Współpraca z markami to nie jedyny sposób zarabiania na blogu. A nawet nie najlepszy. Znacznie lepszym jest oferowanie własnych produktów i to z przynajmniej kilku powodów.

Nie mam na swoim koncie wielu współprac z markami, mimo że bloguję od 5 lat. Było ich kilka, może kilkanaście, licząc te drobniejsze. A od roku sprzedaję własny produkt i odsprzedaję produkty innych producentów w ramach własnego sklepu. I wiesz co? Sprzedaż produktów to o niebo lepszy sposób na monetyzowanie bloga!

Mit dotyczący zarabiania na blogu

Największy mit, w który wierzą blogerzy, zwłaszcza początkujący to: rób swoje, a pieniądze przyjdą. Pisz dobre testy, a pieniądze się pojawią. Powtarzam po raz kolejny – nie pojawią się same. Ta zasada działała może 5 lat temu, kiedy blogów było mało. Dziś samych blogów kulinarnych jest ponad 6 tysięcy, a gdyby podsumować liczbę wszystkich blogów, ze wszystkich tematyk… myślę, że kilkadziesiąt tysięcy by się uzbierało. Naprawdę uważasz, że reklamodawcy sami do Ciebie przyjdą, tylko dlatego, że masz blog? Owszem, jeśli będzie bardzo, bardzo popularny, pewnie ktoś Cię zauważy. Ale nie liczyłabym na to, że reklamodawców będzie na tyle dużo, żeby zapewnić Ci regularny przychód, jeśli nie wydepczesz sobie ścieżek, nie poznasz ludzi z agencji, którzy pośredniczą w organizowaniu kampanii dla marek.

Wiem to, bo mój blog o drinkach jest jednym z największych, o ile nie największym blogiem o tej tematyce. Jest dość niszowy, wyróżnia się na tle blogów kulinarnych, a jednocześnie gromadzi 120-160 tysięcy czytelników miesięcznie. Czy to pozwala mi zarobić na współpracach komercyjnych? Sporadycznie. Nawet pytań o współpracę jest bardzo niewiele.

Współpraca a własne produkty: stały dochód

Tu dochodzimy do pierwszej przewagi własnych produktów, tworzonych dla społeczności bloga. Własne produkty zapewniają stały, comiesięczny dochód. Czy jest on większy czy mniejszy niż ten pochodzący ze współpracy – to kwestia pewnie różna dla różnych blogerów. Ale jest stały – ja sprzedaję co miesiąc kilkadziesiąt książek o drinkach, akcesoria do drinków za kilka tysięcy złotych i po odliczeniu wszystkich kosztów uzbiera się jakaś najniższa krajowa. A czas, jaki poświęcam na obsługę wysyłki produktów do jakieś 20-30 godzin miesięcznie. Dochód jest stały, nie zależy od wydatków na reklamę (sklep reklamuję obecnie tylko na blogu poprzez banery).

Współpraca a własne produkty: terminy płatności

Jedną z wad współpracy z agencjami i dużymi klientami, o których kiedyś pisałam, jest to, że agencje często nie płacą w terminie. Piszesz post, wystawiasz fakturę, agencja ma 30 dni na zapłacenie, płaci po 45. A jak to jest we własnym sklepie? Gdy sprzedajesz produkty, dostajesz pieniądze od razu, zanim wyślesz towar (tak działa handel w internecie, to nic niezwykłego).

Współpraca a własne produkty: od kogo zależy Twój zarobek?

Kolejny minus współpracy z markami – możesz mieć duży blog, popularny, możesz wymyślić świetny pomysł na kampanię i iść z nim do reklamodawców i… nie znaleźć chętnych. Bo może marka, którą sobie upatrzyłeś, nie ma akurat budżetu na reklamę na blogach. Może w ogóle nie reklamuje się na blogach. Może ma z reklamą na blogach kiepskie doświadczenia. A może nie spodoba jej się ten pomysł. Jasne, możesz iść do innej marki, potem do kolejnej, ale możliwości kiedyś się skończą. W najgorszym wypadku wymyślisz coś świetnego, ale nikt nie będzie chciał wejść w ten pomysł i nie zarobisz ani grosza.

A jak to jest z własnymi produktami? Też może się okazać, że napracujesz się nad książką, kursem online, e-bookiem, zrobisz sklep i nikt nie będzie chciał tego kupić. Tylko że potencjalnych klientów, do jakich możesz zwrócić się ze swoim produktem jest jakichś kilka milionów. A może nawet kilkanaście milionów kupujących w internecie. Nie uda się sprzedać za pośrednictwem bloga, możesz zaryzykować wydanie pieniędzy na reklamę gdzie indziej, poza blogiem. Ale jeśli zrobisz badanie rynku, zanim wypuścisz produkt, to ryzyko, że nikt go nie kupi, jest niewielkie.

Tu Twój zarobek zależy tylko od Ciebie.

Współpraca a własne produkty: ostateczny kształt produktu

Gdy współpracujesz z marką, produktem jest post na blogu. Czy zawsze masz ostatnie zdanie, jeśli chodzi jego kształt? Czy może ustalasz z marką, z jaką współpracujesz, jakieś warunki – np. że post będzie z linkiem, że będą w nim minimum 3 zdjęcia? Zwykle tak jest. W końcu marka płaci, więc stawia jakieś warunki, to normalne.

A gdy oferujesz własny produkt, to Ty stawiasz warunki. Ty masz ostatnie zdanie i decydujesz, jak ten produkt będzie wyglądał.

Współpraca a własne produkty: jakość

Wiesz, jakie jest jeszcze niebezpieczeństwo jeśli chodzi o współpracę z markami? Może się okazać, że polecisz coś, a potem marka zaliczy jakąś wtopę. Na przykład: polecasz hosting i wtedy, gdy piszesz post we współpracy z marką, wszystko jest w tym hostingu ok, support szybki i pomocny, strona śmiga. Ale po jakimś czasie hosting znacznie się pogarsza, firma nie daje rady, sypią się na nią lawiny skarg. A Ty dalej masz post, w którym polecasz ją na blogu, więc ludzie mają do Ciebie pretensje, że zaufali, a to, co poleciłeś, okazało się kaszanką.

Gdy produkujesz coś, masz wpływ na jakość produktu. Jak coś będzie z produktem nie tak, to będzie Twoja wina i gdy pojawią się pretensje od czytelników, przynajmniej nie trzeba będzie świecić oczami za czyjeś błędy.

Czy warto współpracować z markami?

Nie zrozum mnie źle – nie namawiam Cię (mimo prowokującego tytułu) do odrzucania propozycji współpracy, jeśli są dobre. Ale wskazuję, że długofalowo nie można budować swojego biznesu, jakim dla wielu jest blogowanie, tylko na współpracy z markami. To krótkowzroczność, bo dziś marki chcą współpracować z blogerami, a jutro nie będą chciały. Dziś płacą dużo i w terminie, jutro mogą przestać płacić. Własne produkty (np. książki) tak łatwo nie znikną – przecież handel w internecie raczej rośnie, niż się zwija, książek też ludzie nie przestaną kupować. Jeśli jedni przestaną, będzie mnóstwo innych, którzy zaczną. Lepiej „współpracować” z czytelnikami, niż z markami, bo czytelników jest znacznie więcej niż marek.