W tym miejscu mogłabym napisać wstęp o tym, że jest jesień, będą długie wieczory i dużo czasu na czytanie, ale to wszyscy wiedzą. No więc wstęp ominę i przejdę do rzeczy 🙂

Na mojej liście książek jest trochę nowszych i trochę starszych rzeczy. Wybrałam je spośród książek, które przeczytałam od stycznia, a łatwo nie było, bo czytam więcej niż 1 książkę tygodniowo. Są tu kryminały, saga rodzinna, opowiadania, książki prawnicze, coś o miłości, coś rozwojowego. Wybór spory 🙂

Powieści na jesień

Robin Cook „Dewiacja”

Cook ma lepsze i gorsze książki w swoim dorobku, a ta mnie wciągnęła. To thriller medyczny, a głównym bohaterem jest lekarz, który „przechodzi na drugą stronę”, czyli porzuca zawód dla pracy dla koncernu farmaceutycznego. I dzieją się dziwne rzeczy – Adam odkrywa, że lekarze, którzy byli uczestnikami jednej konferencji, nagle rzucają pracę i przechodzą do kliniki, której właścicielem jest firma farmaceutyczna. W dodatku przepisują ciężarnym leki, które mogą być szkodliwe. Na dodatek żona Adama zachodzi w ciążę. Jak zwykle w książkach Cooka sporo się dzieje i chociaż nie jest to pozycja, która zapada w pamięć na długo, to na pewno warto ją przeczytać.

John Grisham „Firma”

To pewnych książek trzeba dorosnąć i ja musiałam dorosnąć do książek prawniczych. W te wakacje pochłonęłam kilka powieści Grishama, a ponieważ napisał ich znacznie więcej niż kilka, już się cieszę, bo jesienią na pewno przeczytam więcej. „Firma” to mój ulubiony typ thrilleru – to taka historia, która teoretycznie może przydarzyć się każdemu i z której nie do końca można dobrze wyjść. Bohater to młody prawnik, po studiach, który dostaje super lukratywną propozycję pracy w kancelarii w innej części Stanów. Ekstra pensja, firmowe BMW, dobre warunki kredytu na dom. Tylko zainteresowanie firmy jego prywatnymi sprawami, żoną, posiadaniem dzieci wydaje się podejrzane. Ale kasa jest tak kusząca, że bohater przymyka oko na te podejrzane pytania. Jak się okazuje, w życiu nie ma nic za darmo – za dobrą pensję trzeba będzie zapłacić nie tylko nadgodzinami.

To jedna z tych książek, które naprawdę wciągają i trochę przerażają, bo podczas czytania wiesz, że to nie musi być tak całkiem fikcyjna historia.

John Grisham „Klient”

Historia małego chłopca, który widział próbę samobójczą, nie chciał do niej dopuścić, a potem w jakiś dziwny sposób wpakował się w kłopoty. Był jednak na tyle bystry, że „zatrudnił” sobie prawniczkę, która pomagała mu wydostać się z tych kłopotów. O ile „Firma” wydaje mi się realistyczna, o tyle „Klient” nie bardzo. Ale nie można odmówić Grishamowi umiejętności zaciekawienia czytelnika i wciągnięcia go w akcję.

John Grisham „Malowany dom”

Ostatni już Grisham, obiecuję. Ale tym razem coś zupełnie innego – nie ma prawników, nie ma sądów, nie ma dużych pieniędzy. Jest za to mały chłopiec, który mieszka na wsi w czasach, gdy rozrywką było słuchanie radia, a wydarzeniem przyjazd wesołego miasteczka. Akcja dzieje się podczas zbiorów bawełny, do rodziny chłopca przyjeżdżają pomocnicy, którzy zbierają bawełnę razem z domownikami i którzy – jak się okaże – nieźle namieszają w miasteczku. Jest miłość (pierwsza, chłopięca, ale i taka dorosła), są bójki, jest morderstwo (choć to nie kryminał), jest ciąża, ale też jest ułożone, wiejskie życie w zgodzie z naturą.

