cieszyć się powodzeniem (bo ona jest przez wielu uważana za autorytet w dziedzinie zdrowego żywienia, dzięki programom telewizyjnym, które prowadzi).

Taka książka mogłaby mieć też np. jakąś niezwykłą formę. Na ten wyróżnik postawiłam w przypadku „Prostych drinków”. To nic, że było przynajmniej kilkanaście książek o drinkach, ale żadna nie miała formy wachlarza kart z przepisami.

Pomyśl, co będzie takim wyróżnikiem Twojej książki, co będzie powodem, dla którego ktoś miałby kupić właśnie tę książkę. Może jakaś ciekawa konstrukcja, może forma, może coś do niej dodasz, może zamieścisz wypowiedzi znanych osób, tabelki, obrazki? Takie wyróżniki ułatwią Ci też mówienie o książce przy sprzedaży (ja o „Zostań freelancerem” mogłam mówić, że jest to pierwsza książka o pracy w domu, a o „Prostych drinkach” że to pierwsza książka w formie wachlarza kart itp.)

Pytanie 5: Czy masz 3-5 miesięcy, które możesz poświęcić głównie pisaniu, poprawianiu, promowaniu książki?

Jeśli jesteś dopiero na początku pisania książki, to być może wydaje Ci się, że uda Ci się upchnąć pisanie pomiędzy inne zadania. I może nawet się uda. Tylko wtedy pisanie książki będzie koszmarnie długo trwało, serio. Po części dlatego, że jeśli nie siadasz do pisania codziennie na kilka godzin, a np. raz na 3 dni, to mózg musi sobie przypominać, na czym skończyłeś, musisz się znowu wgryzać w temat i trudniej jest poczuć to „flow”, które sprawia, że lepiej się pracuje.

3-5 miesięcy to wydaje się bardzo dużo, ale naprawdę sporo czasu schodzi na całym procesie napisania, przygotowania książki i potem promocji gotowego produktu. Zakładając nawet, że samo pisanie zajmie Ci miesiąc, potem jest jeszcze korekta (w przypadku mojej książki „Zostań freelancerem” to trwało właśnie miesiąc), ze dwa tygodnie na skład (albo dłużej, jeśli będą tam obrazki, tabele itp.), potem druk i promocja. To naprawdę kupa czasu.

Jeśli więc nie możesz poświęcić 3-5 miesięcy żeby mentalnie angażować się tylko w proces pisania i nie robić niczego większego po drodze to ja bym odłożyła pisanie. Na czas, kiedy uda Ci się „wykroić” te miesiące z kalendarza.

Pytanie dodatkowe: gdzie będziesz magazynować książkę?

Jak wspominałam w ostatnim odcinku podcastu, to jest coś, o czym w ogóle nie pomyślałam, wydając swoją książkę w 2015 roku. Po prostu zamówiłam 500 egzemplarzy, przyjechałam do drukarni i naszło mnie pytanie: gdzie ja to wszystko postawię?

Zastanów się nad tym, czy jeśli wydasz książkę samodzielnie, będziesz miał gdzie magazynować zamówione egzemplarze. W domu, w biurze, w garażu? Pamiętaj, że nie może to być wilgotne pomieszczenie ani jakiś zakurzony strych, żeby książki się nie zniszczyły.

Zaledwie 500 egzemplarzy, ale ile to miejsca zajmowało!

A może nie warto pisać książki?

Nie chciałabym, żebyś po przeczytaniu tego tekstu pomyślał, że nie warto pisać książki, bo myślę zupełnie przeciwnie. Warto i to z przynajmniej kilku powodów (przeczytaj wpis: Czy warto napisać książkę? 10 razy TAK). Ale warto też dobrze się nad tym zastanowić i napisać ją tak, żeby znalazła czytelników 🙂

A przy okazji jeszcze jedna wskazówka dla piszących swoją pierwszą książkę (są tu tacy?). W swojej nowej książce „Gotowi na start” Pat Flynn opisuje metodę planowania biznesu – mapę myśli, tworzoną za pomocą samoprzylepnych karteczek. Radzi, żeby na karteczkach zapisać wszystkie pomysły, jakie wpadają nam do głowy, wszystkie myśli, związane z biznesem, który zamierzamy otworzyć. Gdy to czytałam, uśmiechnęłam się do siebie, bo dokładnie w taki sposób pisałam „Zostań freelancerem” i… pracę magisterską. Zwłaszcza w przypadku magisterki ta metoda pozwoliła mi wszystko genialnie poukładać. Pisałam ze słowotwórstwa, więc miałam mnóstwo różnych słówek, które poddawałam analizie. Zapisałam każde na małej karteczce, a potem mogłam je podzielić na koperty, do innych kopert powkładałam zagadnienia do kolejnych rozdziałów i w ten sposób szkielet magisterki tworzył się sam.

Gorąco polecam tę metodę przy pisaniu książki, jest naprawdę niezwykle pomocna.

Jest tu ktoś, kto planuje napisać (albo już ma napisaną) książkę w tym roku? Pochwalcie się w komentarzach koniecznie!