Inna strona Grishama, zdecydowanie warta uwagi.

Stephen King „Bazar złych snów”

Długo nie lubiłam Kinga i nadal nie wszystkie jego teksty do mnie trafiają. Ale im nowsze, tym bardziej są w moim guście. Po przeczytaniu jego poradnika dla pisarzy, sięgnęłam po opowiadania z 2015 roku – ile tu jest świetnych historii! Co więcej, są przeplatane takimi „smaczkami”, wstawkami odautorskimi, w których King tłumaczy, skąd wziął się pomysł na to konkretne opowiadanie. Przy czym historie z tego zbioru są zupełnie inne niż z „Nocnej zmiany” z 1978 roku. Tam mieliśmy szczury-mutanty, kosmiczne oczy, wyrastające na palcach, a tu mamy np. mężczyznę, który tak bardzo kochał swoją żonę, że przez tydzień udawał, że nadal żyje, podczas gdy ona leżała już nieżywa w łóżku. Opowiadania z „Bazaru złych snów” są zdecydowanie mniej odjechane i fantastyczne, a bardziej przyziemne. Ale dobre.

Magdalena Witkiewicz „Czereśnie zawsze muszą być dwie”

To jest taka książka, jakie jesienią czyta się najlepiej. Jest tu miłość, są historie z przeszłości, jest trochę zagubiona młoda kobieta, która nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem, jest dom na wsi, o który trzeba zadbać i z którym wiążą się różne historie… Nie będę zdradzać więcej, powiem tylko, że od lat nie zdarzyło mi się czytać do 2 w nocy, a tej książki nie mogłam odłożyć, dopóki nie padłam ze zmęczenia 🙂

Kate Morton „Dom w Riverton”

Jeśli sagi rodzinne i retrospekcje to coś, co lubisz – „Dom w Riverton” Ci się spodoba. Historia z początku XX wieku, ale opowiadana przez żyjącą jeszcze staruszkę, która kiedyś była pokojówką u pewnych państwa. Wiadomo od początku, że w tej historii będzie jakaś tragedia, ale zakończenie i tak zaskakuje, bo nie jest tak, jak można by było się spodziewać. Naprawdę bardzo przyjemnie się czyta, a klimat tej książki wciąga.

Marian Keyes „Trzecia strona medalu”

Nie jest to powieść najwyższych lotów, ostrzegam. Ale dość przyjemna historia, a właściwie trzy zazębiające się historie kobiet, wszystkie mają około 30 lat i jakieś życiowe problemy. Jedna napisała poczytną powieść, ale nie umie napisać kolejnej, przy tym ma wyrzuty sumienia, bo sprzątnęła przyjaciółce mężczyznę. Druga, jej była przyjaciółka, mierzy się z rozwodem rodziców i przeżywa utratę faceta. Trzecia zakochała się w żonatym… Nie jest to banalna historia o miłości, ale dość dobrze się czyta, więc na jesienne wieczory można polecić.

Książki rozwojowe

Fredrik Eklund „Sprzedaż. Jak sprzedać (prawie) wszystko (prawie) każdemu

Ta książka to coś pomiędzy poradnikiem a opowieścią o sobie i początkach swojej kariery. Fredrik Eklund sprzedaje nieruchomości w Nowym Jorku (jego klientami są np. Jennifer Lopez, Cameron Diaz, Daniel Craig), jest gwiazdą telewizyjnego show, a zaczynał z niczym. W sympatyczny sposób opisuje początki swojej kariery, wspomina pierwszą sprzedaż, kiedy jeszcze nie stać go było na porządny garnitur i buty. Opowiada też o tym, jak żyje teraz, gdy zarabia miliony i jak to się stało, że z nieznanego nikomu Szweda stał się najlepiej zarabiającym agentem nieruchomości w Stanach. Zdecydowanie warto przeczytać, jeśli lubicie inspirujące historie prawdziwych ludzi.

Tomasz Jacyków „O elegancji i obciachu Polek i Polaków”

Wiem, że autor jest postacią kontrowersyjną i można go nie lubić, ale nie sposób mu odmówić doświadczenia w tym, co robi. To książka trochę o tym, jak się nie ubierać, ale napisana w taki sprytny sposób – każda część ciała została przeanalizowana osobno, od stóp do głowy. Jacyków czasem mówi dosadnie, czasem rozśmiesza, a czasem daje do myślenia. Jego rady są często konkretne: np. że białe rajstopy u kobiety sprawdzają się w dwóch sytuacjach – u komunii i na ślubie, w każdej innej lepiej je sobie odpuścić. Że buty do połowy łydki skracają łydkę, podobnie jak spodnie rybaczki lub 3/4, które w ogóle są raczej niekorzystne dla sylwetki. Ale – co bardzo mi się w tej książce podoba – autor nie wypowiada się o niczym tak kategorycznie. Podkreśla wiele razy, że każdy powinien ubierać się tak „żeby mu było miło”. I że każdą zasadę można złamać, tylko trzeba wiedzieć jak.

To naprawdę książka warta przeczytania, szczególnie jeśli nie interesujecie się modą, a chcecie po prostu dobrze wyglądać. Tylko odradzam e-booka, bo są w niej ilustracje, a e-book najwyraźniej nie jest dobrze złożony, bo w moim obrazków nie było.

Joanna Glogaza „Slow fashion”

Czy jest tu jeszcze ktoś, kto nie czytał książki Asi? Ja przeczytałam ją dopiero w tym roku, wcześniej jakoś ten temat mnie nie interesował. Ale żałuję, że tak późno. To powinna być obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy mają problem z nadmiarem ubrań w szafie. Najlepsza rada, jaką zapamiętałam z tej książki to: kupuj/zostawiaj tylko te ubrania, w których jesteś najlepszą wersją samego siebie. I druga, która bardzo mi pomaga: dobrze jest mieć swój „uniform”, taki zestaw ubrań, który będzie z Tobą kojarzony, który zawsze będziesz mogła wyjąć z szafy i szybko założyć. Może to być np. jakieś ulubione zestawienie (u mnie ostatnio dżinsy i koszula), a do „uniformu” można założyć oryginalne, niebanalne, wyraziste dodatki. To znacznie ułatwia ubieranie się 🙂

Rachel Hofstetter „Ugotuj swój biznes”

Jeśli interesują Cię historie działających już biznesów, a już szczególnie biznesów z branży kulinarnej, sięgnij po tę książkę. Nie dość, że autorka przedstawia kulisy powstania kilku firm (od producentów domowej granoli po producentów strzelających chipsów) to jeszcze w każdej opowieści skupia się na innym aspekcie tworzenia biznesu. Kolejne rozdziały mówią m.in. o tym, jak przeprowadzać badanie rynku przy małym budżecie, jak tworzyć i rozwijać markę, opowiadają o tajnikach produkowania żywności, a nawet o tym, jak dostać się ze swoim produktem do sieci hipermarketów. Oczywiście nie wszystkie wskazówki można w Polsce wykorzystać, choćby z uwagi na inne przepisy niż w Stanach, ale z pewnością jest to książka, która dostarczy wielu inspiracji.

Katarzyna Kędzierska „Chcieć mniej”

O tej książce pisałam w osobnym artykule: Jak zakup jednej książki zwrócił mi się 120 razy. Prawda jest taka, że do dziś ten „zwrot z inwestycji” jest znacznie wyższy. Książka „Chcieć mniej” naprawdę zmieniła moje podejście do posiadania rzeczy i do ich wyrzucania. Zawsze miałam z tym problem – jak tu się pozbyć czegoś, co budzi wspomnienia albo co dostałam w prezencie? Teraz patrzę na to inaczej i stopniowo dążę do tego, żeby pozbywać się przedmiotów, które latami leżą w szafkach nieużywane i tylko generują konieczność zakupu nowych mebli do przechowywania.

To moje propozycje na jesień, a jakie są Twoje? Jak widzisz, czytam powieści o różnej tematyce i sporo książek rozwojowych, więc będę wdzięczna za wszystkie książkowe podpowiedzi!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz